Revan – Światostany

Gatunek: hard rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. 21; 2. Czarownica; 3. Akolita; 4. Łowca; 5. Newton; 6. Drzewo; 7. Mamona; 8. Dom obiecany; 9. Ukryty świat; 10. Trudna rzecz 

 

Czy po pięćdziesięciu latach rozwoju muzyki rockowej można mieć do powiedzenia coś nowego? Niektórzy uważają, że tak: komplikują brzmienie, łączą ze sobą różne gatunki, mieszają i kombinują. Jednak jest również inna grupa muzyków, która stwierdza, że przepisem na sukces jest powrót do grania archetypicznego, klasycznego, które przed laty sprawdzało się najlepiej, dziś zaś stanowi zazwyczaj muzyczną zaszłość. Revan idzie drugim z tych tropów i nawiązuje do klasyki. Z naprawdę dobrym rezultatem.

Prezentowany dziś zespół jest idealnym przykładem grupy, która nie stara się ani szukać zbyt głęboko inspiracji, ani za bardzo ich przetwarzać. Jeżeli chcecie wiedzieć, co można znaleźć na Światostanach, to sięgnijcie po dowolną płytę hard rockową z lat 80. Może być Motörhead, może być również Ozzy Osbourne – to nie ma znaczenia. Brzmieniowe podobieństwa są ewidentne. Weźmy na przykład gitarowy przester w solówce do utworu Dom obiecany – klasyka, jakich mało. Podobnie rzecz się ma z utworami takimi jak Drzewo, które spokojnie mogłyby być nagrane w czasach nowej brytyjskiej fali heavy metalu. Nie brakuje tu także odważniejszych muzycznie posunięć, do których można zaliczyć trwający niemalże dziesięć minut kawałek Newton. Swoje robi produkcja, która – choć początkowy wydaje się nieco zamulona – jak najbardziej pasuje do całej konwencji. Im dłużej Światostany sobie płyną, tym bardziej dojmujące staje się wrażenie, że jej ciepłe, jak gdyby analogowe brzmienie stanowi dobre dopełnienie warstwy stricte muzycznej. Te wszystkie cechy składają się na obraz krążka, który można potraktować jako udany hołd dla tradycji, przekonujący nie tylko dla tych, którzy wychowali się na odtwarzanych z Unitry piratach, ale również dla słuchacza na wskroś współczesnego.

Gdybym zatem miał określić Światostany jednym słowem, powiedziałbym, iż jest to płyta solidna. Świetną robotę wykonuje charyzmatyczny wokal, który idealnie pasuje do mocarnych riffów. Nie mniejsze wrażenie robią gitarowe solówki, brzmiące doprawdy wybornie. Mocna sekcja rytmiczna podbija energię całości i nadaje krążkowi odpowiedniego rozpędu. Dorzućmy do tego utrzymane w konwencji teksty – co ważne, napisane po polsku – a będziemy mieli bardzo dobrą wizję tego, co robi Revan.

Jednak pomimo wspomnianej solidności, debiutancki album ma jeszcze aspekty, które można by doszlifować na następnym wydawnictwie. Krążkowi można na przykład zarzucić zbytnią zachowawczość: choć nie wątpię, iż muzycy grają to, co czują, to naśladownictwa czy – mówiąc łagodniej – reminiscencji jest tu mimo wszystko więcej niż własnego stylu. A tego trochę szkoda, bo dysponując takim warsztatem można by zrobić znacznie więcej, niż ogrywać patenty wypracowane przed trzema dekadami. Nie sposób również nie zauważyć, że krążkowi brakuje nieco mocy. Niektóre z piosenek z pewnością unikają tej przypadłości – Łowca jest tu dobrym przykładem. Inne jednak nie są w stanie w równej mierze porwać. Być może jest to kwestia niekiedy zbyt małej selektywności, która przy tego typu muzyce ma znaczenie kluczowe.

Te mankamenty nie zmieniają jednak ostatecznego werdyktu: Światostany to dopracowany i przemyślany debiut, eksplorujący pogranicza hard rocka i heavy metalu, doprawionego okazjonalnie nutką rock and rolla, a nawet bluesa.  I nawet jeżeli miejscami zbyt bardzo zakorzenia się on w tradycji, to przecież podąża za najlepszymi, mi zaś trudno stwierdzić, by wyraźnie od nich odstawał. Jeżeli na kolejnej płycie Revan wzbogaci swoją muzykę o garść autorskich patentów, nie zawaham się ocenić go jeszcze wyżej.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!