L7 – Bricks Are Heavy

Gatunek: grunge
Data wydania: 1992
Spis utworów: 1. Wargasm; 2. Scrap; 3. Pretend We’re Dead; 4. Diet Pill; 5. Everglade; 6. Slide; 7. One More Thing; 8. Mr. Integrity; 9. Monster; 10. Shitlist; 11. This Ain’t Pleasure

 

Ćwiczenia ruchowe na Muzycznym Horyzoncie! Wyciągnijcie przed siebie ręce. Następnie rozłóżcie palce najbardziej jak umiecie – wasze kciuki powinny tworzyć wraz z palcem wskazującym kształt litery L oraz cyfry 7. Teraz złączcie kciuk prawej dłoni z palcem wskazującym lewej oraz kciuk lewej dłoni z palcem wskazującym prawej. Co widzicie? Prostokąt. Po angielsku square (nie bądźmy takimi purystami). Zaś square to w slangu lat 50. i 60. negatywne określenie człowieka. No i macie już genezę nazwy zespołu L7.

A co z samym zespołem? Założony przez cztery panie girlsband był w latach 90. jednym z czołowych przedstawicieli, święcącego wówczas triumfy, grunge’u. Niemniej, należy wspomnieć, że w muzyce L7 ważne są również wpływy punk rocka, co wynika zarówno z miejsca zamieszkania artystek (Kalifornia), jak i ich muzycznych kolaboracji (Black Flag). Nadto, nie może obyć się bez odrobiny feministycznej ideologii – wiecie, pro choice i te rzeczy – oraz rzucania zużytymi tamponami w publiczność. Ot, taka była historia L7, nim zespół przeszedł w 2001 roku w stan permanentnego, jak się zdaje, zawieszenia.

Zespół być może nigdy by nie zaistniał, gdyby nie hitowe Pretend We’re Dead, które z miejsca znalazło się na listach rozgłośni radiowych, gdzieś pomiędzy utworami Nirvany i Alice in Chains. Istotnie, piosenka ta, która ukazała się na Bricks Are Heavy, jest typowym, acz przystępnym grunge’em, lecz nie oznacza to, iż równie trafnie charakteryzuje ona cały krążek. Jeżeli mówimy o kompozycjach podobnych do Nirvany, to warto wspomnieć w tym miejscu One More Thing – dość melodyjnej i urozmaiconej. Cała reszta Brick Are Heavy jest – nomen omen – dużo cięższa, przy czym ciężar ten idzie w dwóch kierunkach. Raz L7 zachodzi w rejony mniej przystępnego, naprawdę brudnego grunge’u. Przykładem są tu trącający dokonaniami Stone Temple Pilots Wargasm, czy twardy Everglade. Drugi rodzaj ciężaru sprawia, że zespół skręca w stronę punk rocka, o czym najlepiej zaświadcza Scrap (szkoła Dead Kennedys i Black Flag), Slide (szkoła Agent Orange) czy Shitlist (szkoła Adolescents). Kiedy zaś robi się jeszcze ciężej, kobiecy kwartet brzmi jak Metallica (Diet Pill).

Taka różnorodność, rzecz oczywista, cieszy, zwłaszcza, że L7 ma własne patenty na brzmienie, dzięki którym cały materiał brzmi spójnie. Osiągnięcia tego należy pogratulować tym bardziej, że za mikrofonem stają aż trzy z czterech dziewczyn; choć połowę kompozycji śpiewa Donita Sparks, to w innych za mikrofon chwytają gitarzystka i basistka. Dziewczyny mają jednak dość podobny głos, więc o żadnej prawdziwej rewolucji mowy być nie może. Bardziej zresztą niż różnorodność, do omawianego materiału przekonuje jego charakterystyczny klimat. Jeżeli ktoś osłuchany jest w muzyce początku lat 90., to po włożeniu do odtwarzacza Bricks Are Heavy poczuje się jak w domu. Brzmienie gitar, efekty na wokalu, styl kompozycji – to wszystko przenosi słuchacza w czasie, o całe 20 lat. I to właśnie największy walor tej płyty – to po prostu symbol generacji, który po tylu latach wciąż brzmi przekonywająco.

Rzecz jasna, trudno oczekiwać po tej płycie artystycznych uniesień. Jest cholernie dobrze, ale w pewnej konwencji. L7 to czołowy reprezentant grunge’u i tyle. Płyty słucha się z nieskrywaną przyjemnością, zaś kolejne doń powroty nie umniejszają w niczym jej wartości. Dlatego polecam przesłuchanie Bricks Are Heavy każdemu – to porcja bardzo klimatycznej muzyki i jako znak pewnych czasów nadaje się idealnie do ich eksploracji.

 

(8 / 10)     Stempel

Zapisz

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!