Diapositive – Diapositive

Gatunek: southern rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Intro; 2. On the Crossroads; 3. Kind Word Harm; 4. Don’t Pass Me By; 5. Sunrise; 6. Shine; 7. Hold On

 

Polska to nie USA. Wiem – truizm. Jeżeli jednak w taki sposób zaczynam recenzję, to głównie dlatego, by podkreślić, jak wiele odwagi i wiary wymaga granie muzyki, sięgającej swymi korzeniami za Atlantyk. Diapositive zyskuje zatem już na samym początku tym, że zaszczepia na rodzimej ziemi wzorce nie tyle nieznane, ile traktowane zazwyczaj po macoszemu, nie do końca poważnie. A przy okazji krakowianie robią jeszcze jedną rzecz: udowadniają, że takie zbywające podejście to niewybaczalny błąd.

Powie ktoś – ot, blues. Co w tym nowego? Breakout, potem Dżem – wiadomo, standard. W porządku, odpowiem, ale debiut Diapositive wyróżnia kilka rzeczy, których nawet najbardziej wykształcony miłośnik polskiej muzyki nie miał szans dotąd usłyszeć. W rzeczy samej kapeli znacznie bliżej bowiem do charakternego southern rocka niż brzdąkania na 6/8 kawałków wzorowanych na twórczości Afroamerykanów z delty Missisipi. Widzicie okładkę? Długa droga, sprawiająca wrażenie dziurawej niczym szwajcarski ser. A teraz sobie wyobraźcie, że jedziecie po niej motorem bez kasku na łbie. Wzbity pędem powietrza piasek zgrzyta między zębami, droga ciągnie się bez końca. Wolność pulsuje w żyłach, wprawia całe ciało w pełne ekscytacji drżenie. Oto najprostszy opis przeżyć, które towarzyszą podczas sesji z tą płytą. Gdyby Lynyrd Skynyrd miało kobietę na wokalu – oto kolejna nietypowa rzecz w krakowskim zespole – to grałoby właśnie tak.

Co ciekawe, Intro nie zdradza jeszcze właściwie żadnych kart z talii, jaką wyłoży przed nami kapela. Choć to chyba najlepsze intro, jakie słyszałem w życiu, to zdecydowanie bliżej mu do cholernie klimatycznej zimnej fali, niż do ostrych riffów i ekspresyjnych wokali. Kiedy jednak wchodzi On the Crossroads, jesteśmy w domu – a właściwie za Oceanem. Specyficzne brzmienie gitary, równie rozpoznawalne bicie perkusji, obłędny wokal – płynie sobie ten kawałek niczym wezbrane wody Missouri. Krystaliczna produkcja nadaje dodatkowego rozpędu punktowanym frazom. Najlepsze jest zaś w tym wszystkim to, że kawałki utrzymane w tym stylu stanowią trzon debiutu Diapositive. Kto nie wierzy, niech poszuka sobie podobieństw w brzmieniu Sunrise oraz w rytmice (przywodzącej na myśl reggae, co – spieszę dodać – nie jest zarzutem) Shine. Pierwszy z tych kawałków jest o tyle niezwykły, że Anna Kopeć osiąga w nim poziom światowy: jej wokal jest czysty, pełen mocy, a układane przez nią linie wokalu wchodzą do głowy, skąd wydobyć dałoby się je bodaj jedynie siekierą (nie wiem zresztą – nie próbowałem). Mistrzostwo świata.

Z drugiej strony Diapositive jeszcze szuka i eksperymentuje. Mimo że na tak krótkiej płycie nie jest to łatwe, to zespołowi udaje się skręcić w stronę większej subtelności. Wprawdzie trudno tak nazwać rozpędzone Kind Word Harm, ale Don’t Pass Me By brzmi już jak nieco mniej frenetyczna wersja Janis Joplin. Całe szczęście w żaden sposób nie wpływa to na spójność całości, bo nawet w tych bardziej lirycznych miejscach Diapositive łoi aż miło, solówki pętlą się, bębny łamią, wokal przechodzi od głębokich dołów po skrzekliwe, pełne ekspresji góry. I tylko jedna w tym wszystkim wada – że to zaledwie siedem kawałków, a chciałoby się więcej. Ale może to i lepiej? Bo jedyne, co się robi po wybrzmieniu ostatniego utworu, to szuka w pośpiechu tego trójkącika, który ponownie zabiera nas na buchające gorącem bezdroża południowych stanów USA. Tak nie działał chyba na mnie żaden debiut od czasów Billy Talent.

Na koniec mała wolta: choć przy słuchaniu debiutanckiego krążka Diapositive człowiek bawi się świetnie, to kiedy wybrzmiewa ostatnia piosenka, w sercu rodzi się dziwny smutek. Nie dlatego jednak, że muzyka się nie broni albo że cokolwiek niedomaga. Sęk w tym, że wszystko brzmi świetnie. Ale gdyby muzycy zamiast w Krakowie, mieszkali na przykład w Tennessee, to właśnie graliby supporty na wypełnionych po brzegi stadionach. Nie wierzycie? Sięgnijcie sobie po krążek sami. Pozostaje trzymać za nich kciuki, bo choć Polska to nie Stany Zjednoczone i o wielkich sukcesach można raczej pomarzyć, to robiąc tak cholernie dobrą muzykę, trzeba trzymać głowę wysoko. Drogie Diapositive – całym sercem jestem z Wami.

 

(8 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!