Maanam – Derwisz i anioł

Brak komentarzy
Gatunek: rock
Data wydania: 1991
Spis utworów: 1. Nie bój się, nie bój się; 2. Co znaczą te słowa; 3. Karuzela marzeń; 4. Złote tango, złoty deszcz; 5. Samotność mieszka w pustych oknach; 6. Street Cowboys; 7. Anioł (miłość to wieczna tęsknota); 8. Derwisz; 9. W ciszy nawet kamień rośnie; 10. Wyjątkowo zimny maj

 

Po sześciu latach, czterech płytach oraz setkach koncertów w Polsce i za granicą muzycy Maanamu mieli siebie dość. Dlatego w roku 1986 zespół opuścił gitarzysta i basista, przez co wypuszczony w roku 1989 Się ściemnia, nagrany ze względu na zobowiązania z wytwórnią, zalicza się w poczet dyskografii grupy połowicznie. Powrotem do tzw. złotego Maanamu jest dopiero wydanie Derwisza i anioła. Drugi Nocny patrol? Bardzo bym chciał, ale niestety nie.

Jest tak z różnych względów. Głównym jest ten, że Kora – dokładnie zaś jej wokal – straciła pazur. Jej głos stał się niższy, bardziej zmysłowy, emocjonalny, ale zarazem znacznie mniej zadziorny. Najlepiej słychać to w odświeżonej wersji Karuzeli marzeń, gdzie wyrzucane przez nią skrzekliwe frazy pojawiają się, ale pod koniec piosenki, co stanowi istotną zmianę w stosunku do oryginału. Co gorsza, tych frenetycznych, śpiewanych na granicy obłąkania utworów, z których Maanam słynął, nie ma już praktycznie wcale. Wciąż jest to rzecz jasna rock, ale nerwowość nowej fali i ogólne rozedrganie zastąpiło apollińskie dążenie do harmonii.

To jednak, co dostajemy, nie jest bynajmniej złe. Zwłaszcza, że Jackowski z zespołem mają sporo świeżych pomysłów, które stanowią w muzyce grupy novum. Na przykład Złote tango, złoty deszcz stanowi bardzo dobry przykład muzyki inspirowanej dźwiękami latynoskimi. Rytm na dwa, akordeon oraz instrumenty dęte ozdobione są naprawdę ładną melodią, choć – musimy dodać – ma się to nijak do To tylko tango. Całkiem nieźle brzmi również mroczny Derwisz czy podszyty jazzem W ciszy nawet kamień rośnie. Natomiast moje serce podbijają niewątpliwie dwie piosenki. Wyjątkowo zimny maj może jeszcze nie wywołuje dreszczu, ale płynie w tak przyjemny sposób, że nie sposób się z nim nie zatracić. Absolutną rewelacją jest natomiast Anioł, w którym odzywa się i piękna gitara, i wspaniała linia wokalu i – wreszcie, można by rzec – naprawdę przekonywający tekst.

Na antypodach znajdują się oczywiście pewne wpadki, ale nie są one zbyt dużego kalibru. Ot, można nieco utyskiwać na kwadratowy akcent wokalistki w Street Cowboys, to jednak szczegóły. Płyta najbardziej traci w momencie, kiedy dobiega ona końca, zaś słuchacz myśli sobie, iż w sumie Derwisz i anioł to niezła rzecz, tyle że nieco za mało na niej naprawdę dobrych piosenek. Maanam robi po prostu to, co umie najlepiej, ale w znacznej większości utworów słychać mimo wszystko precyzyjną rękę rzemieślnika, a nie dotyk geniuszu. I to budzi, przyznaję, pewien żal, bo kiedy mówimy o wielkim powrocie zespołu do klasycznego składu, to chciałoby się mimo wszystko usłyszeć Nocny patrol. Do którego tej płycie z pewnością daleko.

Nie oznacza to jednak, że Derwisz i anioł jest słaba; trudno tak powiedzieć o czymkolwiek, co wyszło spod ręki Jackowskiego i Kory. Z pewnością po dwudziestu siedmiu latach brzmi ona nowocześnie, przyjemnie i po prostu daje radość. A że ja przywykłem stawiać grupie większe wymagania, których omawiane dziś wydawnictwo nie spełnia? No cóż, może następnym razem…

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o