Girls on Fire – Siła kobiet

Gatunek: funk
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Siła kobiet; 2. The Rat Race; 3. Kto da więcej?; 4. No dalej, hej!; 5. Lazybones; 6. PościeLove; 7. Social Media; 8. Virtual Heroes; 9. Nie!grzeczny bądź; 10. Kłamstwa; 11. Jaka bym była?; 12. Do K.

 

Nazwa Girls on Fire brzmi nieco jak spadek po niegdysiejszych zespołach, złożonych z niewiast, które chwyciły za gitarę, by walczyć z patriarchatem i męską dominacją. Kto z Was ma podobne skojarzenia, odsyłające w rejony L7 czy Hole, ten po przesłuchaniu Siły kobiet będzie wiedział, że to trop całkowicie błędny. No cóż, jeszcze nic straconego – powtarzałem sobie w myślach zatapiając się w dźwięki kolejnych piosenek i poszukując w nich odrobiny pazura. Niestety, końcowa konstatacja jest smutna: siła kobiet jest przypadku tego wydawnictwa li tylko deklaratywna.

Szkoda jest tym większa, że trzy dziewczyny – Joanna, Marta i Monika – mają pod ręką praktycznie wszystkie składniki, by odnieść sukces. Każda z nich dysponuje kawałem dźwięcznego głosu, zaś ich połączenie pozwala zaproponować bardzo przyjemne harmonie wokalne. Wykonywany przez nie gatunek muzyki, który najprościej scharakteryzować jako wypadkową funku i soulu, brzmi o wiele ambitniej niż to, co zazwyczaj oferują rozgłośnie radiowe. Produkcja jest krystaliczna, co krążkowi dodaje wykończenia na wysoki połysk. Gdybym miał osiem słów na to, by zrecenzować tę płytę, powiedziałbym, że Siła kobiet jest po prostu przyjemna w słuchaniu. Problemy zaczynają się w chwili, gdy zaczynamy szukać czegoś więcej i okazuje się, że nic więcej nie ma.

Zarzut ten przy pierwszym przesłuchaniu jeszcze aż tak bardzo nie doskwiera, gdyż całkiem umiejętnie maskują go różne smaczki. Singlowa Siła kobiet intryguje na przykład zwrotkami, w których odzywa się brzmienie Maanamu z początku lat 80., zaś Nie!grzeczny bądź wygrywa rockowym zacięciem; znalazło się tu nawet miejsce na solo elektrycznej gitary. Przekonują nawet Kłamstwa, których zwrotki zwyciężają lekkim mrokiem i ascezą, bo prócz rwanego basu i przetworzonego pianina zbyt wiele w nich nie ma. Niestety, te elementy przy kolejnych przesłuchaniach już nie intrygują, na pierwszy plan zaczyna natomiast wychodzić wtórność i statyczność krążka. „Niegrzeczny bądź, nieprzewidywalny / Drocz się, korć, zaskakuj i prowokuj / Burz porządek, mąć mój święty spokój”  – szkoda, że dziewczyny tych słów jednej z piosenek nie odniosły do swojej twórczości, rezultat końcowy byłby bowiem o wiele lepszy.

W tej sytuacji Siła kobiet okazuje się miejscami płaska niczym kartka papieru, przypominając muzykę, którą puszcza się w centrach handlowych, aby uprzyjemnić zakupy (Lazybones). Winę za ten stan rzeczy ponoszą zarówno rozlazłe aranżacje, jak i mało wyraziste linie wokalne, które nie potrafią w najmniejszym stopniu przejąć, zaś w miejscach, gdzie silą się one na odrobinę większą emocjonalność, wpadają w patos i pretensjonalność (Jaka bym była?; Poście-love). Sprawy nie ratują teksty, miejscami ocierające się o pseudointelektualizm. Za przykład niech posłuży fragment utworu Social media: „Życia oprogramowanie / Serwujemy sobie sami / Na życzenie, na żądanie / Włącza się umysłu pranie”. Niestety, nie jest to wypadek przy pracy, bo tego typu fraz jest więcej.

Nie do końca wiem, komu dedykowana jest ta płyta. Singiel sprawia wrażenie, że jego adresatami są silne, pewne siebie, sympatyzujące z feminizmem kobiety, które jednak zrazi typowo kobieca emocjonalność, która stanowi znaczną część tkaniny, z której spleciona jest Siła kobiet. Natomiast niezaangażowany emocjonalnie słuchacz pozostanie całkowicie nieporuszony, gdyż omawiany dziś krążek nie ma żadnego haczyka, który chociaż próbowałby przyciągnąć. W ostatecznym rozrachunku Siła kobiet okazuje się bezsilną próbą odpowiedzi na – częściowo sztucznie wykreowaną – potrzebę muzyki kobiecej. To jednak, co dobrze pobrzmiewa w słuchawkach podczas sobotniego shoppingu znacznie słabiej broni się w domowym zaciszu.

 

(5 / 10)

Save

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!