AFI – Black Sails in the Sunset

Gatunek: punk rock
Data wydania: 1999
Spis utworów: 1. Strength Through Wounding; 2. Porphyria Cutanea Tarda; 3. Exsanguination; 4. Malleus Maleficarum; 5. Narrative of Soul Against Soul; 6. Clove Smoke Catharsis; 7. The Prayer Position; 8. No Poetic Device; 9. The Last Kiss; 10. Weathered Tome; 11. At a Glance; 12. God Called in Sick Today

 

W latach 90. AFI wydawało płyty hurtowo – w cyklu niemalże dorocznym. Jak to zwykle jednak w takich przypadkach bywa, sporo do życzenia pozostawiała jakość, którą można by wykreślić za pomocą sinusoidy, z Very Proud of Ya w szczytowym punkcie. Ta niestałość formy stanowi powód do niepokoju dla każdego, kto – tak jak ja – bierze na warsztat album po albumie. Czy czwarty z kolei krążek, czyli Black Sails in the Sunset, stanowi ponowną zwyżkę, czy może Havok i koledzy nadal nie mogą wydostać się z pułapki przeciętniactwa?

Zanim odpowiem na to pytanie, od razu powiem, za co można pokochać wczesne płyty AFI, mimo ich niedoskonałości. Tą cechą jest bezkompromisowość i szczerość, których na krążkach wydanych w XXI wieku szukać należy ze świecą. Nie inaczej jest i tym razem. Zespół ze swadą i energią ogrywa to, co zna i potrafi najlepiej, czyli szybkie, punkowe piosenki o zabójczym ładunku melodyjności. W takich momentach nie ma miejsca na żadne łamańce ani rewolucyjne pomysły, a jednak przy wykorzystaniu tak skąpych środków udaje się wykreować bardzo sugestywny klimat (No Poetic Device). Dziś nie ma już praktycznie zespołów, które grałyby w ten sposób, stąd dla kogoś, kto lub punk i Black Sails in the Sunset nigdy nie słyszał, będzie to okazja, by cofnąć się w czasie i odkryć trochę zakurzoną, ale niemającą dziś już kontynuatorów muzykę.

Co jednak istotne, na omawianej dziś płycie zespół zaczyna również kombinować. Nie dajcie się jednak zwieść recenzentom, którzy na podstawie łacińskich tytułów piosenek zakwalifikowali ją jako przynależną do horror punku. AFI bowiem dzieli od Misfits przepaść, a kapela nawet nie próbuje udawać, że chce grać podobnie. Gdzieś tam może w tekstach pobrzmiewa lekki mrok, ale skrzekliwy głos Havoka pasuje do grozy tak jak wokal Dody do death metalu. Ewolucja brzmienia idzie w zupełnie inną stronę, ściśle zaś biorąc – w dwa przeciwstawne kierunki. Pierwszy z nich wyznaczany jest cięższym brzmieniem, który przywodzi na myśl nowojorski hardcore (The Prayer Position). I choć AFI gra w takich chwilach jak No Use for a Name z płyty Incognito (At a Glance), co rzecz jasna stanowi komplement, to niekiedy niepotrzebnie przekształca ten styl, czego bolesnym dowodem jest pierwsza w karierze, mocno przeciętna ballada (Clove Smoke Catharsis). Drugi kierunek zmian polega na większym skomplikowaniu aranżacji. Piosenki nie są już półtoraminutowymi killerami, ale proponują coś więcej – zmieniają się tempa, pojawiają się rozbudowane partie instrumentów, co wydłuża niektóre kompozycje do czterech minut.

Najdziwniejszy jest jednak fakt, że mimo tych zmian, które zdają się wychodzić kapeli in plus, Black Sails in the Sunset nie jest tak łatwa do jednoznacznego ocenienia. Oprócz pomysłów kapitalnych trafiają się tu ślepe uliczki i utwory przeciętne, zaś po pierwszym przesłuchaniu nie jest bynajmniej jasne, co przeważa. Choć nie sposób nie dostrzec powolnego dojrzewania grupy, to efekty końcowe bywają jeszcze lepsze lub gorsze. Całe szczęście, najbardziej wciąż przekonuje szybkostrzelny punk, przy którym aż człowiek rwie się, żeby skoczyć na deskę i zaliczyć parę grindów.

I głównie za te kapitalne momenty esencjalnego punk rocka podbijam końcową ocenę i polecam tę płytę tym, którym brzmienia tego typu nie są obce. Mimo, że na Black Sails in the Sunset zespół Havoka jest jeszcze nieopierzony, to zarazem brzmi tak autentycznie i szczerze, że dość szybko rozbraja słuchacza. A zatem choć niewiniątka krążka nie łykną, to jako miłośnik tego typu brzmień czuję się przez czwarty krążek AFI dziwnie przyciągany. Co tak działa? Nie mam pojęcia; za Jasiem Fasolą mam ochotę stwierdzić – magic.

 

(7 / 10)

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!