Ozzy Osbourne – Bark at the Moon

Gatunek: hard rock, heavy metal
Data wydania: 1983
Spis utworów: 1. Bark at the Moon; 2. You’re No Different; 3. Now You See It (Now You Don’t); 4. Rock ‚n’ Roll Rebel; 5. Centre of Eternity; 6. So Tired; 7. Slow Down; 8. Waiting for Darkness

 

Black Sabbath najwyraźniej musiało zacząć męczyć Ozzy’ego Osbourne’a, skoro ten w latach 80. skoncentrował się na działalności solowej. I choć siłą rzeczy nawiązywał w niej do osiągnięć rodzimej formacji, potrafił również niekiedy mocno zaskoczyć stosunkowo świeżym podejściem do tematu. Trzecia w solowym dorobku kultowego wokalisty płyta, Bark at the Moon, jest właśnie jedną z takich perełek, które mogą być dla słuchacza niezłą niespodzianką.

Na początku warto powiedzieć, co różni tę płytę od dokonań Black Sabbath. Przede wszystkim jest to, jak się zdaje, przystępność. Mimo wszystko zespół pod wodzą Osbourne’a grał podówczas muzykę, która trafiała do dość ściśle określonej grupy docelowej. Na Bark at the Moon artysta stara się mimo wszystko zjednać sobie nowych fanów. Po pierwsze, piosenki są odpowiednio krótsze – nie znajdzie się tu kilkunastominutowych, najeżonych gitarowymi solówkami, monumentalnych kompozycji. Najdłuższy z utworów trwa tu pięć i pół minuty, choć, z drugiej strony, trudno znaleźć tu również kawałki krótsze niż cztery minuty. Po drugie, wyraźnie widać, że Osbourne postawił tym razem na melodię. Hard rockowy utwór tytułowy to chyba jedno z jego najbardziej rozpoznawalnych osiągnięć. Podobny charakter ma Rock’n’Roll Rebel. Paradoksalnie jednak o wiele bardziej rock and rollowy, dość lekki i mknący, okazuje się Centre of Eternity, który zarówno tempem, jak i melodyką przypomina nieco Motorhead. Na płycie znalazły się również dwie ballady. Fani Black Sabbath będą zapewne psioczyć na takie So Tired, zwłaszcza, że pojawia się tam fortepian i skrzypce. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo urocza piosenka, od której po kilku przesłuchaniach trudno się opędzić.

Co zatem pozostało z Black Sabbath? Cóż, niewiele, o ile nie liczyć oczywistego brzmienia wokalu. Być może jakieś nawiązania można odnaleźć w nieco specyficznej melodyce i nietypowej rytmice Waiting for Darkness. Czyli co? Fani cięższych brzmień powinni się czuć zawiedzeni… Tyle, że nie mają ku temu powodów. Bo Bark at the Moon to płyta po prostu rewelacyjna.

Być może macie już dość czytania wciąż tego samego, ale tym razem jest to szczera prawda – omawiany krążek po prostu powala atmosferą. Klimat, głos Osbourne’a zatopiony w lekkim pogłosie, efekty gitarowe – to wszystko cofa nas o trzydzieści lat i wrzuca w sam środek złotego wieku heavy metalu. Nie da się słuchać tej płyty i nie poczuć ciarek na plecach. Wszystko brzmi tak bardzo sugestywnie, że nie sposób oderwać się od tej płyty. To zaś powoduje, że poszczególne kompozycje nabierają dodatkowych zalet. Na Bark at the Moon moim zdecydowanym faworytem jest You’re No Different. Owszem, to ballada, ale zrobiona z takim wyczuciem, że wystarczy zamknąć oczy, by dać się porwać tkwiącemu w niej delikatnemu sentymentowi. Głos Osbourne’a nie pozwala piosence stoczyć się w rejony smutów, zaś umieszczony w środku, podniosły bridge z podbitą klawiszami frazą na długi czas zapada w pamięć. Być może piosenka ta przekonuje mnie do siebie również dlatego, że miejscami podpada ona nawet pod mroczną melodykę Day of the Lords Joy Division. Zresztą inne kompozycje również trzymają równy, wysoki poziom i są praktycznie pozbawione wad. Płyta okazuje się bardzo różnorodna i nie nudzi słuchacza, a wspomniany wyżej, bardzo sugestywny klimat sprawia, że chętnie się do niej wraca. Świetne riffy nadają przystępności i lekkości, więc nawet ktoś, kto dotąd nie rozsmakował się w cięższej muzyce, nie powinien czuć się zanadto zagubiony.

W podsumowaniu mam jak zwykle pewien problem. Czy płytę tę doceni zapalony fan Black Sabbath? Cóż, wydaje mi się, że zależy to od wrażliwości każdego ze słuchaczy. We mnie Bark at the Moon trąca jakąś specyficzną strunę, dlatego nie obawiam się ocenić jej jednoznacznie dobrze. Jeżeli jednak ktoś z Was stwierdzi po przesłuchaniu, że nie miałem racji, proszę nie mieć do mnie żalu. To trochę schizofreniczna płyta (może się nie podobać, chociaż się podoba), ale w tym szaleństwie, objawiającym się szczekaniem na księżyc, jest jakaś metoda.

 

8 Stars (8 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!