Mesajah – Ludzie prości

Gatunek: reggae
Data wydania: 2017 (reedycja)
Spis utworów: 1. Nowy dzień; 2. Ładna i cfana; 3. System; 4. Ludzie prości; 5. Każdego dnia; 6. Moc słowa; 7. Freedom Fighters; 8. Tak musi być; 9. Wojny; 10. Czeki; 11. Możesz być kim chcesz

 

Mesajah to chyba jeden z najbardziej znanych artystów reggae w naszym kraju, zaś jego pierwszy solowy album, czyli Ludzie prości, to nielichy klasyk, Nic dziwnego, że płyta ta, wydana przed niemalże dekadą, doczekała się przed paroma tygodniami reedycji w barwach Lou & Rocked Boys. Dla jednych będzie to okazja, by ją sobie przypomnieć, dla innych – w tym dla mnie – by po raz pierwszy po nią sięgnąć. Czy materiał zachował świeżość czy może, wprost przeciwnie, po dziesięciu latach nie stanowi już żadnego zaskoczenia?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Okazuje się bowiem, że Ludzie prości to modelowy przykład muzyki reggae, która budzi tak gorące reakcje jej przeciwników. Bujający rytm, jednostajne gitary i nuta elektroniki – oto cały przepis, jaki ma Mesajah na swój solowy debiut. Przy wykorzystaniu takiego instrumentarium trudno zaproponować kompozycje bardziej wyrafinowane. Mimo wszystko Manuel Rengifo Diaz sili się na choćby minimalne przełamanie zastanego klimatu. Tak jest na przykład w intensywniejszych, interesująco synkopowanych utworach w rodzaju Ładna i cfana, Moc Słowa czy Czeki. Intrygują również Wojny, które zaczynają się i kończą samplami. Jednak cała reszta albumu nie wybija się ponad przeciętność, bo i nie ma takiej możliwości. Wąsko zdefiniowane ramy gatunkowe nie dają specjalnej możliwości ruchu. Nawet zaproszeni goście niczego nie zmieniają, może za wyjątkiem języka, w jakim wykonywane są utwory (Freedom Fighters).  Stąd ktoś, kto nie jest fanatykiem reggae albo nie zapewnił sobie odpowiedniego set & setting stwierdzi, że Ludzie prości to płyta jednowymiarowa.

Całe szczęście nawet jeżeli powyższy zarzut jest zasadny, to nie odbiera to omawianemu dziś krążkowi wszystkich atutów. Można do nich zaliczyć przede wszystkim dość subtelny i ulotny, ale jednak sugestywny klimat. Reggae to muzyka słońca, które – choć rzadsze w Polsce niż na Jamajce – też potrafi się udzielić słuchaczowi. Zadanie to ułatwia bardzo dobra produkcja, która jest nie tylko klarowna, ale dopieszcza muzykę chórkami, pogłosami i niebanalnie rozmieszczonymi partiami gitary. Nie sprawia to oczywiście, że piosenki stają się przez to znacznie lepsze, ale to właśnie dzięki tym zaletom Ludzie prości płyną i dają pewną przyjemność.

Mimo tego trzeba uczciwie powiedzieć, że omawiane dziś wydawnictwo przeznaczone jest raczej wyłącznie dla fanów reggae. O ile monotonia muzyki jeszcze w pełni tego nie dowodzi, o tyle dobitnie świadczy o tym warstwa liryczna. Mesajah wali po systemie – o, pardon, Babilonie – w sposób mało elegancki, a przede wszystkim mało przekonujący. Każdy zapewne zgodzi się, że na świecie przydałby się pokój, ale nawet tysięczna piosenka na ten temat nie sprawi, że wojny znikną z powierzchni ziemi. Odnoszę się akurat do tego faktu, bo w zderzeniu z realnym dramatem konfliktu zbrojnego czysto deklaratywny pacyfizm okazuje się po prostu drażniący (Wojny). Podobny zarzut można jednak postawić innym utworom, bo Mesajah lubi moralizować, nawet jeżeli nie robi tego w sposób natarczywy. Ten zatem, kto chciałby posłuchać Ludzi prostych dla niebanalnych treści, powinien mieć na uwadze, że nie ma czego tutaj szukać.

Jak ocenić tego rodzaju płytę? Wydaje mi się, że dość prosto. Lubisz reggae – sięgaj po Ludzi prostych w ciemno. Nie lubisz reagge – również sięgnij po tę płytę; dostarczy ona kolejnych argumentów przeciwko temu gatunkowi. Nie masz zadania – możesz posłuchać sobie dwóch albo trzech pierwszych piosenek. Albo dasz się ponieść, albo wyłączysz krążek i nigdy do niego nie wrócisz. Ostatecznie Mesajah nie zniechęca, ale nie daje też żadnych argumentów, dowodzących, że bez znajomości jego solowego debiutu cokolwiek tracimy.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!