Dawid Podsiadło – Małomiasteczkowy

2 komentarze
Gatunek: pop
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Cantate Tutti; 2. Dżins; 3. Małomiasteczkowy; 4. Najnowszy klip; 5. Trofea; 6. Nie ma fal; 7. Lis; 8. Co mówimy?; 9. Nie kłami; 10. Matylda

 

Każda płyta Dawida Podsiadło stanowi na polskim rynku muzycznym nie lada wydarzenie. Radia katują single od rana do wieczora (pozdrawiam Program Trzeci), zaś w dniu premiery Internet zalewają recenzje – te bardziej i mniej profesjonalne. Większość z nich jest, oczywiście, pochwalna, no bo jak tu utyskiwać na nasz narodowy skarb, który – jak twierdzą fani – „gdyby tylko tworzył w Wielkiej Brytanii, byłby gwiazdą światowego formatu”? Ogólnie rzecz biorąc: szaleństwo. Ja tymczasem chciałbym stanąć mimo wszystko na straży rozumu i stwierdzić krótko: Małomiasteczkowy to, mówiąc oględnie, pomyłka.

Nie przepadam za dwiema poprzednimi płytami wokalisty z Dąbrowy Górniczej. Choć na gruncie polskim nie ma on specjalnej konkurencji, nie oznacza to od razu, iż jego twórczość stanowi coś więcej niż przeszczepienie na rodzimą ziemię rozwiązań znanych zza mniejszej (kanał La Manche) i większej (Atlantyk) wody. Tym razem jednak Podsiadło postanowił poeksperymentować: zmienił producenta, ten zaś namówił go na to, by całość pchnąć w stronę muzyki pop. I to prawdopodobnie tej radzie zawdzięczamy to, że Małomiasteczkowy wprost kipi od elektroniki, syntezatorów i innych efektów. Utrzymane w tym stylu aranżacje sprawiają, że niektóre piosenki – chociażby taki Dżins – wydają się mocno inspirowane new wave’em sprzed trzydziestu lat. Natomiast gitar oraz instrumentów analogowych w ogóle jest tu znacznie mniej niż wcześniej. Jedni powiedzą, że to źle, inni że dobrze.

Ja natomiast nie mam w tej kwestii zdanie, bo przecież jasne jest, że warstwa instrumentalna stanowi funkcję podrzędną względem wokali. I to właśnie w tym drugim aspekcie Małomiasteczkowy ma spory problem. Można się zresztą tego spodziewać już od pierwszej piosenki: Cantate Tutti brzmi tak, jak gdyby Podsiadło śpiewał od tyłu, względnie się dusił. Pytam, cokolwiek naiwnie: po co komu taki utwór, stanowiący na dodatek wizytówkę całej płyty? W odpowiedzi już widzę te rzucane gniewnie komentarze: „Baranie, toż to awangarda! Jak byś słuchał więcej muzyki, to byś wiedział”. Cóż mogę odrzec? Może tylko tyle, że słaba, wystękana piosenka jest słabą, wystękaną piosenką, podobnie jak awangardowa Fontanna Duchampa nadal jest pisuarem. Niestety, dalej – choć w utworach pojawia się już zrozumiały tekst – wcale nie jest lepiej. Sporo na płycie miauczenia (Trofea) i falsetów, choć te jej fragmenty i tak okazują się najlepsze. Większość Małomiasteczkowego jest bowiem po prostu nudna. Wokalista brzmi tak samo niemal w każdej piosence, zaś melodie, które proponuje, są nie tylko mało zajmujące, ale również wymęczone. W rezultacie krążek wlecze się i smędzi, a z Dawida Podsiadło wychodzi zmanierowany dwudziestopięciolatek o mentalności zblazowanego faceta nie tylko z kryzysem wieku średniego, ale niechęcią do życia w ogóle.

I żeby jeszcze te emocje, które same w sobie mogą przecież stanowić asumpt do powstania dobrej płyty, dało się tutaj znaleźć! Niestety, jest całkowicie inaczej. Klimatu wydawnictwo nie ma prawie wcale; na ogół ogranicza się on do tego, co dzieje się w warstwie instrumentalnej, bo po pierwszych trzech piosenkach wyczyny wokalisty – te same z utworu na utwór – przestają nas interesować. Sprawę grzebią również teksty. Trudno w to uwierzyć, ale są one równie nudne, co reszta albumu. Dowodzik? A proszę bardzo. Zadałem sobie trud i policzyłem, ile razy tytuł piosenki pojawia się na początku Nie ma fal, od dziesiątej do trzydziestej drugiej sekundy. Wynik? Siedemnaście razy! Zaś w całej piosence jej tytuł powtarzany jest czterdzieści dziewięć razy. Powtórzę: czterdzieści dziewięć razy! Wyobraźcie sobie Czerwone Gitary, które tyle razy powtarzają frazę „Biały krzyż” albo Krzysztofa Cugowskiego, który pół setki razy powtarza „Jolka, Jolka”. Przecież to jest kabaret. Dodajmy do tego nośne frazy w rodzaju „wyrzucę przeterminowany sos”, a otrzymamy wyobrażenie o warstwie „lirycznej” nie tylko tej piosenki, ale całej płyty.

A czy Małomiasteczkowy ma jakieś zalety? Ma, ale kryją się one niestety pod grubym lukrem zmanierowania. Względnie wypada utwór tytułowy, przynajmniej w zwrotkach, które jako żywo przypominają brytyjski indie rock. Tego rodzaju kompozycje zawsze wychodziły panu Dawidowi najlepiej; nie inaczej jest tym razem. Jakieś wrażenie zostawiają po sobie również Trofea, czyli najbardziej popowy numer na wydawnictwie. Sugeruje on zresztą, że konsekwentne podążenie w tym kierunku nie byłoby złe. Z pewnością zaś pozwoliłoby usunąć zamulające usypiacze, takie jak Lis czy Nie kłami, przy których oczy zamykają się same.

Dla kogo jest zatem Małomiasteczkowy? Na pewno nie dla tych, którzy chcą się bawić, bo Podsiadło dosłownie wysysa energię. Nic dla siebie nie znajdą tu również cierpiący na złamane serce czy ogólny weltschmerz, bo – jak śpiewa wokalista w przypływie szczerości – „jestem jak wydmuszka” (Co mówimy?), pod czym ja mogę się tylko podpisać. Być może jedynym prawdziwym targetem są dziennikarze muzyczni: wypełnią ramówki rozgłośni radiowych „polskim Johnem Lennonem”, napiszą pozytywne recenzje, umieszczą w podsumowaniu najlepszych płyt roku, przyznają Fryderyka. Potem pozostanie już tylko czekać na kolejną płytę, by czynność powtórzyć. A normalny, zwyczajny słuchacz? Zajmie jedyną racjonalną postawę: wzruszy ramionami.

 

(5 / 10)

 

  •  
  •  
  •  
  •  

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Dariusz Ka.Ania Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania
Gość

Wpada w ucho, to trzeba przyznac, a i niesie glebsze przeslanie..

Dariusz Ka.
Gość

A jakie to przeslanie niesie? Ze trzeba z lodowki wywalic przeterminowany sos, bo sie dziewczyna wkurzy??