Michał Szpak – Dreamer

11 komentarzy
Gatunek: pop
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Dreamer (Thanks to You My Friends); 2. King of the Season; 3. Blue Moon; 4. Don’t Poison Your Heart; 5. Rainbow; 6. Sweet Cherry; 7. Let Me Dream; 8. Stronger; 9. Way To The Stars; 10. Dreamer (Thanks To You My Friends) – Special Version; 11. Blue Moon – House Version; 12. Together – Instrumental Version

 

Ani się obejrzeliśmy, a Michał Szpak jest już z nami siedem lat – tyle bowiem minęło od czasu, kiedy zajął drugie miejsce w programie X Factor. I choć jego losy bywały przeróżne, zaś kariera miała tendencję do wzlotów i upadków, to jedno nie ulega wątpliwości: wokalista z Jasła stał się muzykiem w pełni samodzielnym, dojrzałym, a przede wszystkim posiadającym swój własny styl. Nie wierzycie? Powiedziałbym „trudno”, ale jest na to rada: sięgnijcie po Dreamer. Sesja z tym krążkiem powinna przekonać bodaj każdego.

Sceptyczna postawa wobec młodego wokalisty opuściła mnie już przy okazji recenzowania Byle być sobą. Album ten, mimo że miał ewidentne wady, wyraźnie wskazywał, że Szpak idzie własną drogą, czego nie można powiedzieć o dużej części rodzimych wykonawców pop. Na omawianym dziś wydawnictwie wokalista dalej eksploruje te same obszary, stanowiące wywar z MTV lat 90. Kto zatem ma ochotę na inteligentne melodie rodem z twórczości Backstreet Boys, ten po Dreamer może sięgać z zamkniętymi oczami. Na przeniesienie się w czasie nie będzie musiał zresztą długo czekać, bo już otwierający krążek utwór tytułowy stanowi nawiązanie do muzyki popularnej sprzed dwóch dekad. Im dalej, tym tego typu reminiscencji i inspiracji jest więcej; za najjaśniejszy przykład może posłużyć refren Don’t Poison Your Heart. Apogeum zaś tej swoistej lekcji historii następuje w Stronger, gdzie Szpak bezkompromisowo sięga po patenty zarezerwowane dla new wave z lat 80. (w tym rzecz jasna syntezator) i dorzuca do tego snujący się gdzieś w tle saksofon. Efekt? Co najmniej bardzo dobry.

Kto jednak uznałby, że najnowszy album wokalisty z Jasła trąca tylko zakurzoną szafą, ten byłby w nielichym błędzie. Obok wspomnianych utworów pojawiają się bowiem takie perełki jak King of the Season, które brzmi jak bardzo dobra piosenka Arctic Monkeys. Nie brakuje również kompozycji nieco bardziej balladowych, ozdobionych fortepianem (Rainbow) czy partią skrzypiec (Way to the Stars). Nietrudno na podstawie tych wszystkich stwierdzeń wysnuć wniosek, iż Dreamer okazuje się wyjątkowo różnorodny. I tak jest w istocie, bo poszczególne piosenki jawią się zupełnie innymi odcieniami. Tym zaś, co je spaja, jest wokal Szpaka, który trudno byłoby pomylić z jakimkolwiek innym.

Skoro już jesteśmy przy komplementach. Na ogromne brawa zasługują dwie rzeczy. Uwagę zwraca z pewnością warsztat instrumentalistów; gitarowa solówka King of the Season spokojnie trafia na listę najlepszych muzycznych momentów, na jakie natrafiłem w tym roku. Druga rzecz to bezbłędna produkcja, która sprawia, że Michał Szpak brzmi po prostu światowo. I nie chodzi tu tylko o to, że wszystkie piosenki zaśpiewane są po angielsku (co akurat wychodzi im na dobre), lecz o to, jak brzmią. Pod tym względem jest to absolutna polska ekstraklasa, która jest w stanie równać się z największymi. Aby ten fakt podkreślić, powiem krótko: tak dobrze wyprodukowanej polskiej płyty pop nie słyszałem chyba nigdy w życiu.

Było słodko, to teraz przyda się parę kamyczków do ogródka, choć – przyznaję – nie będą one zbyt duże. Mimo że Szpak miewa fenomenalne pomysły na linie wokalu, to jednak niekiedy zdarza mu się przegiąć z nacechowaniem emocjami. Tak jest na przykład w Let Me Dream, gdzie jazzujący nastrój próbuje oddać amerykańskie szlagiery lat 50. Niestety, Szpak nie jest Frankiem Sinatrą, przez co w roli amanta z zadymionego baru nie wypada zbyt wiarygodnie. Wokaliście zdarza się również nieco zamulać, co w przypadku płyty składającej się z dziewięciu oryginalnych piosenek (pozostałe trzy to remiksy) stanowi mimo wszystko dość poważny zarzut. Dlatego pierwsza połowa wypada naprawdę kapitalnie, natomiast druga wyraźnie już traci. Nie oznacza to, że znajdziemy tu jakiekolwiek piosenki jednoznacznie złe – to nieprawda. Różnica w jakości jest jednak widoczna.

Michał Szpak gra pop i praktycznie cały czas puszcza oko w stronę rozgłośni radiowych. Czy to źle? Oczywiście, że nie, bo jego muzyka – choć przyjemna i łatwa w słuchaniu – ma zarazem tę warstwę, która pozwala zostać z nią na dłużej. I choć Dreamer daje mimo wszystko wrażenie, że oto ulegliśmy guilty pleasure, to nie ulega wątpliwości, iż pleasure jest w tym więcej niż guilt. Nie da się bowiem inaczej ocenić płyty, która jest genialnie wyprodukowana, świetnie zagrana i zaśpiewana, a do tego naprawdę przemyślana. Michał Szpak może zatem przywdziać sobie koronę polskiego króla muzyki pop. Co jak co, ale nie wątpię, że mu się należy.

 

(7 / 10)

  • 460
  •  
  •  
  •  

11
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Adamewajansandraelza Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edd
Gość
Edd

Z wieloma stwierdzeniami się zgadzam, ale Backstreet Boys? Really? xD Zdecydowanie wolę skojarzenia z Arctic Monkeys. Dałabym też co najmniej gwiazdkę wyżej, zwłaszcza że poprzedni album został oceniony przez autora na 6. Ten oceniam na lepszy o minimum 2 gwiazdki, nie jedną.
A „Let me dream” to póki co mój ulubiony numer z płyty. 🙂

Słuchaczka
Gość
Słuchaczka

Zgadzam się z recenzją w zdecydowanej większości. Mi akurat Let Me Dream podoba się bardzo, wokal Michała w tym utworze również mnie uwiódł. Widocznie kwestia gustu 🙂 w moim odczuciu 7/10 to za niska ocena dla Dreamera, ja oceniłabym album na 9 gwiazdek, odejmując jedną za brak ukłonu w stronę polskiej publiczności, czyli brak choć jednego utworu w języku polskim. Pozdrawiam.

Ana
Gość
Ana

To prawda, album jest świetnyy. Mam ulubione utwory: Stronger, Blue Moon, King of the Seson, Rainbow czy Don’t Poison Your Heart, jednak lubię słuchać tej płyty od pierwszego do ostatniego utworu. Piosenki są różnorodne, a mimo wszystko tworzą pewną całość. Jednak nigdy nie porównałabym tego albumu do twórczości Backstreet Boys. Michał to zupełnie inna klasa. Extra Klasa.

lna
Gość
lna

Od pierwszej chwili odsłuchania płyty jestem oczarowana piosenką ,, Let Me Dream” A niby dlaczego Michał Szpak ma być Frankiem Sinatrą? Zawsze jest sobą !!!

Marcisz
Gość
Marcisz

Panie recenzencie chyba z końcową oceną to żeś się Pan pomylił, ale pozwolę sobie w Pana imieniu poprawić. 10/10

Viviana
Gość
Viviana

Płyta 10/10 Let me dream, rewelacyjne. Michał nigdy nikogo nie naśladuje jest sobą. Dopóki nie usłyszałam płyty, Rainbow uważałam za najpiękniejszą, ale teraz słucham kilkanaście razy dziennie, Let me dream, genialnie wykonanie, ma taki klimat, że tylko zamknąć oczy i słuchać

elza
Gość
elza

Najbardziej mnie urzekła właśnie Led Me Dream, i nie słyszę tam Sinatry tylko Michała , który jest w stanie zaśpiewać wszystko i co mu się zamarzy, jak się chce i zna się na muzyce profesjonalnie to zawsze mozna znależć jakiś mankament, ale ocena 7/10 , to lekka przesada w ostrożności mój drogi Muzyczny Horyzoncie, minimum 9/10, ale i tak w ostateczności album ocenią fani …i czas

sandra
Gość

Uwielbiam jego twórczość,.lubię takie wrażliwe osoby jak on

jan
Gość
jan

Zalaczam podobne przemyslenia…Plyta WYBITNA !

ewa
Gość
ewa

Wspaniała płyta. Jestem zauroczona.

Adam
Gość
Adam

Nawet niezłe – nie spodziewałem się, że p. Michał przejdzie ewolucję ze zniewiaściołego odgarniacza włosów i coverowego mistrze Niemena do Artysty z własnym stylem. Muzycznie nie moja bajka – ale przyjemnie widzieć progres 😉