L7 – Smell the Magic

Gatunek: grunge
Data wydania: 1991
Spis utworów: 1. Shove; 2. Fast and Frightening; 3. (Right On) Thru; 4. Deathwish; 5. Till the Wheels Fall Off; 6. Broomstick; 7. Packin’ a Rod; 8. Just Like Me; 9. American Society

 

L7 to jedna z ikon brudnej i mrocznej muzyki, jaką jest grunge. Omawiany dziś skład jest tym bardziej osobliwy, że tworzą go same kobiety. Które, muszę nadmienić, wcale nie są kobiece. To raczej ostre feministki, skandalizujące między innymi rzucaniem tamponami w publikę, pokazywaniem tylnej części ciała w telewizji czy organizowaniem konkursów, gdzie nagrodą jest noc spędzona z jedną z dziewcząt. Muzyka zatem idealnie pasuje do charakteru wykonawczyń. a dowodem na to jest druga płyta w dorobku L7, zatytułowana Smell the Magic.

Wypadałoby może zacząć od tego, że grunge bierze swoje początki głównie z punk rocka, zaś na omawianej dziś płycie oba te gatunki przeplatają się ze sobą wyjątkowo płynnie. Mamy więc gitary o wybitnie brudnej, chropawej, jak gdyby lekko piaskowej barwie, które przyjemnie się sprzęgają, a przy tym brzmią dość lekko, tzn. płynąco, być może dlatego, że grane przez nie frazy są dość melodyjne. Mamy stąpający, mocno kostkowany bas, który fajnie wypełnia dół piosenek. Mamy wreszcie suchą, dość prostą perkusję, która gra niekiedy szybko, przywodząc na myśl punk rock (Fast and Frightening, Packin’ a Rod), a niekiedy zabrzmi synkopą, dzięki której piosenka nabiera charakterystycznego flow (Shove). Na tym tle pojawia się wokal – wysoki, przykryty delikatnym pogłosem, niekiedy z podbitym pasmem średnich dźwięków, co tylko nadaje mu bardziej dusznego charakteru. Sporo jest tu także krzyku i skandowania, stadionowych wręcz refrenów i wściekłych okrzyków.

Tak z grubsza wyglądają elementy składowe piosenek. A jak wypadają one same? No cóż, niemal po równo rozpadają się one na te świetne i te dobre. Zacznijmy od pierwszych. Niekwestionowanym atutem L7 jest powalający wręcz autentyzm, który w naturalny sposób przechodzi na brzmienie. Część utworów, zwłaszcza tych ozdobionych bardzo rozpoznawalnymi melodiami, wprost zaraża klimatem. Wystarczy posłuchać Packin’ a Rod czy Shove, by poczuć się jak na koncercie w jakimś ciasnym, ciemnym, śmierdzącym pubie wśród osobników we flanelowych koszulach, pomieszanych z punkowcami w ramoneskach i z metrowymi irokezami. Jednym słowem – jest odpowiednia atmosfera.

Z drugiej strony, zespół nie wszędzie potrafi wykorzystać ten atut. Parę piosenek na tej krótkiej przecież płycie okazuje się wyjątkowo wtórna. W tej kategorii najgorzej wypada chyba Broomstick, która – całkowicie wyprana z klimatu i powtarzająca sprawdzone patenty – jest piosenką, do której wracać się nie chce. Ponadto, zdarzają się tu utwory niezłe instrumentalnie, które jednak grzebie prostacki wręcz wokal, często ograniczający się do śpiewania na jednym dźwięku (Deathwish). Żeby było jasne – piosenki te nie są wcale złe, ale jednocześnie nie dają tego, co mogłyby dawać, gdyby udało się zrobić to, co wyszło w pierwszej połowie Smell the Magic.

W ostatecznym rozrachunku po przesłuchaniu tej płyty mam podejście wyjątkowo ambiwalentne. Myślę sobie, że gdyby tylko wycisnąć z tej muzyki więcej, mielibyśmy krążek rewelacyjny, co najmniej tak dobry jak następca Smell the Magic, czyli Bricks Are Heavy. Stało się jednak inaczej, a my dostaliśmy album po prostu dobry. Elementy klimatu wciąż robią dobre wrażenie, stąd nie odradzam tego wcielenia L7. Spróbujcie – może w kontakcie z tą płytą poczujecie więcej magii niż ja.

 

7 Stars (7 / 10)

Zobacz również

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!