Brygada Kryzys – Brygada Kryzys

Gatunek: punk rock, zimna fala
Data wydania: 1982
Spis utworów: 1. Centrala; 2. Radioaktywny blok; 3. Nie ma nic; 4. Przestań śnić; 5. The Real One; 6. Travelling Stranger; 7. Except One; 8. Ganja; 9. Fallen, Fallen is Babylon

 

Nasz cykl prawie dobiega końca, ja zaś mierzę się dziś z prawdziwą i niekwestionowaną legendą. Oto przede mną jedna z najważniejszych – jak sądzą niektórzy – płyt wydanych w Polsce po roku 1945. Dlaczego? Bo to pierwszy długogrający punk rockowy krążek, jaki ukazał się na naszym rynku. Nie jestem jednak przekonany, czy fakt ten stanowić powinien jednoznaczne kryterium oceny. I choć trudno mi przekrzykiwać się z tymi, którzy uważają debiut Brygady Kryzys za dzieło wiekopomne, dziś będę musiał się na to zdobyć.

Zacznę najpierw od historycznej otoczki, potem zaś przejdę do muzyki. Rok wydania tej płyty – 1982 – powinien Wam coś mówić. Jesteśmy w samym środku stanu wojennego; zespół wszedł do studia dwa miesiące po jego ogłoszeniu. I nie zamierza on bynajmniej hamować się z krytyką władzy. Już otwierająca krążek Centrala jest motoryczną kompozycją, która pokazuje zdehumanizowanie organów wykonawczych państwa. Dalsze utwory tylko pogłębiają wrażenie wszechogarniającej beznadziei. Krążą legendy, że ten ogólny dekadentyzm sprawił we wrażliwej sytuacji politycznej, iż część nakładu Brygady Kryzys po prostu przemielono. Bez względu na to, czy historia ta jest prawdziwa, siła oddziaływania tej płyty rzeczywiście mogła przerażać władze. To świetnie słyszalny głos zbuntowanego pokolenia, zjednoczonego wspólną ideą.

I być może tyle rzeczywiście wystarczy, by płytę nazywać legendarną. Problem w tym, że ci, którzy urodzili się po roku 1980 wzruszą ramionami na całą tę historię. Od muzyki wymagamy bowiem ponadczasowości i tego, by słuchało się jej tak samo dobrze za dojrzewającego kapitalizmu, jak i za stanu wojennego. Jak w tej konkurencji wypada zatem Brygada Kryzys? Cóż, zacząć należy do tego, że pierwsza punkowa płyta w Polsce ma zadziwiająco mało wspólnego z punk rockiem. Większość utworów na tym krążku reprezentuje sobą styl mniej lub bardziej zimnofalowy. Motoryka, powtarzanie fraz i pulsująca jednostajność nadają przyjemnego, choć bardzo mało ludzkiego charakteru całemu wydawnictwu (Nie ma nic, Travelling Stranger). Dodajmy do tego pogłosy, echa i różne inne przeszkadzajki, a otrzymamy płytę całkiem nowatorską, którą trudno uznać jednak za punkową. Być może do tej kategorii zaliczylibyśmy jedynie Radioaktywny blok oraz brzmiący jak skrzyżowanie Dead Kennedys z Agent Orange Except One.

A skoro jesteśmy już przy porównaniach z Zachodem, Brygada Kryzys nie jest niestety płytą tak uniwersalną jak chociażby debiut Adolescents, Bad Religion czy Joy Division. Nawet utwory śpiewane po angielsku brzmią charakterystycznie słowiańsko, stąd trudno uznać je za rzeczywistą konkurencję dla tego, co działo się wówczas na Wyspach Brytyjskich czy w słonecznej Kalifornii. Wprawdzie produkcja krążka jest naprawdę niezła, a warsztat muzyków wart odnotowania, ale całość nie przekonuje aż w takim stopniu, jak moglibyśmy się spodziewać po płycie o statusie legendarnej.

Co gorsza, na krążku zdarzają się utwory, które mimo wszystko trudno nazwać w pełni udanymi. Wada niektórych z nich polega na zbytnim rozwleczeniu (Przestań śnić trwa sześć i pół minuty), w czym nie jest w stanie pomóc nawet saksofon, którego piskliwe dźwięki na dłuższą metę niezwykle irytują. Inne tracą za sprawą stylistycznego rozedrgania krążka. Słoneczne reggae (Ganja) pomiędzy mrocznym punkiem? Rozumiem ideę miłości i braterstwa, ale odwoływanie się do takich ideałów w samym środku stanu wojennego nawet z perspektywy czasu wydaje się aż nadto naiwne. Nie przekonuje również polska La Bamba, skryta pod tytułem Fallen, Fallen Is Babylon. Trzy wpadki na tej krótkiej przecież płycie to coś, czego nie można nie dostrzec.

Rozumiem wszystkich tych, którzy będą chcieli bronić kultowego statusu tej płyty. Jednak ktoś, kto ocenia tę płytę sub specie aeternitatis prawdopodobnie nie zachwyci się nią tak, jak ci, którzy po kryjomu słuchali jej za ciężkiej komuny z cudem zdobytej, pirackiej kasety odtwarzanej na Unitrze. Dla współczesnego słuchacza Brygada Kryzys to jednak prehistoria, a w najlepszym razie muzeum. Trudno ich nie rozumieć, choć z drugiej strony Brygadzie Kryzys nie sposób odmówić sporej dozy klimatu, a przede wszystkim przekonania. Czy to wystarczy, by polubić tę płytę? No cóż, każdy chyba musi sprawdzić to sam.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!