Nickelback – Feed the Machine

Gatunek: hard rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Feed the Machine; 2. Coin for the Ferryman; 3. Song on Fire; 4. Must Be Nice; 5. After the Rain; 6. For the River; 7. Home; 8. The Betrayal (Act III); 9. Silent Majority; 10. Every Time We’re Together; 11. The Betrayal (Act I)

 

Rozpisywanie się o tym, jaki to Nickelback jest nielubiany to trochę jak wyzywanie na popularnego kolegę z klasy, który ma bogatych rodziców i może przebierać w dziewczynach. Chad Kroeger i koledzy mają taką kupę pieniędzy zarobionych na muzyce, że łzy z powodu internetowego hejtu mogą ocierać studolarowymi banknotami. Nic zatem dziwnego, że nie przejmują się oni głosami z zewnątrz i konsekwentnie robią swoje. Najlepszym na to dowodem jest Feed the Machine: dziewiąty krążek, na którym ponownie nie stwierdzam żadnych, najmniejszych nawet zmian w stosunku do poprzednich osiągnięć.

Podobnie zatem jak w przypadku Here and Now oraz No Fixed Adress, Kanadyjczycy próbują nawiązywać do wzorców hard rocka. I trzeba przyznać, że w tym celu rozmieszczają wszystkie elementy we właściwych miejscach. Nie brakuje tu zarówno twardych gitar, wygrywających mocarne riffy, potężnej perkusji, a wreszcie charakterystycznego wokalu, którego – co ważne – nie wysunięto zanadto do przodu, lecz pozwolono mu wpasować się w instrumenty. Sporo w tym wszystkim skoczności, trochę funkowania i zabawy punktowanymi frazami (Must Be Nice). W rezultacie Feed the Machine nabiera fajnego rozpędu, zaś same aranżacje bywają na przemian radosne i niepokojące (The Betrayal (Act III)). Nie mogło rzecz jasna zabraknąć również ballad, przy czym tym razem są one zdecydowanie bardziej rockowe, a zarazem znacznie mniej przystępne. Stąd, choć pobrzmiewa w nich próba powrotu do najwybitniejszych osiągnięć grupy, nie brzmią one pretensjonalnie, lecz co najwyżej odrobinę niewyraźnie (Home).

Problem rozpoczyna się wtedy, kiedy próbujemy przenieść się z analizy składowych utworów na poziom całościowo rozumianych kompozycji. Szybko okazuje się bowiem, że Feed the Machine cierpi na jedną poważną przypadłość: brak dobrych piosenek. Nawet jeżeli utwór zaczyna się ciekawym riffem, to niemal natychmiast podąża za nim sztampowy do bólu dawno wyrwanych zębów mądrości refren (Coin for the Ferryman). Niestety, tak jest praktycznie w każdym przypadku, co spowodowane jest zapewne koniecznością nagięcia się do typowego dla utworów radio-friendly wzoru. W rezultacie poza dosłownie kilkusekundowymi momentami (jak harmonie wokalne w końcówce After the Rain) mamy do czynienia z prawdziwą sztampą oraz zwyczajną nudą. Sprawę pogarsza również produkcja: niby ma ona eksponować instrumenty, ale zarazem nie daje wrażenia mocy. Doprawdy: słuchając tych wszystkich gitarowych solówek odnieść można wrażenie, iż jest to swoisty pastisz hard rocka (For the River). I pewnie gdybym pisał tę recenzję w połowie lat 80., zaś Kroeger i koledzy biegaliby po scenie z fryzurami na pudla, ubrani w obcisłe skórzane wdzianka, szczerze bym się nimi zachwycał. Jako że jednak od tamtych czasów minęły już trzy dekady, muszę Feed the Machine bezpardonowo skrytykować i nazwać nieudaną próbą żerowania na sentymentach. Nie zdziwię się jednak, jeżeli ktoś stwierdzi, że tego typu stylistyka do niego przemawia. Wszak ostatnimi czasy po gitarę chwyta wielu niegdysiejszych tuzów hard rocka (weźmy za przykład Sixx A.M.), którzy próbują dowodzić, że w ich wypadku rock to eliksir wiecznej młodości. Czy można na poważnie potraktować te próby odświeżenia zatęchłej formuły buntowniczego grania? Niby nie, ale jeżeli jest wśród Was ktoś, kogo taka stylistyka nie uwiera, ten może sobie Feed the Machine słuchać bez drwiącego uśmieszku na twarzy.

Konstatacja taka nie jest jednak w stanie zmienić faktu, iż najnowszy krążek Nickelback to produkt przeznaczony raczej do jednorazowej eksploracji. Zapewne te dwa czy trzy single pobłąkają się po antenach rozgłośni radiowych, a potem popadną w zapomnienie. Kanadyjczycy coraz bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że najlepszą taktyką jest brak zmian, odcinanie kuponów i czerpanie niemałych tantiem z odtworzeń Someday. Nie dziwi zatem, że oceniane w tym świetle Feed the Machine praktycznie niczym się nie broni, a już tym bardziej nie wyróżnia.

 

(5 / 10)

Save

Save

Zobacz również

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!