Kalina – Czyste szumienie

Data wydania: 2017
Gatunek: pop
Spis utworów: 1. Biuro rzeczy znalezionych; 2. Syreni śpiew; 3. Nawet jeśli; 4. Pamiętam Cię; 5. Grille i Tukany; 6. Dotykam ziemi stopami; 7. Cześć tato; 8. Motylandia; 9. Słodkie życie w niebie; 10. Bug; 11. Twój ojciec nie był myśliwym; 12. Czyste szumienie; 13. Pamiętam Cię (remix) 

 

Ambitnych kobiecych głosów w polskiej muzyce pop nigdy za wiele. Bo nawet jeżeli nie możemy narzekać na brak uzdolnionych artystek, które coraz odważniej przedzierają się do świadomości przeciętnego słuchacza, to przecież w tym przypadku od przybytku głowa nie boli. Jednocześnie trudno nie dostrzec, że w warunkach zaostrzonej konkurencji poprzeczka coraz bardziej idzie w górę. Stąd też pierwsze pytanie, które pojawia się przy okazji debiutu Kaliny, brzmi następująco: czy jest ona w stanie ją przeskoczyć?

Odpowiedź jest niejednoznaczna, ale zacznę od tego, co najbardziej zwraca uwagę. Czyste szumienie pod wieloma względami wyznacza nowe trendy. Dzieje się tak głównie dzięki produkcji, za którą odpowiada Max Skiba. Praktycznie od pierwszej piosenki słuchacz ma wrażenie podróży w czasie: Biuro rzeczy znalezionych przywodzi na myśl synthpop z połowy lat 80. Oczywiście rzecz dotyczy raczej brzmienia syntezatorów, werbla czy gitary rodem z nagrań Bee Gees, nie zaś całej piosenki; pod tym względem utwory Kaliny są jak najbardziej współczesne. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy rozbrzmiewają pierwsze dźwięki Dotykam ziemi stopami, słuchaczowi przychodzi do głowy soundtrack do Terminatora czy nakręconych przed ponad trzydziestu laty horrorów Wesa Cravena. Rzecz jasna owe inspiracje starszym, syntezatorowym brzmieniem umiejętnie wzbogacono o instrumenty takie jak na przykład fortepian. Dzięki temu Czyste szumienie, choć ma rodowód historyczny, nie brzmi jak muzyczna zaszłość – to krążek, który umiejętnie eksploruje brzmienia do tej pory rzadko wykorzystywane. Stąd też sam zamysł na wydawnictwo okazuje się jego największym atutem.

Wiadomo jednak, że omawiany dziś album powinien bronić się przede wszystkim pod względem wokalu; wszak to właśnie imię wokalistki widnieje na okładce. Niestety, ten kluczowy element okazuje się cokolwiek problematyczny. Oczywiście nie chodzi o to, że głos Kaliny jest nieprzyjemny, a tym bardziej – że nie radzi sobie ona technicznie; jest wprost odwrotnie: oniryczne melodie wykonane są świetnie, czego najlepszym przykładem jest zaśpiewane do akompaniamentu harfy Twój ojciec nie był myśliwym. Problem jednak w tym, że linie wokalu po prostu nie przekonują. Nie ma tu ani jednej frazy, która głębiej zapadałaby w pamięć albo która potrafiłaby rzeczywiście zaabsorbować. Co gorsza, zdarzają się tu momenty bardziej pretensjonalne, słodyczą podobne do tego, co oferuje Marina and the Diamonds, które do słuchania raczej zniechęcają (Syreni śpiew).

Największy jednak zarzut dotyczy tekstów. Czyste szumienie pretenduje do bycia krążkiem ambitnym, skierowanym do nieco bardziej wymagającej publiki. Niestety, warstwa liryczna zupełnie tego nie oddaje. Jest ona nadzwyczaj słaba – i choć niejednokrotnie opowiada o emocjach, to nie jest w stanie w ogóle ich oddać (innym problemem jest zresztą interpretacja). Choć rzadko używam tego określenia, to w tym przypadku stwierdzenie, iż teksty Kaliny to przerost formy nad treścią, jest jak najbardziej zasadne. Weźmy Grille i tukany: „Brzydzę się grilli i tukanów/Brzydzę się normalnych rozmów/Brzydzę się ludzkich płodów/Znacznie więcej ukocham jakiegoś osła”. Ja przepraszam, ale trudno mi ocenić te słowa inaczej niż bełkot, który nadaje się do interpretacji wyłącznie w kategoriach pozbawionej struktury postmoderny. Trafiają się również paradoksy, z których kiedyś wyśmiewano zespół Feel, na przykład „Czym jest chwila wieczności/Nie pozwolę jej trwać” (Czyste szumienie). Cały krążek ma wydźwięk stosunkowo „miejski”, co pozwala mi wnioskować, że jest on adresowany – podobnie jak płyty Korteza – do pracowników korporacji, którzy po ciężkim dniu w pracy, chcąc oderwać się od szaro-burego świata za oknem, odnajdą tu namiastkę sztuki wyższej. Niestety, tyle nie wystarczy, by warstwie lirycznej wystawić dobrą cenzurkę.

W ostatecznym rozrachunku krążek okazuje się płaski i wyprany z emocji, jeżeli zaś już czymś intryguje, to przede wszystkim produkcją. Ale mimo tych uwag krytycznych, trzymam za Kalinę kciuki, gdyż nie tylko szturmem wdziera się do światka polskiego, ambitnego popu, lecz już na debiucie zyskuje własny głos, który może rozwinąć się w interesującym kierunku. Aby tak się jednak stało artystka musi wejrzeć w głąb siebie i pomyśleć, co zrobić, by znajdujący się po drugiej głośników słuchacz zaczął czuć. Niestety, jedyne, co wzbudza Czyste szumienie to wzruszenie – ale ramionami. Szkoda.

 

(5 / 10)

  • 12
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!