Phil Campbell and the Bastard Sons – The Age of Absurdity

Gatunek: rock
Data wydania: 2018
Spis utworów: 1. Ringleader; 2. Freak Show; 3. Skin and Bones; 4. Gypsy Kiss; 5. Welcome to Hell; 6. Dark Days; 7. Dropping the Needle; 8. Step Into the Fire; 9. Get On Your Knees; 10. High Rule; 11. Into the Dark

 

Na płyty takie jak The Age of Absurdity zawsze czeka się pewną niecierpliwością. Dlaczego? Bo wydaje się, że nic nie może tu pójść nie tak. Mamy w składzie jednego doświadczonego muzyka, który przez kilkanaście lat grał w Motorhead, mamy również paru młodzianów, którzy zapewniają odpowiednią świeżość brzmienia. Na dodatek jak najbardziej adekwatne wydaje się stwierdzenie, że wszystko zostało w rodzinie. To co? Można odtrąbić sukces? Nie do końca.

Nikt chyba nie spodziewał się, że Phil Campbell nagle zmieni stylistykę. Wszelkie przypuszczenia w tej materii potwierdzała wydana przez paroma miesiącami płyta EP. Kto zatem miał jakiekolwiek wątpliwości i sądził, że muzyk być może odejdzie od stricte rock’n’rollowych brzmień, ten mógł szybko przekonać się, iż nie miał racji. Ja jednak wciąż nie czułem się przekonany. No bo ile lat można grać to samo? Wiadomo, że jeśli chodzi o Motorhead nagrywanie jednej i tej samej płyty od dwudziestu lat miało swój urok. Ale w przypadku omawianego dziś składu należy najpierw przekonać do siebie fanów.

Sęk w tym, że za bardzo nie ma czym ich przekonywać. Wiadomo, że The Age of Absurdity od samego początku brzmi jak wyciąg z rocka, inspirowanego mocniejszym, metalowym brzmieniem. Jeszcze pierwszy utwór, a jest nim szybkie Ringleader, trochę intryguje, bo charakterystyczne dla Campbella brzmienie gitary zderzono z wokalem, który jako żywo kojarzy się ze współczesnymi odmianami post hardcore’u. Niestety, każda kolejna piosenka dowodzi, że Phil Campbell and the Bastard Sons to skład tak typowy jak tylko się da. Przewidywalne riffy, przewidywalne solówki, przewidywalne linie wokalu… A to wszystko przy dramatycznym braku własnego stylu. Cóż z tego, że co jakiś czas pojawia się harmonijka (Dark Days) czy punkowe niemalże tempo (Dropping the Needle), skoro żaden z tych zabiegów nie jest w stanie nadać charakteru kompozycjom? Najgorzej zaś wydawnictwo wypada tam, gdzie wszystko staje się średnie – tempo, dynamika czy moc. Takie miejsca ma się ochotę jak najszybciej przeskoczyć, bo od pierwszego dźwięku wiadomo, jaka to będzie piosenka.

Ktoś powie, że w takim prostym, bezkompromisowym graniu zaklęta jest cała magia rocka. Być może, ale należy pamiętać, że mamy rok 2018, a nie przełom lat 60. i 70. Dziś o klasie kapeli nie świadczy to, czy umie łoić tak, że zapali się wzmacniacz, ale czy potrafi twórczo podejść do tradycji i przekształcić ją na swoją modłę. Z przykrością stwierdzam, że na The Age of Absurdity ta sztuka się nie udała. Panowie wyszli najwyraźniej z założenia, że klasyka broni się najlepiej. Najjaskrawszym tego dowodem jest bodaj Into the Dark – ozdobione subtelnymi organami Hammonda brzmi niczym niezły kawałek Judas Priest. O ile jednak Rob Halford i koledzy przez lata ewoluowali ze swoim brzmieniem, muzycy Phil Campbell and the Bastard Sons zdają się sądzić, iż nostalgia wystarczy, by ich płytę oceniono dobrze.

Otóż nie, nie wystarczy. Jak wiecie, nie lubię tego rodzaju powrotów do przeszłości, bo nikt jeszcze nie odpowiedział na moje pytanie: po co słuchać imitacji, skoro można sięgnąć po oryginał? Ostatecznie The Age of Absurdity stanowi kolejny argument za tym, że nawet utytułowani muzycy, którzy starają się powrócić do źródeł, tracą gdzieś po drodze kontakt ze współczesnym słuchaczem, który to wszystko już słyszał. Jeżeli są jednak wśród Was ci, którym nie przeszkadza uczucie ciągłego muzycznego déjà vu – proszę bardzo, możecie sięgnąć po tę płytę, ale nie sądzę, by została z Wami na dłużej.

 

(6 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!