Animators – Hepi End

Gatunek: rock alternatywny
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Czary mary!; 2. Lala; 3. Jaknietaknie; 4. Spadam stąd; 5. Bo przez ciebie; 6. Nastrój?; 7. Krool; 8. Claire; 9. Miłość w punkcie ksero; 10. Kość; 11. Konfitury; 12. Kosmos; 13. Hepi end

 

Gdyby chcieć podać suche streszczenie historii Animators, naszkicowany w ten sposób obrazek wyszedłby dość typowo: osiem lat działalności, dwie płyty długogrające, flirt z telewizyjnymi talent shows (zakończony zresztą sporym sukcesem). A jednak sosnowiecką grupę trudno nazwać tuzinkową. Z czego wynika jej oryginalność? Częściowej odpowiedzi można – jak się zdaje – udzielić po zapoznaniu się z najnowszym krążkiem formacji, zatytułowanym Hepi End.

Jeśli szukać by gdzieś genezy nazwy Animators, odwołać należałoby się do łacińskiego źródłosłowu, zgodnie z którym anima to dusza, coś, co bezkształtną bryłę materii ożywia i wprawia w ruch. Tę funkcję Hepi End bez wątpienia spełnia. Mimo że przez większość czasu krążek jest wyjątkowo oszczędny – niekiedy w słuchawkach, prócz wokalu, basu, perkusji i pojedynczej gitary sprofilowanej na jeden kanał, nie ma nic – to muzykom udaje się wydobyć odpowiednią dawkę energii, by wprawić słuchacza choćby w podrygiwanie. To zasługa przede wszystkim samych kompozycji, które, mimo że szorstkie i brudne, pozwalają wpaść w odpowiedni flow. Patenty na jego uzyskanie nie są zresztą zbyt skomplikowane. Sam brud, będący spadkiem po pierwszych tuzach hard rocka, zapewne by już wystarczył. Trio dorzuca jednak do tego zarówno mocno funkujący bas (Bo przez ciebie), jak i inspiracje bluesowe (Jaknietaknie) oraz synkopowany rytm. Mariaż tych elementów brzmi intrygująco, zwłaszcza, że uzupełniono je adekwatnie brzmiącym wokalem, niejednokrotnie spowitym pogłosem (Czary Mary!). I gdyby nie wtręty nieco bardziej współczesne – jak nuta elektroniki w utworze Kosmos – to Hepi End można by nazwać polską odpowiedzią na The White Stripes.

Nie ukrywam jednak, że krążek urzeka najbardziej w tych momentach, w których wykracza poza oszczędne aranżacje i rwane, punktowane wokale. Stąd choć na przykład taki Nastrój? nie brzmi diametralnie odmiennie niż reszta wydawnictwa, to konsekwentnie poprowadzona linia melodyczna nadaje mu mimo wszystko innego charakteru. Podobnie punktuje środek Miłości w punkcie ksero, który zagrany jest z tak przekonującą nerwowością i swadą, że momentalnie wprawia słuchacza w sympatyczne huśtanie.

Niestety, takich miejsc na Hepi End jest niewiele, zaś po wybrzmieniu ostatniego, tytułowego kawałka uczucia odbiorcy mogą być mieszane. Niby Animators to na polskiej scenie muzycznej wyjątek, ale konsekwentnie rozwinięty koncept muzyczny nie przekłada się na bardzo dobre kompozycje. Te są do siebie podobne, zaś spośród nich można wskazać takie, które wyróżniają się in minus. (Za przykład niech posłużą Konfitury – w kontekście całej płyty wręcz ballada, ozdobiona dziwacznym tekstem, którego nie powstydziłby się stary Happysad). Do tego dodać można również wokal, który – choć jest ekspresyjny – zaczyna z czasem stawać się zbyt jednowymiarowy, by móc całkowicie przekonać. Jego wada jest tym większa, że siłą rzeczy rzutuje on również na niegłupie teksty, których choćby odrobinę inna interpretacja mogłaby nadać płycie drugiego oddechu.

Trudno odmówić Animators zarówno zamysłu, który stanął za Hepi End, jak i zdolności, by z sukcesem go zrealizować. Dzięki temu omawianego dziś krążka nie sposób nazwać złym. Zarazem jednak nie jest on w stanie całkowicie przekonać i pochłonąć. Jego chropowatość zwraca uwagę, a nawet fascynuje, ale zarazem nie pozwala zanucić nawet jednej piosenki. Czy to źle? Niekoniecznie. Oznacza to jednak tyle, że Animators sprawia, iż anima rwie ciało do ruchu, lecz sama nie znajduje dla siebie zbyt wiele strawy.

 

6 Stars (6 / 10)

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!