Communions – Blue

Gatunek: indie rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Come On, I’m Waiting; 2. Today; 3. Passed You By; 4. She’s A Myth; 5. Midnight Child; 6. Got To Be Free; 7. Don’t Hold Anything Back; 8. Take It All; 9. It’s Like Air; 10. Eternity; 11. Alarm Clocks

 

Ile znacie zespołów z Danii? Nie ma nic zdrożnego w tym, iż w pierwszej chwili nic nie przychodzi Wam do głowy. Wszak państwo to nie jest duże, zaś lokalni muzycy nie podbijają ogólnoświatowych list przebojów. Ktoś z Was skojarzy być może New Politics, ktoś inny wydłuży tę listę o parę nazw, ale i tak pozostanie ona krótka. Dlaczego o to pytam? Otóż dziś chciałbym zaproponować podróż do tego nieodległego, ale muzycznie egzotycznego zakątka świata. W tę wycieczkę zabierze nas grupa Communions oraz ich krążek, zatytułowany Blue.

Trudno powiedzieć, by omawiana dziś formacja była szerzej znana. A szkoda, bo gra ona muzykę nietuzinkową, to znaczy mocno brytyjski w brzmieniu indie rock, który za sprawą produkcji przenosi słuchacza do ery disco. Na krążku znajdziemy więc zarówno łagodnie płynące gitary, jak i nisko nastrojony werbel, który wzmocniono przyjemnym pogłosem. Do tego dochodzi rzecz jasna charakterystyczny wokal, stanowiący kropkę nad i. Mariaż tych elementów daje bardzo dobre wrażenie i automatycznie przenosi słuchacza do połowy lat 80. (Passed You By, Midnight Child). Warto zarazem podkreślić, że Blue to nie tylko pokłon starym dobrym czasom, bowiem klimatyczne, dyskotekowe wręcz niekiedy zwrotki skontrastowano często z na wskroś współczesnymi, mocniej zagranymi refrenami. Ponadto wskazany wyżej schemat łamią piosenki o nieco innej proweniencji. She’s A Myth na przykład za sprawą melodii przywodzi na myśl rock and rolla z końca lat 50, natomiast Got To Be Free dzięki mocniejszemu brzmieniu gitar nabiera charakteru stricte rockowego.

Jednak to, co łączy te różne style to podobny urok, z jakim zostały one nagrane. Dotyczy on zarówno bardzo miękkiej i przyjemnej produkcji, jak i przede wszystkim świetnych melodii, z których część to rzeczy z najwyższej półki. Zachwycają szczególnie partie refrenu, które zrobiono z takim feelingiem, iż ratują one czasem dość przeciętne zwrotki. To właśnie dzięki wokalowi całość zyskuje odpowiedniego szlifu, który sprawia, że do Blue chce się powracać.

Z drugiej strony brakuje na tej płycie czegoś, co wywołałoby u słuchacza mimowolne „wow”. Choć poszczególne piosenki bronią się, to płyta jako całość ostatecznie nie chwyta za serce tak, jak mogłaby, gdyby poświęcono jej jeszcze odrobinę czasu. Nie do końca wiem, co sprawiło, że jej potencjał został częściowo zmarnowany. Dość powiedzieć, że przy Don’t Hold Anything Back uwaga słuchacza zaczyna słabnąć, zaś końcówce Blue brakuje haczyka, który sprawiałby, że eksplorowałoby się ją z prawdziwą ciekawością. Częściową winę za taki stan rzeczy może ponosić mimo wszystko dość wąski styl, który szybko przestaje intrygować.

Nie zmienia to faktu, że Communions nagrało płytę intrygującą, która jest po prostu bardzo dobra. Fakt, że brakuje jej nieco iskry nie powinien zaniżać końcowej oceny. Co więcej, warto uważnie przyglądać się dalszym poczynaniom Duńczyków, ponieważ ich dotychczasowa twórczość dowodzi, że jeszcze na wiele ich stać. Blue stanowi kawał fajnego, pełnego klimatu indie rocka. Kto jest fanem tego typu muzyki, ten tego krążka pewnie już słucha. Cała reszta może zaś po niego sięgnąć z czystej ciekawości – nikt nie powinien być rozczarowany.

 

7 Stars (7 / 10)

Save

Save

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!