Strange Clouds – Calm Before the Storm

Gatunek: rock alternatywny
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Heal the Ghosts; 2. Black Souls; 3. Jupiter; 4. Perdurabo; 5. The Tempest

 

Prawdopodobnie nawet recenzent z długoletnim stażem nie spotkał się z gatunkiem, zwanym „dziwnym rockiem”. A taką właśnie etykietkę nadaje sobie powstały w stolicy Wielkopolski przed zaledwie dwoma laty zespół Strange Clouds. Jego płytowy debiut trudno nazwać monumentalnym  – składa się nań pięć piosenek o łącznym czasie trwania wynoszącym pół godziny. Tyle jednak wystarczy, by oczarować słuchacza.  

Od razu spieszę donieść, że ów strange rock nie jest tak „strange” jak niektórym mogłoby się wydawać. Można by wręcz powiedzieć, iż na tle prawdziwych dziwolągów muzyka poznańskiego składu brzmi całkiem standardowo. Nie oznacza to jednak, że płyta nie okazuje się intrygująca – jest bowiem wprost przeciwnie. Zainteresowanie, które udziela się słuchaczowi od pierwszych dźwięków, nie bierze się jednak z silenia się na muzyczne eksperymenty czy zabiegi formalne, lecz z tego, iż Calm Before the Storm to zderzenie muzycznych osobowości. Właśnie dzięki tej cesze krążek wyznacza sobie własną ścieżkę, biegnącą przez różne zakamarki rockowej tradycji. Album ustawicznie przekracza granice wyznaczające zarówno terytorium wczesnego hard rocka, jako żywo kojarzącego z osiągnięciami Black Sabbath i Led Zeppelin (Heal the Ghosts), jak i bardziej twardych, nieco dusznych brzmień spod znaku stoner rocka i grunge’u z epoki Alice in Chains (Black Souls). Gdzieś w tej kotłowaninie ścierających się wpływów błyśnie również nuta raga rocka (Jupiter) czy vintage’owego brzmienia. Te różnorodne wpływy zostają jednak bardzo zgrabnie połączone, zaś efekt końcowy stanowią piosenki, które nie tylko wpadają w ucho, ale niosą ze sobą sporą dawkę sugestywnego klimatu.

Co istotne, owych wpływów, które składają się na Calm Before the Storm nie potraktowano jako punktów odniesienia, które należy zaliczyć, by zaoferować słuchaczowi swoistą lekcję historii, lecz wyekstraktowano z nich to, co najlepsze – brzmienie gitary, basu, efekty, kompresor na wokalu – i stworzono autorską całość. Stąd też wynika niekwestionowana nowoczesność muzyki granej przez Strange Clouds, objawiająca się nie tylko w samej produkcji, ale również w rozbudowanych i niejednorodnych aranżacjach. Mimo iż piosenki są długie, w najmniejszym stopniu nie nużą. Zarazem owe elementy – wzięte razem – sprawiają, że najbliższym tropem dla Calm Before the Storm jest Somali Yacht Club i ich krążek, The Sun. Podobieństwa dotyczą zarówno brzmienia, jak i czasu trwania utworów, a nawet ich liczby. Co jednak znamienne, muzyka naszych krajan jest jeszcze bardziej różnorodna oraz – by tak rzec – bardziej substancjalna, obejmująca szerszy zakres treści, a przez to jeszcze bardziej satysfakcjonująca.

Miło mi orzec, że Calm Before the Storm to debiut bardzo dojrzały, który przekonuje praktycznie w każdym aspekcie. Wprawdzie tytuł płyty jest nieco zwodniczy – spokoju na niej zbyt wiele nie ma – ale mam nadzieję, że jej drugi człon okaże się dobrym proroctwem i wokół Strange Clouds istotnie zrobi się burza, choćby i niewielka. Muzycy bez wątpienia zasłużyli na docenienie, stąd po zapoznaniu się z ich twórczością mogę stwierdzić tylko jedno – polecam.

 

8 Stars (8 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!