Fall Out Boy – Mania

Gatunek: pop rock
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Stay Frosty Royal Milk Tea; 2. The Last of the Real Ones; 3. Hold Me Tight Or Don’t; 4. Wilson (Expensive Mistakes); 5. Church; 6. Heaven’s Gate; 7. Champion; 8. Sunshine Riptide; 9. Young and Menace; 10. Bishops Knife Trick;

 

Wszelkie kompilacje muzyki pop z gatunkami okołorockowymi zwykle brzmią pretensjonalnie dla fanów co najmniej jednego z łączonych nurtów. Podobnie prezentuje się najnowszy krążek Mania zespołu Fall Out Boy. Już na wstępie muszę napisać, że nie jestem przeciwnikiem hybryd muzyki rockowej (i jej podobnych) z popem – o ile wykonywane są gustownie. Fani żadnego z łączonych gatunków nie mogą zostać pominięci i zepchnięci na drugi plan, o którym nikt nie pamięta, a którego opinia nie jest brana pod uwagę. Spełnienie tych warunków dostrzegam powracając do pierwszych wydawnictw Fall Out Boy, wsłuchując się w połączenia rozpędzonych, typowo punkowych gitar i perkusji robiących niezły łomot, a jednocześnie ozdabianych popową otoczką miękkiego, melodyjnego wokalu. Za takie podejście do sprawy szanowałem tę ekipę. Do czasu.

Krążek Mania na rynku pojawił się w połowie stycznia, a już zebrał dziesiątki negatywnych opinii. Pamiętając pierwsze płyty zespołu, które słuchałem ze sporym opóźnieniem względem daty premiery (a jednocześnie mając sporą lukę w śledzeniu ich twórczości), postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu wydawnictwu i zrozumieć, co w nim jest tak bardzo złego, że jeszcze się dobrze rok nie zaczął, a już słychać głosy o najgorszej płycie roku 2018.

Wyjaśnienie sytuacji przyszło całkiem szybko, bo już z pierwszymi trzema kawałkami. Otwierający płytę The Last of the Real Ones wprowadza słuchacza w błąd – zwłaszcza tego, który zwraca uwagę na część „punk”. Całkiem mocny (jak na Manię) refren, gitary, tempo – wszystko może budzić nadzieję na dobry materiał dla fanów cięższych brzmień. Nic jednak bardziej mylnego – kolejny na liście Hold Me Tight or Don’t z rozpędu zamienia jakiekolwiek oznaki rocka na latino, a trzeci z kolei Wilson (Expensive Mistake) – mimo zawarcia w warstwie tekstowej całkiem mądrego przekazu i sensownej treści – raczy nas przesłodzonym stylem i ozdobnikami, które wręcz odrzucają od głośnika. W kolejnych kompozycjach trafiają się od czasu do czasu nieśmiałe rockowe rytmy czy perkusja, jednak większość to cukierkowo-popowa papka od której większość miłośników gitarowych dźwięków raczej by stroniła.

Pomarudziłem na totalne zaniedbanie fanów szanujących zespół za punk rockowe korzenie, jednak nie mogę przemilczeć tego, że jako komercyjne wydawnictwo popowe ta płyta ma szansę się sprzedać i to z niezłym rozgłosem. Większość utworów zdaje się być stworzona typowo „radiowo” – krótkie, emocjonujące, zmienne, zwracające na siebie uwagę. Moim zdaniem słuchając całości „na raz”, można czuć zmęczenie od przekombinowania oraz nadmiaru ozdobników i zmian, jednak jeśli potraktować wszystkie kawałki jako odrębne byty mające jedynie za zadanie zabłysnąć w mainstreamie – jak najbardziej szykuje się sukces. Porównałbym tę płytę do wielkiego pudła z którego każde radio wyciągnie ten kawałek, który akurat pasuje mu do profilu: wspomniany wyżej The Last of the Real Ones latałby zapewne po rozgłośni rockowej, drugi w szeregu zasilał radio latino, Heaven’s Gate to ballada jak się patrzy, a zamykający krążek Bishops Knife to 100% przeboju popowego nadającego się do każdej komercyjnej rozgłośni, których większość z nas słucha jadąc samochodem.

Podsumowując – jeśli ktoś liczył (jak ja) na usłyszenie punka w ciekawych formach i aranżacjach – niech da sobie spokój. Tak samo jeśli ktoś nabrał się na ciężką stopę pierwszego kawałka i ma nadzieję, że tak będzie dalej: nie, nie będzie. Ocenianie płyty jako porażki roku to przesada i opinia kogoś konkretnie nastawionego (z niewiadomych powodów) na powrót Fall Out Boy do korzeni, ale faktem jest, że cukierkowata zawartość, przesłodzone treści i nazbyt licznie wprowadzone ozdobniki sprawiają, że płyty jako całości nie słucha się dobrze. Patrząc „popowo” i komercyjnie: krążek ma szansę się sprzedać i na siebie zarobić, ale nie jako całość. UWAGA: Słuchanie płyty od deski do deski bez przerw nie jest niewskazane. Grozi bólem głowy, przesłodzeniem i niemożnością skupienia się na czymkolwiek przez dłuższy czas. Ale co tam, trwa tylko pół godziny.

 

(4 / 10)

  • 6
  •  
  •  
  • 1

Wypowiedz się!