LP – Heart to Mouth

Brak komentarzy
Gatunek: pop
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Dreamcatcher; 2. When I’m Over You; 3. One Night in the Sun; 4. Girls Go Wild; 5. Recovery; 6. The Power; 7. Dreamer; 8. House on Fire; 9. Hey Nice to Know Ya; 10. Die for Your Love; 11. Shaken; 12. Special

 

Recenzowaniem zajmuję się już od ładnych paru lat i gdybym miał wskazać pewną prawidłowość, to powiedziałbym, że im więcej rozprawiania o tym, jaka to płyta nie jest osobista i jak wielu emocji nie niesie, tym mniej dobrej muzyki. Mówię o tym dlatego, że Laura Pergolizzi chyba w każdym wywiadzie podkreślała intymność jej najnowszego krążka. Emocjonalność tej płyty stoi nawet wołami na okładce, bo przecież tytuł – Heart to Mouth – budzi jednoznaczne skojarzenia. Naprawdę nie trzeba było być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że to nie wyjdzie.

Przyznaję, że nie liczyłem na wiele. Parę piosenek w stylu przewałkowanego wzdłuż i wszerz w każdej rozgłośni radiowej Lost on You byłoby jak najbardziej satysfakcjonujące. Wiecie: odrobina rozmachu, patosu, czegoś, co wyrywa z rutyny. Niestety, kto miał takie same oczekiwania, ten po omawiany dziś krążek nie powinien sięgać. Otrzymujemy bowiem album, który miał nikogo nie podrażnić: zwłaszcza ludzi odpowiedzialnych za ramówki największych rozgłośni. Na przystawkę dostajemy zatem When I’m Over You, czyli piosenkę, którą mógłby nagrać każdy i którą w różnych odsłonach słyszałem już dziesięć razy – w mijającym tygodniu. Nieco dalej napotykamy kolejne bezpłciowce, takie jak Hey Nice to Know Ya czy inne Die for Your Love. Gdzieś tam między tego rodzaju porażkami pojawia się Recovery, czyli szmirowata ballada z pretensjonalnym fortepianem i rozdzierającym nie serce, lecz uszy pianiem.  Wszystko upichcone jak najtańszym kosztem, zgodnie z utartymi przepisami na pop, który swoim pseudoambitnym zadęciem mógłby pretendować o plakietkę płyty roku. Za przestrogę niech posłuży Dreamer – jakiś daleki odpad z płyty FKA Twigs. Asceza tego kawałka jest nawet fajna, ale synkopowane wejście w refren to najgłupszy pomysł, jaki od dawna słyszałem.

Utwory, które jako tako się bronią można niestety policzyć na palcach jednej ręki, a jeszcze kilka ich zostanie, na przykład po to, by wcisnąć przycisk STOP. Dobrze wypada Girls Go Wild, które pełnymi garściami czerpie z disco lat 80. Nisko nastrojony werbel i spory dynamizm dają tu niezły efekt. Z morza bolesnego przeciętniactwa nad powierzchnię wyłania się również Shaken: piosenka, którą jakieś dwie dekady mogłaby nagrać Pink. To wszystko? No cóż, jak by to powiedzieć…

Daleki jestem oczywiście od stwierdzenia, że LP nie umie śpiewać – co to, to nie. Heart to Mouth jest świetnie wykonanie i wyprodukowane. Cóż jednak z tego, skoro wokalistka nie ma nic ciekawego do powiedzenia? Wygląda to tak, jak gdyby utknęła ona w przekonaniu, że jej słuchacze to mało wymagający miłośnicy telenowel, którzy będą płakać po usłyszeniu ballady, nieważne jak wtórnie i nieinteresująco będzie ona zaśpiewana. Nawiązanie do tanich oper mydlanych nie jest zresztą przypadkowe, bo teksty – które miały być niby tak osobiste i głębokie – stoją na poziomie Mody na Sukces. Jeżeli zatem nie widzicie specjalnego uroku we frazach „Ja ją kocham, ona mnie nie / Och, jak bardzo tęsknię”, to – ponownie – na recenzowanej dziś płycie nic dla siebie nie znajdziecie.

Szukam jakichś słów, którymi mógłbym streścić Heart to Mouth i do głowy przychodzi mi kilka określeń: banał, nuda, sztampa… Resztę synonimów wypiszcie sobie sami. Krążek LP to przykład muzycznego fast fooda: przyrządzony jest wedle sprawdzonych wzorców, smakuje jak wszystkie inne i zapomina się o nim w dziesięć minut po spożyciu. Jeżeli ktoś lubuje się w tego typu daniach, jego sprawa. Osobiście jednak jestem zdania, że mając wolne trzy kwadranse możemy spędzić je znacznie lepszymi płytami. A tych – nawet w świecie zeszłorocznej muzyki pop – nie brakuje.

 

(5 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o