Cloud Nothings – Here and Nowhere Else

Gatunek: indie rock, noise rock
Data wydania: 2014
Spis utworów: 1. Now Hear In; 2. Quieter Today; 3. Psychic Trauma; 4. Just See Fear; 5. Giving Into Seeing; 6. No Thoughts; 7. Pattern Walks; 8. I’m Not Part of Me

 

Historia Cloud Nothings zaczyna się w garażu w Ohio. To właśnie tam nastoletni Dylan Baldi spędza całe dnie grając na gitarze, rejestrując materiał i wrzucając go na MySpace. W niedługim czasie wraz z kolegami zakłada on zespół, który zdobywa na tyle dużą popularność, że Baldi rzuca studia i w pełni angażuję w muzykę. W rezultacie powstają cztery płyty – i to w zaledwie pięć lat! Ostatnią z nich jest wydana w roku 2014 Here and Nowhere Else, którą dziś się zajmuję.

Otwierający krążek Now Hear In od pierwszych chwil nie zostawia złudzeń, z czym mamy do czynienia. Rzężąca, brudna gitara, stłumiona perkusja, dudniący bas i przepuszczony przez setkę filtrów wokal sytuuje nas w obrębie czegoś pomiędzy noise rockiem a grunge’em. Te same rozwiązania formalne znajdziemy we wszystkich piosenkach– ściana gitar, masa niskich dźwięków (biały szum w miejscach, gdzie muzyka wychodzi poza skalę) i wrzaskliwy, choć mocno wytłumiony wokal. Nie da się ukryć, że Baldi i koledzy przejawiają zamiłowanie do brudnego, mocno przesterowanego i zniekształconego brzmienia. Pozornie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tyle, że to, co na krótszą metę okazuje się interesujące, a wręcz frapujące, szybko zaczyna męczyć.

Na niekorzyść płyty zadziałało coś, czego nigdy bym się nie spodziewał – dobre piosenki. Gdyby takie Just See Fear czy I’m Not Part of Me zagrać bez całej tej garażowej otoczki, byłyby to świetne rockowe kawałki. W tej aranżacji i przy tej produkcji tracą one swój cały przebojowy potencjał. Zamiast czystego głosu słyszymy non stop cruncher i megafon, zamiast delikatnych dźwięków gitary atakuje nas donośny charchot (Psychic Trauma). Żal tym większy, że panowie z Cloud Nothings to naprawdę utalentowani kompozytorzy, którzy nawet w przypadku siedmiominutowego kawałka – a takim jest Pattern Walks – potrafią wykrzesać z siebie tyle inwencji, by poświęcony na słuchanie czas zanadto się nie dłużył. Z drugiej strony, zabiegi formalne dość szybko się wyczerpują, a muzycy popadają w schematy. Ot, niemal pozbawiona gitar zwrotka na tle przesterowanego basu i floor tomu oraz hałaśliwy refren, z niewielką, arytmiczną zmianą tempa i kakofonicznym zakończeniem. Kiedy rozgryziemy ten schemat, Here and Somewhere Else nie będzie nas w stanie niczym zaskoczyć. Klimatu nie ma, melodie ugrzęzły w produkcyjnym sosie… Zostaje hałas, a ten – jak zdążyłem już zauważyć – na dłuższą metę męczy.

Nie chcę powiedzieć, że jest to zła płyta. Być może znajdzie ona swoich zapalonych fanów. Ja jednak nie potrafię wskazać żadnego dobrego powodu, by sięgać po Here and Nowhere Else. Ot, muzyka jak muzyka. A że ars longa, vita brevis, nie warto tracić czasu na takie płyty. Werdykt tyleż smutny, co uzasadniony.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  
Sekcja komentarzy jest zamknięta.