Papa Roach – Getting Away with Murder

Gatunek: rock alternatywny
Data wydania: 2004
Spis utworów: 1. Blood (Empty Promises); 2. Not Listening; 3. Stop Looking Start Seeing; 4. Take Me; 5. Getting Away with Murder; 6. Be Free; 7. Done with You; 8. Scars; 9. Sometimes; 10. Blanket of Fear; 11. Tyranny of Normality; 12. Do or Die

 

W latach 90. rap, muzyka undergroundowa i mocno związana z określonymi środowiskami, przedostał się do mainstreamu, w którym niepodzielnie panował naówczas rock. Kwestią czasu pozostawało, kiedy oba te gatunki skrzyżują się, dając początek temu, co nazywa się dziś nu metalem. Do nurtu tego należeli przede wszystkim Deftones, Korn, Limp Bizkit oraz – oczywiście – Papa Roach. Czas jednak nieubłaganie płynął, rap stał się passe, wypadało zatem zmienić stylistykę. Tak stało się z prawie wszystkimi wspomnianymi wyżej kapelami Limp Bizkit zmiękł, Korn przeszedł do dubstepu, a Papa Roach zaatakował tereny zajmowane dotychczas przez post-hardcore’owców. Pierwszym zwiastunem tej zmiany stylistycznej jest właśnie Getting Away with Murder.

Jeżeli ktoś z Was kojarzy Papa Roach z Last Resort czy Blood Brothers, to przy przesłuchaniu Getting Away with Murder przeżyje szok. Otóż na płycie tej Jacoby Shaddix ani przez chwilę nie rapuje. Nawet przez sekundę. Zamiast tego używa swojego głosu do wyśpiewywania nośnych, miłych dla ucha fraz, które jak ulał pasują do mocnego, typowo metalowego riffu gitary oraz połamanego, ale nie zanadto skomplikowanego rytmu perkusji. Większość piosenek, składający się na Getting Away with Murder wpisuje się przeto w schemat typowo rockowego łupania, jakie w owym czasie oferował chociażby Linkin Park.

Fani zespołu mogliby jednak stwierdzić, że nieco upraszczam sprawę, bo Papa Roach naprawdę próbuje brzmieć na tej płycie różnorodnie. Zgadza się. Obok typowego, mimo wszystko dość bujającego post hardcore’u (Not Listening), zespół potrafi uderzyć czasem w hard rock (Be Free, Blanket of Fear). Znajdzie się tu też oczywiście miejsce na numery bardziej popowe, które na pewien czas zawojowały radio (Scars). Całe szczęście obyło się jednak bez jednoznacznej sprzedaży ideałów. Jeżeli zatem Papa Roach odeszli od ortodoksyjnego łupania, to nie po to, żeby przypodobać się komercyjnym rozgłośniom.

Cóż jednak z tego, że jest różnorodnie i mocno, skoro płycie zupełnie brakuje charakteru? Shaddix śpiewa, ale jego głos nie powala oryginalnością; na dodatek produkcja zepchnęła go dość mocno do tyłu, przez co cały czas wydaje się dziwnie zduszony. Gitary grają, ale rozpoznawalnych motywów nie ma tu za grosz. Ciarki wyjdą jedynie na kilka sekund w paru miejscach, na przykład wraz z chwilą pojawienia się rzężącej gitary prowadzącej w utworze tytułowym. Jako całość jednak Getting Away with Murder zostawia słuchacza z uczuciem dużego niedosytu, bo nie dostaliśmy nic, czego nie słyszelibyśmy wcześniej. Brakło duszy, iskry, natchnienia – jakkolwiek tego nie nazwać. Płyta nie zachęca do kolejnych eksploracji, stąd trudno ją polecić.

Papa Roach zaliczył tym krążkiem tzw. średnią krajową. Niestety, jak na moje standardy to nieco za mało. Mimo wszystko przyznaję, że oferowana tu muzyka podoba mi się bardziej niż bliźniacze pod wieloma względami Paramore. Jest przede wszystkim prościej – bez łamańców, piania i transakcentacji. Jako się rzekło: to jednak za mało, by do Getting Away with Murder wracać z przekonaniem, a tym bardziej przyjemnością. Możesz sobie tę płytę, drogi Czytelniku, puścić w leniwe popołudnie, ale nie licz na wiele, bo wiele nie dostaniesz.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  
Sekcja komentarzy jest zamknięta.