Popaprańcy – Popaprańcy

Gatunek: punk rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Krytyka; 2. Wyścig; 3. Mijają lata; 4. Kłamca; 5. Poniedziałki; 6. Wojna; 7. Nie ma twardzieli; 8. Zakazy; 9. Hajs; 10. Wkurwienie; 11. Jedenaste przykazanie; 12. No More Italiano

 

Kto by się spodziewał, że będę recenzował jedno z najosobliwszych zjawisk polskiej sceny muzycznej, czyli twórczość Pawła Mikołajuwa, znanego szerzej jako Popek. Piszę w tym miejscu o zjawisku, bo choć twórczość Gangu Albanii znam, to trudno oceniać mi jej wartość artystyczną; bardziej pożyteczne byłyby opracowania z zakresu socjologii odpowiadające na pytanie, co spowodowało, że Królowie życia osiągnęli status diamentowej płyty. Przyznaję: taka imitacja bandytki i patologii jest czasem potrzebna – ale bez przesady. Jako że jednak drogi Popka i Boriksona oraz Alibaby się rozeszły, ten pierwszy zaangażował się w nowy projekt, całkowicie odmienny stylistycznie od wulgarnego rapowania na tle biednych bitów.

Co zatem proponuje Popek w nowej odsłonie? Coś, czego nikt nigdy by się nie spodziewał: autentyczny (w zamierzeniu) punk rock. I cóż – muszę przyznać, że instrumentalnie Popaprańcy wypadają nie tylko nieźle, ale i przekonująco. Ostre gitary, rozpędzone bębny, czasami trafi się nawet jakaś solówka (Wyścig) – wszystko jest na swoim miejscu. Utwory oscylują od szybkostrzelnych, typowo punkowych killerów (Wkurwienie) po piosenki podchodzące pod osiągnięcia Ramones (Poniedziałki). Niektóre z nich są naprawdę nieźle zaaranżowane i bardzo przyjemnie pędzą, podbijane dodatkowo fajnymi partiami gitary prowadzącej (Kłamca). Aranżacyjnie dzieje się tu zresztą dużo: zmieniają się tempa, tłumione struny przechodzą we wściekłe riffy, bas lubi sobie czasem zaakcentować tę czy inną nutkę. Gdybyśmy zostawili instrumenty, to miałbym problem, by odróżnić krążek od – na przykład – twórczości Karceru.

Niestety, całość tego wydawnictwa całkowicie rujnuje wokalista, czyli Popek. Przez kilka pierwszych chwil trudno wręcz uwierzyć w to, co się na tej płycie wyprawia. Jeszcze nigdy nie słyszałem wydawnictwa, na którym dwie linie wokalu, zamiast wzajemnie się nakładać, byłyby nagrane tak nierówno, że nie sposób zrozumieć słów tekstu (Wyścig). I choć w kolejnych piosenkach sytuacja nieco się poprawia, to słuchacza nachodzi refleksja, że lepiej chyba byłoby, gdyby nie było wiadomo, o czym Popaprańcy śpiewają. Warstwa tekstowa to bowiem zupełny rynsztok i kloaka. I nie chodzi mi tylko o bluzgi, których jest tu mnóstwo, dokładnie zaś osiemdziesiąt osiem (zadałem sobie ten trud i z książeczką w łapie policzyłem). Dużo gorszy jest fakt, że warstwa – Boże, wybacz – liryczna to kopiuj-wklej z tego, co możemy usłyszeć w Gangu Albanii. Nolens volens mamy więc do czynienia z raportem z życia przeciętnej polskiej patologii, zdominowany wyzwiskami, groźbami i pogardą do wszystkiego dookoła. Na tym tle próba wstrzelenia się w stylistykę punk rockową – protest songi, a wręcz piosenki patriotyczne (Wojna) – brzmią jak ponury żart. Jak zresztą inaczej potraktować słowa w rodzaju „Jeszcze Polska nie zginęła póki kurwa my żyjemy”?

Najgorsze jest zaś to, że debiut Popaprańców to mogłaby być naprawdę dobra płyta! Kiedy słyszymy, z jaką wściekłością Chuchla wypluwa poszczególne słowa w Zakazach, aż chce się, żeby zabrał mikrofon Popkowi i dograł resztę wokali samodzielnie. Niestety, tak się nie dzieje – a szkoda, bo niegdysiejszy członek Gangu Albanii nie ma nawet jednej setnej tej charyzmy, zaś jego wokale sprowadzają się do jednowymiarowych, całkowicie płaskich, pozbawionych energii fraz. Na pocieszenie dodam, że w dwóch albo trzech miejscach brzmi on akceptowalnie – tak jest na przykład w refrenie Hajsu, gdzie pojawiają się nawet zalążki harmonii wokalnych. Dla kontrastu dostajemy jednak No More Italiano – jeden długi fałsz, który wywołuje opad szczęki: ze zdziwienia, że ktoś tego posłuchał i zdecydował się wypuścić.

Naprawdę chciałbym napisać coś dobrego o debiucie Popaprańców – a mogę powiedzieć tylko tyle, że płyta broni się instrumentalnie i w tej warstwie wypada naprawdę zawodowo. Niestety, wokale Popka nadają całości brzmienia na wskroś amatorskiego, przez co wydawnictwo w obecnej formie nigdy nie powinno opuścić studia nagrań. Jedno jest pewne – Popek lubi bawić się muzyką. Niestety, twórczością Popaprańców będzie się bawił wyłącznie on sam, bo każdy normalny człowiek ma odruch, by omijać tę płytę szerokim łukiem.

 

(3 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!