Ramblin’ Jack Elliott – Jack Takes the Floor

Gatunek: country
Data wydania: 1958
Spis utworów: 1. San Francisco Bay Blues; 2. Ol’ Riley; 3. Boll Weevil; 4. Bed Bug Blues; 5. New York Town; 6. Grey Goose; 7. Mule Skinner Blues; 8. Cocaine; 9. Dink’s Song; 10. Black Baby; 11. Salty Dog

 

Wyobraźcie sobie, że jesteście synem nowojorskiego chirurga, któremu rodzice wyznaczają tylko jedno zadanie – skończyć szkołę i rozpocząć karierę medyczną. Czy w głowie byłoby Wam rodeo? Zakładam, że nie. Czy bylibyście gotowi rzucić wszystko i grać na ulicach, by zarabiać na życie? Wątpliwe. Ale taka jest właśnie geneza muzycznej kariery Jacka Elliotta. Jego trzecia w dorobku płyta, czyli Jack Takes the Floor, stanowi natomiast dobry materiał do oceny, na ile jego dramatyczne życiowe wybory były słuszne.

Słowem uzupełnienia dodać należy, że Elliott nie miał w życiu łatwo nie tylko dlatego, że rodzina go wyklęła, co akurat nie dziwi. Niestety, równie nieprzychylna okazała się dla niego scena country, która uznała go – jak byśmy to dziś rzekli – za pozera, który zgrywa kowboja białym licem i kapeluszem z szerokim rondem. I może jest w tym trochę prawdy. Tyle że na płycie Jack Takes the Floor zupełnie tego nie słychać. Nagrany przed sześćdziesięciu laty krążek jest bowiem całkowicie zanurzony w klimatach korzennego country. Nie usłyszymy tu żadnych instrumentów poza gitarą Elliotta (okazjonalnie uzupełnioną o harmonijkę) i jego lekko skrzekliwym, charakterystycznym wokalem. To tyle – czterdzieści pięć minut spędzonych w tak ograniczonym towarzystwie może wydawać się jednostajne, dopóki nie zrozumiemy, czym tak naprawdę jest ta płyta.

Jako taka sięga ona bowiem do korzeni country, a zatem do muzyki robotniczej, która służyła do śpiewania przy dogasającym palenisku i miała za zadanie opowiadać o trudach i radościach prostego, robotniczego życia. I takie właśnie zadanie postawił przed sobą Elliott. Jest on niezrównanym bajarzem, który praktycznie każdą piosenkę ozdabia autorskim komentarzem,  wprowadzającym odpowiedni klimat. Same kompozycje, choć są na ogół typowo śpiewane (Grey Goose), niekiedy ocierają się o melorecytację (San Francisco Bay Blues). Dzięki temu Jack Takes the Floor to przede wszystkim płyta, która opowiada historie, niejako przy okazji wyśpiewywane przy akompaniamencie gitary. Kto lubi śledzić te smutne, gorzkie losy ludzi żyjących w Ameryce w połowie ubiegłego wieku, ten z omawianym dziś krążkiem poczuje się jak w domu.

Wydawnictwo ma również atuty historyczne. Wyraźnie antycypuje one twórczość takich wykonawców jak Johnny Cash czy Bob Dylan, a ponadto jednoznacznie wskazuje na rolę, jaką country odegrało w procesie kształtowania brzmienia wczesnego rock and rolla. Usłyszymy tu bowiem wpływy zarówno bluesa (Mule Skinner Blues), jak i muzyki szybszej, którą w owym czasie wykonywał chociażby Elvis Presley. I choć trafiają się tu kompozycje nieco gorsze, to ciężar czasów dodaje całości niekwestionowanego uroku. Dziś takiej muzyki się już dziś nie robi, stąd to jedna z niewielu okazji, by usłyszeć, dlaczego śpiew był kiedyś tak powszechny. To właśnie on zapewniał zabawę, umilał czas, a także przekazywał ważne treści. Prawdę tę Elliott uchwytuje w sposób godny podziwu.

Nie jest to rzecz jasna płyta dla każdego. Mimo wszystko jej asceza, a także specyfika sprawiają, że dla współczesnego słuchacza może się jawić jako staroć nie do przeskoczenia. Ale jeżeli ktoś chce posłuchać prawdziwej amerykańskiej muzyki ludowej, nacechowanej emocjami i odegranej z dużą wprawą, ten po Jack Takes the Floor może sięgać w ciemno. Pozostali mogą się skusić na niezobowiązujące przesłuchanie – nikt nie powinien zniechęcić się do country na resztę życia.

 

7 Stars (7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!