Czerwone Gitary – To właśnie my

Gatunek: big bit
Data wydania: 1966
Spis utworów: 1. To właśnie my; 2. Nie mów nic; 3. Nie zadzieraj nosa; 4. Matura; 5. Pechowy chłopiec; 6. Kto winien jest; 7. Randka z deszczem; 8. Historia jednej znajomości; 9. Czy słyszysz co mówię; 10. Pięciu nas jest; 11. Śledztwo zakochanego; 12. Mówisz, że kochasz mnie jak nikt; 13. Dlaczego pada deszcz; 14. Bo ty się boisz myszy

 

Polska muzyka rozrywkowa lat 60., ujmowana zazwyczaj pod nagłówkiem big bit, uznawana jest za substytut tego, co w owym czasie działo się w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Stąd, jeśli z jakiegoś powodu sięgam po debiut Czerwonych Gitar – flagowe wydawnictwo tamtych czasów – to głównie po to, by dowieść, że jest to opinia ze wszech miar krzywdząca i nieprawdziwa. W rzeczywistości To właśnie my, mimo że nagrane przez dwudziestolatków, okazuje się lepsze niż pierwsze płyty The Beatles. I proszę tej deklaracji nie traktować jako taniego click baita.

Powie ktoś: skoro naprawdę tak jest, to dlaczego duet Krajewski i Klenczon nie odnieśli takiego sukcesu jak ich koledzy zza kanału La Manche? Cóż, odpowiem, tak naprawdę odnieśli, bo w roku 1969 oba zespoły dostały w Cannes tę samą nagrodę za największą liczbę sprzedanych w danym kraju płyt. Niestety, żelazna kurtyna sprawiła, że Czerwone Gitary nie mogły promować swojej twórczości poza krajami demoludów. A promować miałyby bez wątpienia co. Już otwierające płytę To właśnie my świadczy o tym, że muzycy byli na bieżąco z tym, co działo się w muzycznym szerokim świecie. Rozbudowane harmonie wokalne, dojrzałe brzmienie gitar sytuujące zespół na pograniczu rythm and bluesa oraz rock and rolla, a do tego zapamiętywalna melodia – oto cechy, które Czerwone Gitary wytrzasnęły praktycznie znikąd i z niczego. (I to dosłownie: warto chociażby wspomnieć, jak wielkie problemy nastręczał zakup strun czy naciągów do perkusji).

Zastosowanie tego schematu pozwoliło na nagranie piosenek, które po pięćdziesięciu latach wciąż brzmią niezwykle klimatycznie i przekonująco. O ile szlagiery takie jak Nie zadzieraj nosa czy Matura znają wszyscy, to warto również odnotować, że tego typu numerów, pełnych ducha starych czasów jest na tej płycie znacznie więcej. Weźmy na przykład Randkę z deszczem lub Czy słyszysz co mówię – oba radosne i wesołe, ale zarazem pełne niepowtarzalnej atmosfery. Do dziś słucha się ich z dreszczem, co – podkreślam – dotyczy nie tylko tych, którzy wychowali się na tych kawałkach.

Jednak prócz tego typu utworów zdarzają się tu prawdziwe perły, które po pół wieku wybrzmiewają w sposób tak donośny, że serce przepełnia żal i tęsknota, iż dziś w polskiej muzyce popularnej nie ma tego typu utworów. Jednym z przykładów jest Nie mów nic – genialna piosenka, skomponowana przez Marino Marini, do której tekst napisała Wanda Sieradzka. Wprost trudno jest uwierzyć, jakie pokłady najczystszych emocji wydobyła z niej genialna interpretacja Klenczona. Ten zresztą dowiódł również swojego talentu przy okazji Historii jednej znajomości – przejmującej ballady, która za pomocą prostych zabiegów (m.in. narastających chórków) zmienia się piorun rażący z niewiarygodną siłą. Obie wspomniane kompozycje nie mają precedensu we współczesnej muzyce. Powiem więcej – nawet The Beatles bardzo rzadko zdarzały się tak niezwykłe utwory, nie mówiąc już nawet o ich Please Please Me, gdzie tego typu dojrzałości szukać na próżno.

Niestety, na tym tle druga połowa płyty traci. Zawarte tam piosenki są już raczej standardowymi przykładami big bitu; choć wykonano je bezbłędnie, to brakuje utworów o większej głębi. Po takim ładunku wyekstraktowanych wzruszeń aż chce się ich więcej, tymczasem słuchacz dostaje Pięciu nas jest, Mówisz, że kochasz mnie jak nikt czy Dlaczego pada deszcz – zagranych w sumie na jedno kopyto, sympatycznych, ale nie nadzwyczajnych. Najważniejsze jednak jest w nich to, że nie popadają w patos czy rutynę; ot, po prostu przy ich nagrywaniu zawieruszył się gdzieś nieco klimat lat 60.

Nie zmienia to jednak tego, że To właśnie my jest płytą, która po latach brzmi bardzo dobrze i której słucha się z prawdziwą przyjemnością. Żadni dzisiejsi epigoni nie są w stanie wykrzesać z siebie tych uczuć, które towarzyszyły pokoleniu urodzonemu w trakcie wojny lub tuż po niej, wychowywanemu w biedzie i szarzyźnie, dla którego odskocznią były najprostsze rzeczy – jak trzymanie dłoni dziewczyny czy wspólne patrzenie w niebo, po którym nie płyną dymy wojennej pożogi. Być może właśnie z tego wynika dojrzałość, szczerość i bezpretensjonalność tego wydawnictwa. I to właśnie te jego atuty sprawiają, że bez wątpienia warto go posłuchać.

 

8 Stars (8 / 10)

Zapisz

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!