Maanam – Róża

1 komentarz
Gatunek: rock
Data wydania: 1994
Spis utworów: 1. Róża (zdrada i wniebowstąpienie); 2. Zapatrzenie; 3. List (to nie hołd); 4. Cafe Maur; 5. Bez ciebie umieram; 6. Wieje piaskiem od strony wojny; 7. Słońce jest okiem Boga; 8. Kocham i nienawidzę; 9. Owady podniosły skrzydła do lotu; 10. Nic dwa razy; 11. Mówię do Ciebie coś; 12. Owady podniosły skrzydła do lotu (wersja filmowa z mewami)

 

Rok 1994 to złoty okres polskiej muzyki rockowej. Nie dziwi zatem, że Róża to najlepiej sprzedający się krążek Maanamu; zespół pod wodzą Marka Jackowskiego nigdy później nie cieszył się już takim sukcesem sprzedażowym. Nie trzeba być jednak znawcą rynku muzycznego, by wiedzieć, że triumfy komercyjne oraz artystyczne rzadko idą ze sobą w parze. Jak w świetle tego faktu wypada Róża?

Bez kolców: oto najkrótsza recenzja, jaką mógłbym napisać. Uwaga ta niesie ze sobą zamierzoną dwuznaczność. W pierwszej kolejności odnosi się do faktu, że album praktycznie pozbawiony jest wad, zaś jego słuchanie daje naprawdę dużo przyjemności. Drugie znaczenie – na jego wydobyciu zależy mi bardziej – ma podkreślić fakt, że Kora bezpowrotnie straciła pazur. Jej głos rzadko wznosi się do krzyku czy chociażby przejawia charakterystyczną ostrość (wyjątkami są Wieje piaskiem od strony wojny oraz Mówię do Ciebie coś). Są tacy, których to odejście od pierwotnych, znanych z debiutu ideałów zrazi. Nie ukrywajmy jednak: ostatnią nowofalową płytą zespołu był Mental Cut, trudno zatem uznać to złagodzenie stylistyki za nagłą woltę. A poza tym to, co dostajemy w zamian, jest być może nawet lepsze niż frenetyczne utwory, śpiewane na granicy obłąkania.

Bo nawet jeżeli Róża to najdelikatniejsza do chwili ukazania się krążka płyta grupy, nie oznacza to, że jest ona pozbawiona emocji. Wprost przeciwnie: riffy Jackowskiego oraz wokale Kory osiągają tutaj niespotykany wcześniej stopień synergii. Zaświadcza o tym dosłownie kilka pierwszych sekund otwierającego krążek utworu Róża (zdrada i wniebowstąpienie), gdzie delikatność gitary perfekcyjnie uzupełnia się z bezbłędną interpretacją wokalną. Jest tu zresztą wiele miejsc, gdzie Olga Jackowska osiąga swoje wyżyny; tak jest na przykład w przypadku eterycznego Słońce jest okiem Boga czy kojarzącej się z muzyką lat 60. Nic dwa razy. Róża stanowi zatem swoisty wyciąg z emocji, z których pierwsze skrzypce gra bodaj czułość. Najprzyjemniej robi się zaś tam, gdzie do tych pięknych i mimo wszystko wymuskanych uczuć dochodzi odrobina brudu, który piosenkom w rodzaju Kocham i nienawidzę nadaje wielowymiarowości.

Równie duże wrażenie robi warstwa instrumentalna. Gitara Jackowskiego brzmi chyba tak dobrze jak nigdy. Słychać również bardzo subtelne zmiany, na przykład w brzmieniu werbla, które sprawiają, że poszczególne utwory podróżują w czasie, raz nawiązując do muzyki na wskroś współczesnej, a raz do new wave’owych brzmień sprzed dekady. Ogólnie mówiąc, w aspekcie muzycznym nie można pozbyć się wrażenia, że oto obcuje się ze swoistym magnum opus, co poniekąd okazuje się prawdą. Na Róży każdy element został gruntownie przemyślany i dopracowany, zaś słuchacz może tę dbałość bez trudu wychwycić.

Dziwić musi zatem, że te liczne komplementy nie współgrają z oceną poniżej. Co by jednak nie mówić, Róża ma pewne braki. Największym bodaj z nich jest strona liryczna. Kora ma bardzo interesujące rzeczy do powiedzenia na temat miłości, ale dziesięć utworów poświęconych temu samemu zagadnieniu zaczyna mimo wszystko trącać monotematycznością. Choć zatem nie ulega wątpliwości, że teksty są dobre – a niekiedy rewelacyjne, jak w przypadku Owady podniosły skrzydła do lotu – to w kontekście całej płyty nieco tracą. Natomiast drugi zarzut można ująć w sentencjonalne – lepsze wrogiem dobrego. Maanam bez wątpienia dosypał do Róży tę szczyptę geniuszu, nieobecną na przykład przy krążku Derwisz i anioł, ale zarazem nie osiągnął jeszcze owych wyżyn Nocnego patrolu, gdzie każda piosenka zmrażała klimatem i na miesiące zapadała w pamięć. Nie wiem, dlaczego tak jest. Może muzykom potrzebny był drugi stan wojenny?

Jakakolwiek nie byłaby przyczyna, gdyby taką płytę nagrał którykolwiek z zespołów tworzących w tamtym czasie, końcowa nota byłaby wyższa. Maanam przyzwyczaił mnie jednak do balansowania na granicy muzyki bardzo dobrej i fenomenalnej. Tym razem w rejony tej drugiej zapuścił się o raz za mało: jedna piosenka w rodzaju List (to nie hołd) i Róża stanęłaby obok Nocnego patrolu. A tak? Dostajemy krążek, który brzmi rewelacyjnie, zostaje z nami na długo i daje dużo przyjemności. Czy to wystarczy, by móc go polecić? Nie mam wątpliwości, że odpowiedź brzmi – tak.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Ania Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania
Gość

Klasyka, po prostu klasyka!