Cloud Nothings – Life Without Sound

Gatunek: rock alternatywny
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Up to the Surface; 2. Things Are Right with You; 3. Internal World; 4. Darkened Rings; 5. Enter Entirely; 6. Modern Act; 7. Sight Unseen; 8. Strange Year; 9. Realize My Fate

 

Here and Nowhere Else, czyli ostatnia płyta Cloud Nothings, zdecydowanie nie była dziełem wiekopomnym. Mimo tego po dwóch i pół roku wciąż o niej pamiętam, zaś ogólne wrażenie z niej płynące było na tyle miłe, że decyzję o pochyleniu się z troską nad Life Without Sound podjąłem właściwie od razu. Być może niektórzy z Was pamiętają tamto oblicze Amerykanów – brud, sprzęgnięcia i mnóstwo hałasu. Czy tym razem będzie tak samo? No cóż… Czas się o tym przekonać.

Najkrótsza odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: nie. Cloud Nothings to teraz inny zespół. I naprawdę nie wiem, co zadecydowało o obraniu nowego kierunku, ale Life Without Sound uwzględnia praktycznie wszystkie uwagi, które zgłosiłem do poprzedniego wydawnictwa. To zaś oznacza znacznie mniej brudu i znacznie więcej fajnych i melodyjnych piosenek. O tym, że czeka nas mała rewolucja najlepiej zaświadcza już pierwsza piosenka – Up to the Surface otwierają bowiem dźwięki pianina. Kiedy zaś dołączają do niego inne instrumenty, to całość przedzierzga się w autentyczny kawałek inteligentnego indie rocka. I choć gdzieś tam w brzmieniu gitary indukuje się jakaś chropowatość, to nie jest już ona motywem przewodnim, lecz co najwyżej wykorzystanym z umiarem efektem, który nadaje całemu kawałkowi wykończenia na wysoki połysk. Tego rodzaju kompozycja nie jest bynajmniej wyjątkiem od reguły – w stronę Wysp Brytyjskich i ichniejszego, nieco deszczowego brzmienia dryfują również Things Are Right with You czy Enter Entirely. W takich miejscach Cloud Nothings brzmi naprawdę stylowo i broni się przede wszystkim dobrymi riffami oraz melodiami.

Jeżeli zaś gdzieś na Life Without Sound odzywają się starsze inspiracje, czyli chropowatość i niedbałość, to zaledwie miejscami i to zazwyczaj w kompozycjach, które wciąż brzmią nietypowo. Na przykład takie Internal World to świetny kawałek Weezera z okresu Niebieskiego Albumu, czyli skrzyżowanie licealnego grania z brudem odziedziczonym po grunge’u. Podobne obszary eksploruje Darkened Rings, gdzie jednak przede wszystkim odzywają się inspiracje proto punkiem, co przejawia się zarówno w nerwowym rytmie, jak i większej zadziorności. Z drugiej strony, jak gdyby na przekór tym utworom, zaraz po nich pojawiają się dwa kontrapunkty, czyli Modern Act i Sight Unseen, które zwyciężają lekkością i szaloną przebojowością.

Ogólna konstatacja jest zatem taka, że tym razem kapela postawiła na pełnoprawne piosenki. Cóż powiedzieć – skłamałbym, gdybym stwierdził, że słucha się ich źle. Praktycznie cała płyta to zbiór naprawdę pomysłowych kompozycji dających nielichą frajdę. Dylan Baldi śpiewa wreszcie swoim głosem, choć nie brakuje w nim ekspresji. Gitary brzmią mocno i niekiedy się sprzęgną, ale umieją zagrać również bardziej liryczne frazy. Rytmy bywają miejscami synkopowane, lecz ich generalna prostota podbija moc kompozycji. To wszystko zarówno daje wrażenie spójności, jak i generuje całkiem przyjemny klimat, który z ciekawością się eksploruje.

Recenzując Here and Nowhere Else marzyłem, żeby Cloud Nothings nagrało krążek taki jak ten. Teraz zaś, kiedy trzymam go w rękach, mogę uczciwie i z czystym sercem powiedzieć, że jest to kawał solidnej muzyki, którą bez przesadnej żarliwości chciałbym polecić. Life Without Sound nie jest objawieniem na miarę księgi Mormona, ale z pewnością zasługuje na poniższą notę (nawet z plusem, gdybym takowe dawał). Kto szuka rocka zarówno mocnego, jak i miejscami urokliwego, ten po omawiany dziś krążek powinien z ciekawości sięgnąć. W tym wypadku owa ciekawość to pierwszy stopień do – nie, nie piekła, lecz dłuższego kontaktu z Cloud Nothings.

 

(7 / 10)

Save

  •  
  •  
  •  
  •  
Sekcja komentarzy jest zamknięta.