Maanam – Maanam

Gatunek: rock
Data wydania: 1980
Spis utworów: 1. Stoję, stoję, czuję się świetnie; 2. Boskie Buenos (Buenos Aires); 3. Biegnij razem ze mną; 4. Miłość jest cudowna; 5. Żądza pieniądza; 6. Karuzela marzeń; 7. Oddech szczura; 8. Szał niebieskich ciał; 9. Szare miraże

 

Debiut Maanamu to płyta o losach specyficznych. Pomijając stosunkowo zawiłą historię stojącą u zarania samej formacji, odnotować trzeba, że zespół zarejestrował materiał dopiero wtedy, kiedy okazało się to konieczne ze względu na jego popularność. Po entuzjastycznie przyjętym koncercie na festiwalu w Opolu w roku 1980, Olga i Marek Jackowscy zamknęli się wraz z towarzyszącymi im muzykami w lubelskim studiu, gdzie nagrali dziewięć piosenek, które uczyniły z zespołu jeden z najpopularniejszych rockowych składów w historii polskiej muzyki. Jak jednak broni się debiut po ponad trzydziestu pięciu latach od wydania?

Zanim odpowiem na to pytanie, garść podstawowych faktów. Maanam to przede wszystkim Kora. Choć same kompozycje Jackowskiego znamionują prawdziwy talent (tak jest na przykład w przypadku instrumentalnej, balladowej Miłość jest cudowna), to jednak wokalistka odpowiadała za nadanie ostatecznego szlifu piosenkom. Tu zaś trzeba zdać sobie sprawę z drugiej rzeczy: mianowicie przed Maanamem polska muzyka nie znała takiego gatunku jak punk rock czy nowa fala. A właśnie te wpływy najmocniej oddziałały na omawiany dziś debiut, zwłaszcza w warstwie wokalnej. Aby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać żarliwości, z jaką Kora wyrzuca kolejne frazy w Boskim Buenos (Buenos Aires) czy Żądzy pieniądza. Te rozedrgane, nerwowe utwory osnute są przede wszystkim wokół ekspresyjnej i charyzmatycznej linii wokalu, która – choć w następnych latach znajdzie niezliczonych naśladowców – to w roku 1980 nie miała wielu krajowych poprzedników. Zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę, że równie nerwowe są same podkłady, złożone zazwyczaj z motorycznej sekcji rytmicznej oraz nieprzesterowanej gitary, przecinanej króciutkimi solówkami (Szare miraże).

Choć jednak Maanam to płyta bez wątpienia przełomowa dla polskiej muzyki, warto zapytać się, czy broni się ona z perspektywy czasu. Na to pytanie odpowiedź nie jest jednak oczywista. Bez wątpienia po latach najlepiej brzmią ballady, do których – prócz wspomnianej wyżej Miłość jest cudowna – należy jeszcze Szał niebieskich ciał. Ich subtelność i urok wciąż robią świetne wrażenie. Inne kompozycje wyraźne pokrył już jednak kurz. Wrażenie uwstecznienia pojawia się już w Stoję, stoję, czuję się świetnie, gdzie na wokal nałożono archaiczny efekt, z którego na dobre zrezygnowano pod koniec lat 80. Choć niekiedy tworzy on sympatyczny klimacik (tak jest na przykład w Boskim Buenos, gdzie bronią się zwłaszcza refreny), to na ogół budzi lekki uśmiech. Nie da się również ukryć, że dziś – kiedy każdy z nas ma dostęp do muzyki nagranej w dowolnym czasie i w dowolnym miejscu na świecie – wyjątkowość Maanamu siłą rzeczy okazuje się znacznie mniejsza niż wtedy, gdy Polacy odcięci byli od muzyki żelazną kurtyną. Wciąż można tu znaleźć parę interesujących pomysłów na piosenki, nadal również nie sposób odmówić krążkowi mocy, a Korze dzikości i niebywałej ekspresji, ale w Oddechu szczura czy Biegnij razem ze mną nic więcej się nie znajdzie. To po prostu bardzo dobrze zagrane rockowe kawałki, których dobrze się słucha, ale o których przełomowości nic już dzisiaj nie zaświadcza.

Maanam nagrał zatem debiut ważny, ale zarazem taki, który po latach trudno uznać za genialny. Uznanie budzi dojrzałość brzmienia oraz wykrystalizowany styl, ale na jego pełne wykorzystanie grupa musiała najzwyczajniej jeszcze poczekać. Nie zmienia to faktu, że Maanam to płyta zrobiona solidnie, której słuchanie wciąż może sprawiać przyjemność. Co więcej, zwolennicy kurzu i patyny nie będą mieli żadnych uwag. Pozostali zaś powinni się przynajmniej dobrze bawić.

 

7 Stars (7 / 10)

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!