Memphis May Fire – Broken

2 komentarze
Gatunek: rock alternatywny
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. The Old Me; 2. Watch Out; 3. Sell My Soul; 4. Who I Am; 5. Heavy Is the Weight; 6. Over It; 7. Fool; 8. Mark My Words; 9. You & Me; 10. Live Another Day

 

Memphis May Fire – czy ta nazwa coś Wam mówi? No właśnie, mnie też nie, ale od czego jest niezastąpiona Wikipedia? To właśnie stamtąd dowiadujemy się, że amerykański zespół został założony trzynaście lat temu i do tej pory wydał sześć płyt. Notka głosi, że uprawiany przez niego gatunek to metalcore, ale – powiedzmy sobie szczerze – na tej samej zasadzie można by powiedzieć, że Green Day gra hardcore punk. No i jeszcze jedna wskazówka: niezawodne internetowe źródło wiedzy informuje, że Broken, najnowszy krążek grupy, jako jedyny – prócz debiutu – nie znalazł się na liście Billboard. Przypadek? Nie sądzę.

Zżymam się trochę na tę etykietkę, bo od pierwszego dźwięku wiemy, że Memphis May Fire to nie żadna wściekłość czy bunt, ale zwyczajny plastik. Niby są gdzieś tutaj potężne gitary i rozpędzona sekcja, miejscami błyśnie nawet spod spodu elektronika… Nie gorzej wypada wokal, którego kilkakrotnie nakładane partie mają nadawać mu mocy. Jednak to wszystko wzięte razem okazuje się zupełnie nieinteresujące, wtórne i oklepane. Macie ochotę na kawałek robiony pod Sleeping With Sirens? To włącznie sobie Watch Out. Dawno nie mieliście w łapkach płyty Redlight King? Chwytajcie za Heavy Is the Weight – dostaniecie to samo. Nie możecie się doczekać najnowszego wydawnictwa Papa Roach? Zachęcam puszczenie Mark My Words. Doprawdy, rzadko mi się zdarza słuchać płyty będącej wyciągiem z mocnej muzyki ostatnich lat. I żeby jeszcze był to wywar zachowujący to, co najlepsze… Niestety, tak bynajmniej nie jest.

Na czym polega główny problem Memphis May Fire? Skazany jestem na domysły, ale strzelam, że w tym wypadku zawodzi próba sprostania wszystkim gustom. Broken stanowi kompromisowe podejście do muzyki. Na krążku znajdziemy próby indukowania mocy i energii, ale złagodzone, tak, by nie odstraszyć słuchaczy, którzy mogą po niego sięgnąć przez przypadek. Mimo krzyków i ogólnie kreowanej wściekłości, poszczególne piosenki mogłyby bez problemu znaleźć się w ramówkach rockowych telewizji. I niby to samo robi chociażby AFI, ale Davey Havoc miewa miejscami pomysły na fajne melodie czy riffy. Tymczasem Memphis May Fire uskutecznia po prostu muzyczne przeciętniactwo. To prawda, nic w tej muzyce nie przeszkadza, ale jednocześnie nie daje frajdy, zaś ogólne wystudiowanie sprawia, że słuchacz raz na jakiś czas zgrzytnie sobie zębami.

Mimo tej krytyki, ocena poniżej nie jest szczególnie miażdżąca. Broken to nie jest płyta zła: dobra produkcja ratuje sprawę, zaś w ogólnym rozrachunku wydawnictwo okazuje się po prostu znośne, przeciętne czy takie sobie. (Resztę przymiotników możecie dopisać sami). Zadam jednak fundamentalne pytanie: czy w zalewie różnorodnej muzyki jest jakiś sens, by sięgać akurat po Memphis May Fire? Otóż nie, odpowiadam, nie ma. Ja posłuchałem tego krążka za Was. Wy już nie musicie.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Adam Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adam
Gość
Adam

Scenka – Wchodzisz w poniedziałek do garmażerii i pytasz czy kotlet pożarski jest świeży.
– Pewno, Panie kochany.
No, ale nie jest ani świeży ani smaczny, choć panierka wygląda nawet nieźle…