Farben Lehre – Stacja Wolność

2 komentarze
Gatunek: punk rock
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Stacja Wolność; 2. 12 pytań; 3. Kamienie; 4. Ali-Baba; 5. Prawdziwka; 6. Kontratak; 7. Metafory; 8. Przebudzenie; 9. Marionetka; 10. Zero; 11. Tak niewiele; 12. Wódz; 13. Nie lubię; 14. Dobranoc; 15. Ludzie we mgle

 

„Ludzie przychodzą i odchodzą/Kręci się Ziemia, wszystko się zmienia”, śpiewa Wojciech Wojda w piosence Ludzie we mgle. A człowiek, który ma za sobą sesję ze Stacją Wolność, dwunastym w dorobku krążkiem studyjnym Farben Lehre, czuje się cokolwiek brany pod włos. No bo – z jednej strony – wokalista ma rację, ale z drugiej najlepsze zaprzeczenie tej tezy to sam zespół. Słuchaliście Farbenów dziesięć czy dwadzieścia lat temu w czasach gimnazjalno-licealnych? Możecie również posłuchać go dziś i przenieść się o jedną bądź dwie dekady wstecz.

Nie powinienem stawiać zespołowi zarzutu, że gra w swoim własnym stylu, ale jednostajność, z jaką wciąż sięga dokładnie po te same patenty stanowi bodaj największy problem w przypadku Stacja Wolność. Farben Lehre ponownie oferuje nam zatem wyciąg z punk rocka, przeplatany okazjonalnymi nawiązaniami do twardego rocka (Wódz). Nie brakuje oczywiście wycieczek w stronę ska, podbitego zresztą obowiązkowymi partiami instrumentów dętych (Kamienie). Nihil novi sub sole – jeżeli po raz kolejny używam tego cytatu, to tym razem wierzcie mi: mam do tego bodaj najmocniejszy powód od czasu, kiedy zacząłem pisać recenzje muzyczne. Najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę sam zespół, który puszcza do słuchacza oko, śpiewając o „spodniach z GS-u” (Ali-Baba). Jeżeli zatem masz większość poprzednich albumów Farbenów, ten możesz sobie darować.

Uczciwie odnotujmy jednak, że jest tu jakaś odrobina nowości. Należy do nich częstsze niż li tylko jednorazowe wykorzystanie skrzypiec. I choć takie Metafory na przykład brzmią jak najnowsza twórczość KSU, to jest w tym wszystkim mimo wszystko drugi oddech, jakaś świeżość, o którą pozostałych naście piosenek trudno oskarżać. Do pozytywów zaliczają się również dwa pierwsze utwory. Stacja Wolność łupie po łbie jak najlepsze kawałki Bad Religion (riff przypomina We’re Only Gonna Die), zaś punktowane 12 pytań (skojarzenia z 12 groszami nasuwają się same) niesie się tak, że chce się do niego wracać więcej niż raz. Jeszcze jakieś plusy? No – jeden, czyli produkcja. Co by nie mówić, instrumenty zarejestrowane są świetnie, zaś gitary swoją mocą potrafią całkiem nieźle rozłożyć na łopatki.

Cóż jednak z tego, skoro z krążka wychodzi cała farbenszczyzna, czyli wszystkie te wady, których postanowiono się trzymać bodaj od początku działalności? Zarzut numer jeden, wielki jak stodoła, to ludyczna melodyka. Wojciech Wojda zdaje się zupełnie nie rozumieć, iż istnieje subtelna, acz istotna różnica pomiędzy utworami melodycznymi, czyli takimi, których dobrze się słucha i które chce się nucić, a piosenkami, którym z butów wyłazi słoma, zaś one same – gdyby nie gitarowy podkład – spokojnie mogłyby trafić na najnowszy krążek grupy Akcent. Mówiąc jeszcze inaczej: omawiane dziś wydawnictwo to kolejny przykład tzw. punko polo, które – miałem nadzieję – umarło bezpowrotnie i bezpotomnie jakieś ćwierć wieku temu. A zatem zamiast fajnych piosenek mamy jakieś frazy przypominające Szła dzieweczka do laseczka, które dobrze śpiewałoby się chórkiem przy biesiadnym stole. Problem numer dwa: tendencyjne teksty. Wojda stara się niby zaangażować w politykę, ale wyraźnie widać, że nie czuje tego tematu, zaś jego poglądy obracają się wokół frazesów w rodzaju „pogódźmy się”. Kiedy jednak trzeba rozdzielić społeczeństwo na bystrzaków i ciemnogród, wokalista nie ma z tym żadnego problemu i śpiewa „Marni komedianci klęczą pod figurą” (Kontratak). Tak właśnie wygląda zasypywanie podziałów w praktyce. Co gorsza, nawet gdyby darować sympatie zespołu, to warstwa liryczna i tak broni się przeciętnie. Ot, trochę wytartych sloganów oraz banalnych diagnoz społecznych (Zero).

Osobny zaś akapit poświęcę piosenkom, z których część jest niezła, część natomiast wypada blado. Jest to zresztą wina długości płyty: znajdziemy tutaj piętnaście utworów, z których kilka można by sobie darować. O ile jakieś bezpłciowe kawałki jeszcze nie wykrzywiają twarzy (Wódz), o tyle trafiają się tu eksperymenty, od których włos recenzenta – choć rzadki – unosi się w górę. Bo jak inaczej zareagować na miłosną balladę z gitarą akustyczną, smyczkami i żeńskimi harmoniami wokalnymi (Przebudzenie)? Kto myśli, że robię sobie jaja, niech sięgnie po krążek i przekona się sam.

Stacja Wolność wypada po prostu boleśnie przeciętnie. To próba ujechania na dawnych patentach bez silenia się na minimalny choćby progres, a także chęć spełnienia świętego obowiązku muzyka punkowego – buntu – bez brudzenia sobie rąk ostrym atakiem albo bez łamania głowy nad treścią wykraczającą poza sprane hasła. Mam zresztą wrażenie, że słuchacze zorientowali się, iż Farben Lehre troszeczkę oszukuje – świadczy o tym miejsce albumu na liście OLIS, drugie najniższe od dwunastu lat. A więc tłum już zagłosował. Ja zaś pod jego decyzją stawiam zamaszysty podpis.

 

(5 / 10)

Zobacz również

  •  
  •  
  •  
  •  

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Adam Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adam
Gość
Adam

Kilkanaście lat temu porwał mnie na wiele miesięcy debiutancki album J. Blacka i K. Gasa –> Tenacious D (2001). Ostatnio rozmawiałem z funflem o płycie Post-Apocalypto (2018) i obaj daliśmy jej 5/10. Tenacious D robią dokładnie to samo co 18 lat temu – tylko nam po drodze poprzeczka dla rzeczy zabawnych poszybowała a komedianci z US sprzedają te same falsety o miłości francuskiej co onegdaj. I w tym rzecz.
To jest takie samo Farben Lehre jak zawsze, ale pewno Ty po drodze dojrzałeś 😉

Stacja Wolność mocne 6/10