Quicksand – Interiors

Gatunek: grunge
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Illuminant; 2. Under the Screw; 3. Warm and Low; 4. >; 5. Cosmonauts; 6. Interiors; 7. Hyperion; 8. Fire This Time; 9. Feels Like a Weight Has Been Lifted; 10. >>; 11. Sick Mind; 12. Normal Love

 

Czy jest jeszcze jakiś zespół, który w roku 2018 gra klasyczny grunge? Zapewne tak, lecz od czasu, kiedy gatunek ten wyleciał z głównego nurtu, minęło już jakieś dwadzieścia lat. I być może Interiors – najnowszy krążek Quicksand – nie przywróci go do łask, ale fakt, że ukazał się on w dużej, choć podobno niezależnej wytwórni, może być objawem, że gdzieś taka muzyka jest jeszcze potrzebna. Na ten album z pewnością czekałem ja: szczerego muzycznego brudu ostatnio zbyt wiele nie słyszałem; nie liczę tutaj tych wszystkich nieudolnych podróbek opartych wyłącznie na skrzeczącym wzmacniaczu. Czy jednak omawiany dziś krążek godny jest polecenia?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy podkreślić, że ostatnie studyjne wydawnictwo Quicksand, czyli Manic Compression, ukazało się w roku 1995, a więc przeszło dwadzieścia lat temu. Dlaczego jest to istotne? Bowiem kapela gra tak, jak gdyby od tamtego czasu zupełnie nic się nie zmieniło. Otwierające płytę Illuminant znamionuje ciężki riff gitary, synkopowany rytm, a do tego obłożony bardzo ładnym, dusznym pogłosem wokal. Późniejsze piosenki nie są już może tak klaustrofobiczne, ale gitary nadal się sprzęgają, bas dudni, a bębny wyciosują każdą frazę z tą samą, niesłabnącą energią. Jednocześnie sporo dzieje się w samych aranżacjach: raz piosenka zacznie się linią basu i perkusji (Warm and Low), innym razem pojawi się harfa i klarnet, po których wchodzi bardzo fajny rytm (Feels Like a Weight Has Been Lifted). Oczywiście całość obywa się bez stylistycznych wolt – album jest dość jednorodny, zaś wykreowany przez niego klimat konsekwentnie odsyła nas w lata 90. W osiągnięciu takiego efektu zdecydowanie pomaga produkcja, o której z pewnością nie da się powiedzieć, by była sterylna.

Co ciekawe, Interiors brzmi wyjątkowo ciężko, zwłaszcza w stosunku do płyt Rival Schools, z którym Quicksand łączy osoba wokalisty. Nie jest to rzecz jasna żadna surowizna czy rzecz nieprzystępna, ale właściwie nie da się tutaj znaleźć bardziej melodyjnych piosenek. Jedynym wyjątkiem jest przestrzenny refren Cosmonauts, nota bene chyba najlepszy na całej płycie. Jest to zarazem przyczyna największego mankamentu wydawnictwa: otóż okazuje się ono po prostu dość jednowymiarowe. O ile na United by Fate czy Pedals można było znaleźć grunge w różnych odcieniach, to ten zaproponowany na Interiors okazuje się pod koniec płyty najzwyczajniej mało ciekawy. Cóż z tego, że Sick Mind uderza sporą dawką agresji, skoro słuchacz ma wrażenie, że utwór to tylko remiks wcześniejszych piosenek? Z drugiej strony, zarzutu tego nie można brać do końca na serio, ponieważ na tle konkurencji – jakiej konkurencji, można by spytać – Quicksand broni się wyjątkowo dobrze. To wciąż muzyka, której producent nie spiłował ani kłów, ani pazurów, zaś sam zespół również zdaje się nie zauważać, że tak charakterne granie nie jest już dziś zbyt modne.

I właśnie ze względu na tę bezkompromisowość nie umiem nie polecić Interiors. Nawet jeżeli okaże się, że potencjalny słuchacz przebrnie przez tę płytę tylko raz, to wierzę, że nie będzie to dla niego czas stracony. Nieco oldschoolowy klimat całości potrafi dość skutecznie ukryć monotonię, przez co sesja z omawianym dziś krążkiem jest szybka i przyjemna. I nawet jeżeli nie o to chodzi w muzyce, to tego rodzaju guilty pleasure jest właśnie – pleasure. A z pewnością nie o każdej współczesnej rockowej płycie da się coś takiego powiedzieć.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!