Maanam – Kminek dla dziewczynek

Gatunek: rock
Data wydania: 1983
Spis utworów: 1. Stoję, stoję – czuję się świetnie; 2. Och, ten Hollywood; 3. Jest już późno, piszę bzdury; 4. Parada słoni i róża; 5. Oddech szczura; 6. Kminek dla dziewczynek cz. I; 7. Paranoja jest goła; 8. Kminek dla dziewczynek cz. II

 

Jeżeli ktoś zapytałby się, jaki zespół zdominował polską scenę muzyczną w latach 80., odpowiedź nasuwa się jedna – Maanam. Skład pod wodzą Kory był tak popularny, że nawet zaczęły krążyć o nim pewne, mało śmieszne – powiedzmy sobie – kawały. Skąd taka popularność? Trudno powiedzieć; prawdopodobnie ta gorączkowa, intensywna muzyka stanowiła doskonałe zaprzeczenie codziennej szarzyźnie. Kto chciałby się przekonać, czy Maanam równie frenetycznie wypadał na żywo, ten może sięgnąć po płyty koncertowe, których w latach 80. wyszły aż trzy. Pierwszą z nich jest właśnie Kminek dla dziewczynek.

Uwaga numer 1: wydawnictwo liczy osiem piosenek – niby mało, ale przyczyny tego są dwie. Otóż pierwotnie wyszło ono na kasecie, a poza tym poszczególne utwory trwają w większości ponad pięć minut. Nie da się zatem uczty z tą płytą nazwać krótką. Uwaga numer 2: siłą rzeczy repertuar jest mało przekrojowy i niezbyt reprezentatywny. Cieszy za to fakt, że pojawiają się single nieznane z nagrań studyjnych (Och, ten Hollywood) oraz koncertowe zapychacze (Kminek dla dziewczynek). Uwaga numer 3: koncertówka w kategoriach nagrania na żywo broni się średnio i trzeba powiedzieć to wprost. Wynika to przede wszystkim z faktu, że całość została wyjątkowo dopieszczona w produkcji. Weźmy na przykład Stoję, stoję – czuję się świetnie: fakt, wykonane perfekcyjnie, pięknie zaśpiewane, ale gdzieś w tym wszystkim gubi się duch nagrań live. Do tego dochodzi właściwie brak publiczności, którą zmiksowano bardzo cicho. Trudno również mówić o jakiejś interakcji zespołu z widzami – przedstawienie składu to jedyne szaleństwo, na jakie porywa się Maanam.

A jednak mimo tego, że krótki, niereprezentatywny i mało koncertowy, Kminek dla dziewczynek wart jest posłuchania. Główną jego zaletą jest bowiem dojmujący klimat, jaki wylewa się z tej płyty. Pogłosy, brzmienie gitary, nisko nastrojony werbel: to wszystko bardzo sugestywnie cofa w czasie o ponad trzydzieści lat. Tutaj też słuchacza dopada obserwacja, że nieważne, co zrobią kolejni epigoni, którzy chcieliby nawiązywać do dziedzictwa zimnej fali czy new wave, nigdy nie uda im się podrobić tej specyficznej, jedynej w swoim rodzaju atmosfery. Trudno zresztą nie przyznać Maanamowi, iż nie tylko korzysta on z wzorców tego rodzaju muzyki, ale też w dużej mierze je tworzy. Dlatego, choć wydawać by się mogło, że Kminek dla dziewczynek nie zachwyci, zwłaszcza jako nagranie koncertowe, to jednak już po pierwszej piosence słuchacz przepada. Mnie osobiście spotkało to trochę wbrew pierwotnym emocjom, które dalekie były od pozytywnych. A jednak taką moc ma oddziaływanie tego dokumentu epoki – bo trudno go inaczej nazwać.

Dlatego też zarówno dla miłośników Maanamu, jak i dla znawców polskiego rocka jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Cała reszta może po Kminek dla dziewczynek sięgnąć bądź to z ciekawości, bądź z chęci odczucia tego sugestywnego klimatu, który nagranie perfekcyjnie zakonserwowało. Te kilka utworów przypomina pod wieloma względami owady w bursztynie – relikt czasów minionych, na który patrzy się z pewnym zdziwieniem. O dziwo jednak, podziwianie tych historycznych okazów daje zarazem nie lada satysfakcję.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!