Jaymes Young – Feel Something

Gatunek: pop
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Tied Down; 2. Stoned on You; 3. Don’t You Know; 4. Stone; 5. Sugar Burn; 6. Feel Something; 7. Black Magic; 8. We Won’t; 9. Naked; 10. Two People; 11. I’ll Be Good; 12. Infinity

 

Czy można podpisać kontrakt z wielką wytwórnią nie mając na koncie nic prócz mikstejpa? Można. Czy taka droga na szczyty, wiodąca – co by nie patrzeć – na skróty, szkodzi? No pewnie. Dowodem na prawdziwość obu tych twierdzeń jest Jaymes Young, który swoją debiutancką płytą składa pewną obietnicę – chce, byśmy podczas jej przesłuchania coś poczuli. Nie trzeba być geniuszem dedukcji, żeby domyślić się, iż końcowy efekt okazuje się odwrotny od zamierzonego.

Jeżeli chodzi o muzykę, to Feel Something sytuuje się gdzieś pomiędzy indie rockiem, chociażby spod znaku Artic Monkeys a ambitniejszym popem, kojarzącym się z Adele. I jeżeli któryś z tych tropów jest trafniejszy, to raczej ten drugi – gitar na krążku nie ma bodaj wcale, sporo za to znajduje się tu elektroniki i ascetycznych, przetworzonych bębnów. Nie muszę chyba dodawać, że oryginalności w tym zbyt wiele nie ma. Przykłady nasuwają się same: już pierwsze dźwięki Tied Down to niewybaczalny pokaz melodyjnego przeciętniactwa, jeżeli nie miernoty. Najgorsze jest zaś to, że banalne kompozycje atakują słuchacza nader często. W rezultacie im dalej w las, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, iż Amerykanin zrobił wszystko, by swym krążkiem trafić na listy przebojów – oraz za bardzo się na nich nie wyróżniać. W ten sposób upichcona jest większość jego debiutu. Nawiasem mówiąc: nie jest to krążek ani wokalny, ani instrumentalny, lecz producencki. Rozmaite zabiegi dotyczą w szczególności wokalu i wbrew pierwotnemu zamierzeniu nie pomagają, a jedynie męczą. Podobna przypadłość dotyczy również aranży, szczególnie tam, kiedy dorwał się do nich ktoś rozmiłowany w dubstepie (Black Magic).

Lepszych miejsc nie ma tu wiele, a jeżeli już są, to nie potrafią one zatrzeć złego wrażenia. Warto jednak wspomnieć na przykład o nieco żywszym, a zarazem obdarzonym dużo lepszą melodią Sugar Burn. W takich miejscach widać, że Feel Something przejawia minimalny polot, ale został on pogrzebany poprzez nachalne pchnięcie krążka w stronę popu. W tej kategorii zaś album się nie broni, gdyż jest on na tyle niewyraźny, że poszczególne piosenki zapomina się w piętnaście sekund po ich zakończeniu. W ich zapamiętaniu nie pomaga zresztą fakt, iż większość z nich upichcono i zaserwowano w sposób maksymalnie zhomogenizowany, przez co niemało trudu wymaga ich odróżnienie. Czy w tym kontekście może dziwić moje narzekactwo, że krążek taki jak ten nie jest w stanie poruszyć? Nie dotykam nawet kwestii tekstów, które u młodzieńca zainteresowanego nauką i filozofią – jak czytamy w jednym z wywiadów – powinny błyszczeć. Tymczasem ich miałkość dopełnia rozmiarów porażki.

Jayson Young stanowi zamorski odpowiednik Dawida Kwiatkowskiego, z tą jednak różnicą, że rodzimy wokalista nie mógł pracować z tak dobrymi producentami. Ale nawet doborowa obsada ekipy od nagrywania nie jest w stanie zakryć braków, zwłaszcza w zakresie dobrych aranżacji i zapamiętywalnych linii wokalu. Feel Something to produkt typu fast food przyrządzony po linii najmniejszego oporu: nie jest zły, ale strawy cielesnej dostarcza marnej, zaś tej duchowej – żadnej.

 

(4 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!