Czerwone Gitary – Czerwone Gitary 2

Gatunek: big bit
Data wydania: 1967
Spis utworów: 1. Wędrowne gitary; 2. Cztery pory roku; 3. Gdy ktoś kogoś pokocha; 4. Nikt na świecie nie wie; 5. Przed pierwszym balem; 6. Co za dziewczyna; 7. Stracić kogoś; 8. Przestań wodzić mnie za nos; 9. Ktoś, kogo nie znasz; 10. Nikt nam nie weźmie młodości; 11. Szukam tamtej wiosny; 12. Jestem malarzem nieszczęśliwym; 13. Z obłoków na ziemię

 

Debiut Czerwonych Gitar to jedna z najbardziej wizjonerskich, a zarazem najlepszych płyt polskiego bigbitu, zachwycająca dojrzałością i świetnymi piosenkami. To samo można powiedzieć o trzeciej płycie formacji, która jest istną kopalnią ponadczasowych przebojów. Pomiędzy nimi zaś znajduje się krążek długogrający, zatytułowany Czerwone Gitary 2. Nie ukrywam, że liczyłem na wiele. Tyle, że tym razem nie dostałem prawie nic interesującego.

Moje obawy powinien już wzbudzić fakt, że praktycznie żadna piosenka z omawianej płyty nie stała się hitem. Patrząc z drugiej strony, najlepsze kompozycje grupy, jak Nie mów nic czy Jedno jest życie, nie osiągnęły statusu kultowych, a są prawdziwymi perłami w dorobku trójmiejskiej formacji. Tym razem jednak trop braku hitów nie zawodzi – Czerwone Gitary 2 jest po prostu przeciętna, nic zatem dziwnego, że nie wzbudziła ona entuzjazmu wśród słuchaczy. Maksymalnie nijakie jest już otwarcie – Wędrowne gitary to wesoła pioseneczka, którą trudno opisać inaczej niż jako banalną, a wręcz infantylną. I mimo że trafia się tam krótka fraza, która pokazuje, iż zespół wciąż umie trafić w najczulsze miejsce, to Czerwone Gitary już ani razu nie idą tym tropem. I nie mówię tu tylko o tej piosence – w drugiej minucie krążka usłyszeliśmy niemal wszystko to, co warto było usłyszeć.

Cała reszta to wysilone nawiązania do wzorców muzyki zachodniej, zwłaszcza zaś do brzmienia podszytego bluesem rock and rolla. Taki sznyt ma właśnie Nikt na świecie nie wie, Jestem malarzem nieszczęśliwym czy Nikt nam nie weźmie młodości. Nie muszę chyba dodawać, że uroku czy klimatu w kompozycjach tych należy szukać z dużą dozą życzliwości. Być może są one pionierskie na gruncie polskim, niosą również postawę buntowniczą względem zwierzchniości starszych (zwłaszcza Nikt nam nie weźmie młodości), ale nie wprawiają serca w najmniejsze drżenie. Prawdopodobnie taki cel miały ballady, ale niestety nie są one w stanie spełnić tej funkcji. Utwory w rodzaju Gdy ktoś kogoś pokocha czy Ktoś, kogo nie znasz nie mają ani dobrego tekstu, ani nie oferują żadnych głębszych emocji. Zapewne można by się było do nich pobujać na dansingu, ale ich samotne słuchanie nie generuje żadnych specjalnych wrażeń.

Jest tak być może dlatego, że na swojej drugiej płycie Czerwone Gitary zmieniły nieco kierunek. Nagrany pod wodzą Krajewskiego i Klenczona debiut wygrywał przede wszystkim prostotą i porażającą, a wręcz wyciskającą łzy z oczu szczerością. Omawiane dziś wydawnictwo to natomiast aranżacyjny krok naprzód – po raz pierwszy pojawiają się gitarowe solówki oraz nietypowe instrumentarium (organy Hammonda oraz saksofon). Jednakże w ostatecznym rozrachunku, choć nie sposób zakwestionować rozwoju grupy, to kierunek, w którym on nastąpił trudno nazwać pożądanym. Zniknął gdzieś cały urok i zapał, które nadawały muzyce trójmiejszczan charakterystycznego klimatu. Przełamaniem tej reguły jest tylko jedna piosenka, zatytułowana Szukam tamtej wiosny – przypomina bowiem osiągnięcia z debiutanckiej płyty i jest jedynym powodem, dla którego warto w ogóle sięgać po Czerwone Gitary 2.

Pragnę jednak wspomnieć, że choć daleki jestem od zachwytów, to omawiana dziś płyta nie jest tak naprawdę zła – piosenki są po prostu nijakie, prześlizgują się po powierzchni naszej percepcji, zaś my nie mamy ochoty do nich wracać. Nie wiem, co zawiniło w tym wypadku – pośpiech czy chęć postawienia kroku naprzód, wbrew wcześniej wypracowanym patentom? Bez względu na przyczynę, Czerwone Gitary 2 to interludium pomiędzy genialnymi płytami. Niech chociaż ten fakt będzie jakimś pocieszeniem.

 

6 Stars (6 / 10)

Save

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!