Frank Sinatra – Christmas Songs by Sinatra

Gatunek: muzyka świąteczna
Data wydania: 1948
Spis utworów: 1. Silent Night; 2. Jingle Bells; 3. Silent Night; 4. Adeste Fideles; 5. O Little Town Of Bethlehem; 6. It Came Upon A Midnight Clear; 7. Have Yourself A Merry Little Christmas; 8. Santa Claus Is Comin’ To Town

 

Przyznam uczciwie, że nie należę do zwolenników muzyki świątecznej, ta kojarzy mi się bowiem głównie z zawodzeniem przy wigilijnym stole, które ze sztuką niewiele ma wspólnego. A jednak co roku liczni artyści decydują się, by z okazji Bożego Narodzenia wydać płytę, która ma w zamierzeniu grać w tle rodzinnych spotkań. Gdyby ktoś z Was chciał narzekać na tę modę, niech zwróci uwagę, że trend ten pojawił się już siedemdziesiąt lat temu. No, z tą różnicą, że ówczesna muzyka świąteczna prezentowała się cokolwiek lepiej, czego przykładem jest krążek Christmas Songs by Sinatra.

Zapewne każdy z Was kojarzy głęboki tembr Sinatry z frazą „Let It Snow, Let It Snow, Let It Snow…”. Co za zawód – tej piosenki na omawianej dziś płycie nie ma. Są za to zarówno kolędy, jak i utwory mniej lub bardziej kojarzące się ze świętami. Wszystkie one zostały podobnie zaaranżowane, czyli rozpisane na orkiestrę, zaś wokalista nadał im swojego, jakże charakterystycznego stylu. Niestety, nie zawsze pasuje on do utworów bożonarodzeniowych, które powinny zwyciężać odrobiną dynamiki. Najjaskrawszym tego przykładem jest White Christmas, które zostało rozwleczone i pozbawione nawet promyka życia. Rzecz jasna snujący się charakter niektórych kompozycji wychodzi im na dobre. Tak jest na przykład z It Came Upon A Midnight Clear, gdzie naprzemienny chór męski i żeński, który odzywa się w środku, robi fenomenalne wrażenie. Raz zdarza się również Sinatrze swoisty skok w bok. Santa Claus Is Comin’ To Town – bo o niej mowa – to fenomenalna, swingująca piosenka, która jako żywo kojarzy się z utworami, które można znaleźć na nagranej niemalże dziesięć lat później Songs for Swingin’ Lovers! Typowo w połowie drogi staje Jingle Bells, które na szczęście zaaranżowano z wyczuciem i zagrano w umiarkowanym tempie.

Trzeba jednak przyznać, że płyta jako całość nie broni się zbyt dobrze. Jest tu wprawdzie parę klimatycznych utworów, ale jak na osiem piosenek zbyt dużo tu aranżacji niewyraźnych i mimo wszystko rozwleczonych. I pewnie Christmas Songs by Sinatra nie dostałaby tak dobrej oceny, gdyby nie Adeste Fideles – przepiękna, stara pieśń, którą Sinatra wykonuje z niebywałym wyczuciem. Utwór ten ma wszystko, czego mu potrzeba – dzwonki, harfę, rozhukaną orkiestrę i wokal, który podnosi wszystkie włosy na karku. To zdecydowanie najmocniejsza kompozycja na płycie, które podbija ocenę całemu wydawnictwu. Nie zapominajmy także, że choć niektóre ścieżki są nijakie, to wciąż są one o niebo lepsze od większości współczesnych interpretacji, które nagrano z czystej chęci zysku. Pochodzący z Włoch wokalista śpiewa tymczasem – zwłaszcza kolędy – z szacunkiem i prawdziwą wiarą, którą trudno dziś zarzucić większości wykonawców.

Czy zatem polecam ten krążek? Z wahaniem, ale odpowiadam twierdząco. Jako wypełniacz rozmów przy świątecznym stole, może on je raz na jakiś czas przerwać, gdyż są tu momenty, które naprawdę przyciągają uwagę. Do niezobowiązującego, indywidualnego słuchania Christmas Songs by Sinatra nadaje się już gorzej. Być może jednak uświadomi ona niektórym, o co w Bożym Narodzeniu naprawdę chodzi. Korzystając z okazji, znalezienia odpowiedzi na to pytanie – nie tylko w kontekście omawianej dziś płyty – chciałbym w tej chwili i z tego miejsca wszystkim Wam serdecznie życzyć.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!