Joanna Morea – Crazy People

Gatunek: jazz
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Crazy People; 2. Kobieta Casanovy; 3. Jazzowe nutki; 4. Two Timin` Man; 5. Wakacje w Bangkoku; 6. Nie teraz; 7. Tropikalny raj; 8. Skonczone.com; 9. 10 gorzkich łez; 11. Who`s That Knocking at My Heart; 12. Was I Drunk; 13. Wolność osobista; 14. Crazy People (Take 2)

 

Któż z nas nigdy nie pomyślał, że chciałby żyć w innym czasie? Ja na przykład żałuję, że nie mam możliwości, by choć na jeden dzień przenieść się w połowę lat 70. i poczuć ducha czasów gierkowskiej Polski. Joanna Morea tymczasem bardzo wyraźnie tęskni za USA sprzed sześciu czy siedmiu dekad: epoki swingu, eleganckich dansingów i piosenek śpiewanych z barowego stołka w oparach snującego się pod sufitem gęstego papierosowego dymu. Najlepszym wyrazem tej tęsknoty jest jej krążek Crazy People, który stanowi próbę skonstruowania muzycznego wehikułu czasu. Pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie, czy maszyna działa.

O tym, że Morea lubi powroty do przeszłości najlepiej świadczy już tytuł płyty, zaczerpnięty zresztą z jednej z piosenek: Crazy People to stuletni bez mała utwór, który brzmi jak najlepszy standard z epoki. Wyznaczona przez niego stylistyka określa charakter większości utworów na omawianej dziś płycie. Wystarczy posłuchać 10 gorzkich łez, by przed oczami stanął nam Bing Crosby czy Frank Sinatra. Zwłaszcza ten ostatni to dobry trop, narzucający się szczególnie wtedy, gdy Morea proponuje sympatyczny swing, który bez problemu mógłby się znaleźć na krążku Songs for Swingin’ Lovers (Who`s That Knocking At My Heart). Oddanie tego ducha starych brzmień nie byłoby możliwe, gdyby nie odpowiednie instrumentarium. To właśnie dzięki niemu – zwłaszcza zaś dzięki kontrabasowi oraz trąbce, której pochodów słucha się z dużą przyjemnością – Crazy People okazuje się sugestywna oraz obdarzona sporą dozą temperamentu i charakteru. Warto jednak podkreślić, że nie wszystkie utwory pokrywa aranżacyjny kurz i patyna. Takim wyjątkiem od reguły jest na przykład Kobieta Casanovy, w której pojawiają się organy Hammonda czy Nie teraz, stanowiący świetny przykład na wskroś współczesnego smooth jazzu. Oczywiście różnice pomiędzy utworami nie są zbyt duże, stąd nie sposób odmówić krążkowi spójności stylistycznej.

Taką klamrą spinającą całe wydawnictwo jest również sama Joanna Morea, której wokal to bez wątpienia element najważniejszy. Rzecz jasna do samych wokali nie można mieć zarzutu, bo artystka to profesjonalistka w każdym calu, która swoją robotę wykonuje perfekcyjnie. Jednak w tym miejscu trzeba odnotować jedną z poważniejszych wad krążka. Otóż mimo wspaniałej techniki, której przykładem jest zarówno Morea, jak i muzycy uczestniczący, duch starych czasów mimo wszystko gdzieś się w tym wszystkim gubi. Wystarczy wziąć na warsztat utwór tytułowy i zestawić go z interpretacją, jaką w latach 30. nadały mu siostry Boswell. Niestety, porównanie wychodzi na niekorzyść współczesnego odpowiednika, któremu brakuje tej odrobiny magii, niczym magnes przyciągającej do przykurzonych już staroci. Stąd zapewne całkiem udane zabiegi, jak brzmienie mono w otwarciu Two Timin` Man czy aranże w rodzaju Was I Drunk, która – za sprawą rubaszności i lekkości – kojarzy się z nieśmiertelnym Makin’ Whoopee.

Niestety, te krótkie fragmenty nie zmieniają faktu, iż Crazy People nie jest w stanie przejąć tak, jak czynią to artyści w rodzaju Billie Holiday, Louisa Primy czy Fatsa Domino. Reszta krążka okazuje się nieco wyprana z atmosfery; ponadto trafiają się tu również utwory takie jak Kobieta Casanovy czy Wolność osobista, które niestety nie wypadają zbyt wyraźnie. Nieco rozczarowują także teksty, które są świadectwem zamiłowania wokalistki do podróży, ale nie sposób przypisać im jakiejś dojmującej poetyki czy reportażowego zacięcia. Ostatecznie stanowią one raczej niezbędny komponent linii wokalu, nie zaś substancjalny składnik muzyki.

Mimo tych uwag krytycznych, nie mogę uznać, iż Crazy People to płyta zła. Jest wprost przeciwnie: to bardzo sprawnie zagrany i zaśpiewany krążek, który świadczy o niekwestionowanej miłości, jaką Morea darzy stare, swingowo-jazzowe brzmienia. I nawet jeżeli w swym uczuciu nie odkryła ona, co takiego sprawia, że stare szlagiery do dziś niosą klimat nie do podrobienia, to podjęta przez nią próba ich eksploracji kończy się artystycznym sukcesem. A że więcej w tym wszystkim intelektu niż serca? Cóż, może następnym razem będzie na odwrót.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!