Marina – On My Way

Gatunek: pop
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Lay My Body Down; 2. Hiding in the Water; 3. Takin’ Ya Rock Out; 4. M.I.A.; 5. SIN; 6. I Do; 7. Flesh and Bone; 8. How Dare You; 9. On My Way; 10. Complete

 

Z płytami jest trochę jak z filmami: te naprawdę dobre trzymają w napięciu do samego końca i aż do ostatnich chwil nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. I odwrotnie: zarówno słabe krążki, jak i złe dzieła X Muzy są przewidywalne, a w połowie człowiek stwierdza, że czas najwyższy zająć się czymś pożyteczniejszym. I jeżeli przyjąć to kryterium, to On My Way, drugą w dorobku płytę Mariny, należy zakwalifikować jako wydawnictwo klasy co najwyżej B: pozwala zabić czas, ale gdzieś po drodze ma się wrażenie, że to był jednak błąd.

Marina to celebrytka pełną gębą: życie na Instagramie, sesje w czasopismach, udział w Tańcu z Gwiazdami i – last but not least – raz na ruski rok jakaś płyta. Od razu mówię, że nie mam żadnego problemu z takim kształtowaniem własnej kariery. Jeżeli jednak działalność muzyczną uzna się za tę naczelną, to trzeba uczciwie odnotować, że może lepiej skupić się na prowadzeniu serwisów społecznościowych. On My Way okazuje się bowiem wydawnictwem do bólu sztampowym, przy nagrywaniu którego ktoś stwierdził – nie wiem, czy wokalistka, czy producenci – „hej, zróbmy to po amerykańsku”. I, cóż, jest po amerykańsku. Tylko co z tego, skoro za sprawą tego chybionego założenia Marina straciła swój jedyny atut, czyli autorski styl? Posłuchajcie sobie na przykład takiego Flesh and Bone: ascetyczny beat, pianinko, producenckie zabawy wokalem – i zupełnie nie wiadomo, kto to śpiewa. Takiej muzyki w ostatnim czasie zarejestrowano i wydano naprawdę mnóstwo, stąd nie widzę żadnego powodu, dla którego pochodząca z Ukrainy wokalistka, która z pewnością ma głos i wie, jak go użyć, bawi się w kameleona i upodabnia tak bardzo do wzorców zza Atlantyku. Co gorsza płyta zrzyna nie tylko z konkurencji, ale również z samej siebie. Słyszałeś pierwszą piosenkę? To nie musisz się kłopotać słuchaniem reszty krążka: każdy następny utwór opiera się dokładnie na tych samych patentach. Oszczędne aranże, przykręcanie i rozkręcanie gałek na konsolecie, raz na jakiś czas rarytas w postaci tego czy innego sampelka. I tak bite pół godziny. Najgorzej robi się w okolicach piątego kawałka, kiedy słuchacz mówi „to by było na tyle”, bo nie ma już złudzeń, że do końca nic się nie zmieni. I wiecie co? Ma oczywiście rację.

No dobrze, dajmy temu spokój. Nie ma przecież nic złego w byciu konsekwentnym, a nawet odrobinę wtórnym, jeżeli proponuje się dobre piosenki. Jak więc wygląda On My Way w tym aspekcie? Biednie: oto najkrótsza odpowiedź. Praktycznie ani jedna linia wokalu nie nadaje się do zanucenia, żadna nie zapada w pamięć, żadna nie potrafi choć na kilka chwil zaintrygować. Doprawdy, nie wiem, jak Marina mogła nie usłyszeć, że melodie na jej najnowszym krążku są czysto umowne, a do tego potwornie płaskie. Fakt, ładnie wydobywają one jej umiejętności techniczne, których nie sposób zakwestionować. Cóż jednak z tego, skoro nie idą za nimi piosenki, których chce się słuchać i do których chce się wracać? Szkoda jest tym większa, że ascetyczne tło stwarza dobrą okazję do popracowania nie tylko melodią, ale i dynamiką. Niestety, tej szansy również nie wykorzystano. Zero szeptów i krzyków, brak głębszych emocji, klimatu nie stwierdzono.

Do kogo zatem adresowana jest ta płyta? Medal dla tego, kto mi odpowie na to pytanie. Nie widzę żadnego powodu, by sięgać po On My Way – imitację zagranicznej muzyki – skoro mogę sięgnąć po oryginały. Jestem pewny, że ci, którzy śledzą życie Mariny na Instagramie, już od dawna zasłuchują się w krążku, ale – litości – powiedzmy sobie uczciwie: jest on podobny do szamponu przeciwłupieżowego dorzucanego gratis do czterech paczek chipsów. Nawet człowiek, który mętnie orientuje się we współczesnym popie natychmiast usłyszy, że nie mamy tu do czynienia ani ze sztuką, ani nawet z solidną rzemieślniczą robotą. Omawiany dziś krążek jest maksymalnie nijaki i żadne próby jego amerykanizowania tego stanu rzeczy nie zmienią.

(5 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!