Kortez – Bumerang

Gatunek: alternatywa
Data wydania: 2015
Spis utworów: 1. Pocztówka z kosmosu; 2. Wracaj do domu; 3. Od dawna już wiem; 4. Zostań; 5. Ludzie z lodu; 6. Z imbirem; 7. Niby nic; 8. Uleciało; 9. Bumerang; 10. Dla mamy

 

Choć jestem recenzentem muzycznym, rzadko zdarza mi się czytać teksty innych autorów. Jeżeli już jednak to robię, to generalnie po to, by – posługując się młodzieżowym slangiem – wyczaić, co w trawie piszczy. Zgodnie z poczynioną obserwacją, od kilku miesięcy wzmaga się szum wokół anonimowego dotąd artysty, skrywającego się pod pseudonimem Kortez. Ileż pochlebnych recenzji jego debiutu – zatytułowanego Bumerang – przeczytałem! Wreszcie uznałem, że czas przełamać obawy i chwycić byka za rogi. I wiecie co? Znów czuję się, jakbym dostał mokrą ścierą w twarz.

Pierwsze słowo, które odnosi się do Bumerangu – potwornie napompowany balon oczekiwań. A wiadomo, że im większy balon, tym bardziej donośny huk. Czegoż się nie spodziewałem! Melancholijne teksty, chwytające za serce aranżacje, niepowtarzalne linie melodyjne, porażający klimat… Choć nie zaprzeczam, że to wszystko na omawianej płycie można znaleźć, to nie w takim stopniu, by mówić o całkowicie nowej jakości. Kortez po prostu konsekwentnie robi swoje. I dziwić tylko może, że prosty lud, a przede wszystkim prości recenzenci, tak łatwo łykają opowiastki o doniosłości albumu.

Kortez to przede wszystkim asceta, który ogranicza aranżacje do minimum. Jego kompozycje składają się często wyłącznie z tamburyna zamiast werbla oraz wibrującej linii basu (Uleciało), wzbogaconych niekiedy subtelną elektroniką. Pod tym względem omawiany artysta zbliża się do tego, co na Wyspach Brytyjskich robi FKA Twigs. I to się sprawdza – ale przez pierwsze dziesięć, góra piętnaście minut. Tymczasem płyta trwa niecałe trzy kwadranse, przez co słuchaczowi w pewnym momencie zbiera się na ziewanie. Prób przełamania schematu jest niewiele – na jednorodnym tle wyróżnia się jedynie tekstowy, himilsbachowski nihilizm oraz muzyczna kakofonia, obecne w Niby nic. Prócz tego jednak aranżacje są bądź zbyt oszczędne, by zwrócić na nie uwagę, bądź zbyt banalne, by móc je skomplementować (subtelnie bluesowy Bumerang to niestety jeden ze standardów, których średnio zaznajomiony z muzyką człowiek słyszał wiele).

Krytyk mógłby stwierdzić, że muzyka nie musi się bronić, bo jest jedynie przystawką do głosu Korteza. A ten jest istotnie charakterystyczny – niski, czasami rwany, barwą przywodzący na myśl Dawida Podsiadło. Tyle, że i tu jest problem, bo wokalista przez całą płytę śpiewa w ten sam sposób. Stąd nawet jeśli jest on w stanie zahipnotyzować na otwarciu, to pod koniec płyty na dźwięk jego tembru wzruszamy obojętnie ramionami. Podobnie jest z tekstami – nie brakuje wśród nich perełek (Pocztówka z kosmosu), ale są też frazy padające niebezpiecznie blisko grafomanii – „brałem byle co, byle mieć/kilodżule by się bić” to chyba najbardziej reprezentatywny przykład (Z imbirem).

Najgorsze jest zaś w tym wszystkim to, że choć na płycie indukuje się jakiś klimat, to jest on szczątkowy i zbyt ulotny, by móc go uchwycić. Widać wyraźne ambicje Korteza, by połączyć inteligentne słowne gierki i łamańce, z których (onegdaj) słynęła Maria Peszek z deszczowym, depresyjnym klimatem, który kojarzy się z Frankiem Sinatrą. Obie te chwalebne inspiracje znajdują się jednak równie daleko. Nie neguję, że wokalista posiada nie lada talent i może stać się jednym z naczelnych głosów polskiej muzyki w najbliższych latach, ale pod tym względem Bumerang sprawdza się jako zapowiedź, nie zaś jako właściwy przełom.

Dlatego studzę zapędy niektórych recenzentów i przed omawianą dziś płytą nie padam na kolana. Kortez obrał świetny punkt wyjścia, by przekształcić się w świetnego artystę, obdarzonego własnym charakterem. Bumerang to – jak na debiut – dzieło dojrzałe, które jednak znamionuje jeszcze przerost formy nad treścią. Wokalista powinien postawić się teraz w roli słuchacza i odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by ten skromny człowiek po drugiej stronie przez czterdzieści minut odczuwał. Jeżeli następnym razem mu się to uda, obiecuję, że nie oszczędzę mu wyższej noty.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!