AFI – The Art of Drowning

Gatunek: punk rock
Data wydania: 2000
Spis utworów: 1. Initiation; 2. The Lost Souls; 3. The Nephilim; 4. Ever and a Day; 5. Sacrifice Theory; 6. Of Greetings and Goodbyes; 7. Smile; 8. A Story at Three; 9. The Days of the Phoenix; 10. Catch a Hot One; 11. Wester; 12. 6 to 8; 13. The Despair Factor; 14. Morningstar

 

Słuchając po kolei płyt AFI coraz mniej rozumiem ten zespół. Pamiętacie gówniarzy, którzy na swoim pierwszym wydawnictwie po prostu złapali za instrumenty i nagrali kilkanaście półtoraminutowych piosenek? Wiadomo, że ich debiut nie mógł sprostać wysublimowanym gustom, ale już na Very Proud of Ya zaczynało dziać się coś interesującego, co proste, punkowe kawałki przekuwało w świetne, powalająco melodyjne kompozycje. Tymczasem The Art of Drowning to niby krok do przodu, ale w tak dziwną stronę, że trudno go pojąć, nieco łatwiej za to ocenić.

Pamiętacie inspiracje horror punkiem obecne na Black Sails in the Sunset? No pewnie, że ów „horror” szyty był grubymi nićmi, bo ograniczał się do łacińskich wstawek w tytułach kawałków i nie miał nic wspólnego z twórczością Misfits. Niemniej jednak AFI zaczynało kombinować z formułą. Kontynuacją tych eksperymentów jest kolejna płyta, czyli właśnie The Art of Drowning. Na pierwszy rzut oka wciąż mamy do czynienia z szybkim  punk rockiem, znanym z poprzednich płyt. Jednakże gdzieś między wierszami pojawiają się nowinki – zaczynają się zmiany tempa (The Days of the Phoenix), złamania i zwichnięcia (Of Greetings and Goodbyes) oraz mnóstwo chórków, które znamionują rękę Dextera Hollanda (Sacrifice Theory). Co z tym wszystkim jest nie tak? Otóż zabiegi te są zupełnie niepotrzebne, nie są one bowiem w stanie uratować piosenek, które tym razem po prostu nie wyszły. I aż dziw bierze, że zespół, który zasłynął z ultramelodyjnych killerów może aż tak zapomnieć o tym, jak układać dobre utwory.

Główną winę za ten stan rzeczy ponosi wokalista, który albo udziwnia linie wokalu tak, że nie sposób ich zanucić (Wester), albo – wprost przeciwnie – opiernicza je po jednym dźwięku, najwyraźniej wysoce z tego faktu zadowolony (Sacrifice Theory). Jego wybitnie mało charyzmatyczny sposób śpiewania odbiera moc nawet tym agresywnym kompozycjom, które powinny dzięki niemu zyskać dodatkowego kopa. Nie obawiam się stwierdzenia, że Havok zrujnował większość kawałków. Na domiar złego w produkcji jego wokal wypchnięto nieprzyzwoicie do przodu, przez co nie tylko jeszcze bardziej drażni on uszy, ale nie jest również w stanie wtopić się w muzykę. Na tej manierze najlepiej wychodzi balladowy kawałek 6 to 8, do której wokal i chórki wreszcie jako tako pasują. Całą reszta krążka jednak mocno traci.

Zastanawia mnie tylko jedno: czy w tym zwrocie ku mrokowi AFI nie zaczyna rozmieniać swojej twórczości na drobne i nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rynku. Trudno mi bowiem uwierzyć, że przed nagraniem The Art of Drowning zespół postanowił nagle osłuchać się z Misfits i grać mniej więcej to samo. Obawiam się raczej, iż ta zmiana jest efektem kalkulacji i kompromisu z komercją. Trzeba zresztą przyznać, że ten nimb mroku utrzymuje się nad AFI do dzisiaj. W tym kontekście omawiany dziś krążek stanowi etap przejściowy pomiędzy szczerym łojeniem a podporządkowaniem się prawu popytu i podaży, na którym można zbić zimną gotówkę. Jeżeli początki tego zamysłu sięgają aż The Art of Drowning, to pozostaje tylko pogratulować genialnej wręcz intuicji i żelaznej konsekwencji w realizowaniu strategii marketingowej. Niestety, płycie to nie pomaga.

Piąty w dorobku studyjny krążek AFI trudno jest obronić. Jest on zbyt mało zróżnicowany, a nawet jeśli próbuje poszukiwać nowych dróg, to czyni to jeszcze albo po omacku, albo – co bardziej prawdopodobnie – nieudolnie. Utworom brakuje melodii, instrumentom mocy, a płycie pomysłu. The Art of Drowning to być może swoisty kamień milowy dla kapeli, ale słuchacz nie powinien szukać tutaj zbyt wiele. Bo i zbyt wiele nie dostanie.

 

(5 / 10)

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!