Street Chaos – Nie pytaj dlaczego

Gatunek: hardcore
Data wydania: 2016
Spis utworów: 1. Nie pytaj dlaczego; 2. Obudź się; 3. Egzystencja; 4. Nienawiść; 5. Krzyk; 6. Kim ty jesteś; 7. Nadzieja; 8. Punkt krytyczny; 9. Rzeczywistość; 10. Wilk; 11. Zapomniani

 

Można niekiedy odnieść wrażenie, że liczba zespołów grających mocną muzykę jest odwrotnie proporcjonalna do liczebności fanów. Uwaga ta jest szczególnie trafna w przypadku naszego kraju; temat gustu muzycznego Polaków (lub jego braku) to zagadnienie na nielichy elaborat. Z przyjemnością odnotowuję jednak, że – mimo rzeczonego stanu rzeczy – zespoły takie jak warszawski Street Chaos konsekwentnie robią swoje. I wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Że wychodzi im to tak cholernie dobrze.  

Na pierwszy rzut oka Street Chaos to typowy przedstawiciel nowojorskiego hardcore’u. Miażdżące, niespieszne tempo, podbite niskim strojem gitary, wypluwające serie tłumionych strun, a do tego niski, chrapliwy wokal. Znacie to skądś? No pewnie – ktoś, kto z Madball czy Agnostic Front jest za pan brat, ten przy dźwiękach Nie pytaj dlaczego poczuje się jak w domu. Malkontentowi, który zauważyłby w tym miejscu, że nie potrzebujemy rodzimych epigonów, skoro wspomniane wyżej kapele radzą sobie co najmniej dobrze, odpowiedziałbym: Street Chaos to zespół zbyt inteligentny, by poprzestać na powielaniu zachodnich wzorców. W czym przejawia się jego oryginalność? Zacznijmy od spostrzeżenia, że płyta jest naprawdę mocarna – praktycznie każde uderzenie bębnów, każde szarpnięcie strun gitary czy basu, a także każda fraza wokalu to skondensowana wściekłość. Energia, z jaką zagrano tę muzykę, jest wprost powalająca. Szczególnie przekonująco brzmią podszyte punkiem, zagrane w szybkim tempie petardy, takie jak Wilk czy Kim ty jesteś. Szaleńcza moc, która przesyca te fragmenty sprawia, że po jednym przesłuchaniu trudno powstrzymać się przed powtórnym odtworzeniem. W jej wykreowaniu swoje robią również chóralne refreny – wystarczy posłuchać początku Egzystencji, by mieć pojęcie, jak dobrze spełniają one swoją funkcję.

A jednak na Nie pytaj dlaczego znaleźć można coś więcej – ten języczek u wagi, który z płyty dobrej czyni krążek naprawdę rewelacyjny. Owo „coś” sprowadza się do dwóch kwestii: tekstów i tzw. momentów. Jeżeli chodzi o stronę liryczną, stanowi ona spójną i przekonującą kronikę mroku oraz desperacji. „Tak pachną dziś ulice, a wściekłość krzyczy z dziur/Poniżyć, stłamsić, zniszczyć, żyć tak się nie da tu” – śpiewa wokalista (Nienawiść), a zarazem dobrze oddaje klimaty, w których, zgodnie z nazwą, porusza się Street Chaos. Nie jest to bynajmniej wyjątek, bo takich celnych, miejscami naprawdę mocnych tekstów, jest na Nie pytaj dlaczego dużo – i każdy z nich jest tak samo dobry. A co z tym, co nazwałem momentami? Otóż zespół raz na jakiś czas proponuje coś więcej niż wrzaskliwy wokal i gitarę o stroju motorowej piły. Takie złamanie konwencji następuje na przykład w Nie pytaj dlaczego, gdzie w refrenie – dosłownie znikąd – pojawia się tak chwytliwa melodia, że trudno powstrzymać się przed jej nuceniem. Zapomniani zostaje natomiast ozdobiony rewelacyjnym riffem gitary prowadzącej. Dla takich właśnie chwil do omawianego dziś krążka chce się wracać.

Oczywiście płyta ma swoje mankamenty, do których zalicza się nieco schematyczny środek (Krzyk to piąty z rzędu kawałek utrzymany w tych samych klimatach), nie zmienia to jednak faktu, iż Nie pytaj dlaczego to kawał mocarnego, a przy tym naprawdę stylowego grania. Wiadomo, że hardcore nie jest muzyką adresowaną do każdego, ale fan tego typu klimatów powinien się z omawianym dziś albumem niezwłocznie zapoznać. Street Chaos nie odkrywa Ameryki – ale w wąskich ramach gatunkowych porusza się z niebywałą wprawą. Tyle wystarczy, by moja rekomendacja mogła jednoznacznie brzmieć: polecam.

 

(8 / 10)     Stempel

Zapisz

Zapisz

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!