The Bastard – Ciężka dola rock’n’rolla

Gatunek: punk rock
Data wydania: 2017
Spis utworów: 1. Nowe wiadomości; 2. Wirtualny raj; 3. Dziewczyna z prowincji; 4. Złamane serce; 5. Getto; 6. Apokalipsa; 7. Dobre rady; 8. Rewolucja; 9. Wszystko i nic; 10. Ciężka dola rock’n’rolla; 11. Parlamentarzyści; 12. Mam dość; 13. Nasz mały świat

 

Jeżeli ktoś sądził, że punk rock w Polsce skończył się gdzieś w połowie lat 90., ten powinien spojrzeć na imponującą liczbę nowości z tego nurtu, jakie ukazały się tylko w tym roku. Do grona świeżych wydawnictw dołącza również myślenicki The Bastard, który – trochę przekornie – zatytułował swoją czwartą już płytę Ciężka dola rock’n’rolla. Czy można spodziewać się czegoś rewolucyjnego, a przynajmniej interesującego w gatunku, w którym – jak się zdaje – powiedziano już wszystko? Czas się o tym przekonać.

The Bastard z pewnością na żadną rewolucyjność się nie sili, ponieważ na swej najnowszej płycie proponuje przekrój przez szeroko rozumianego punk rocka. Najbardziej ewidentne są tu dwie maniery: ostrego, wściekłego młócenia na dwa, które musi rozkręcać urywające łeb pogo na koncertach (Nowe wiadomości, Apokalipsa, Ciężka dola rock’n’rolla) oraz bardziej melodyjnego, na ogół nieco wolniejszego grania, podpadającego pod Ramones czy – by odwołać się do polskiego podwórka – Sexbomby (Dziewczyna z prowincji, Złamane serce). Zapytacie: czy w tej spranej stylistyce można zaproponować coś nowego? Odpowiedź na nie jest chyba negatywna – co nie zmienia faktu, że The Bastard nie tylko świetnie się w niej odnajduje, ale również potrafi jej nadać swój własny sznyt. Takich zabiegów, które świadczą o oryginalności kapeli jest kilka. Należą do nich przede wszystkim interesujące partie gitar prowadzących, które jako żywo kojarzą się z punk rockiem sprzed ćwierć wieku. Wystarczy posłuchać Wirtualnego raju, by w ciągu kilku chwil przenieść się do epoki pierwszych walkmanów, z których odtwarzało się debiut Strajku. Podobną nostalgię budzić może Rewolucja, która brzmi jak wczesne nagrania KSU. Świetnie wypadają również linie wokalu – Master dysponuje głosem o łagodności papieru ściernego, który większości kawałków dodaje solidnego kopa; dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy frontmana chóralnie wspierają koledzy.

Zarazem te właśnie cechy omawianego dziś krążka sprawiają, że najlepsze wrażenie robi on w kawałkach mocarnych lub szaleńczo szybkich. Zdecydowanie najlepiej wypada Getto, które opuszcza ramy punk rocka i zmierza w stronę cholernie stylowego nowojorskiego hardcore’u spod znaku Madballa. Podobnie rewelacyjne wrażenie robi bonusowy kawałek Parlamentarzyści. Tam jednak, gdzie zespół zwalnia, Ciężka dola rock’n’rolla zaczyna niestety tracić. O ile Dobre rady czy Mam dość można skwitować wzruszeniem ramion, o tyle nad skręcającym w stronę reggae Wszystko i nic trudno przejść do porządku dziennego. Charczący wokal na tle lekkiego gitarowego przesteru nie tylko nie pasuje, ale brzmi po prostu nieczysto. Nie zachwyca również produkcja, która traci nieco na klarowności, a także fakt, że krążek bywa nagrany nierówno – uwaga ta dotyczy na ogół perkusji, a w mniejszej mierze odnosi się również do wokalu (Rewolucja). Dla niektórych nie będzie to miało znaczenia – wszak cały czas mówimy o punk rocku, a więc muzyce, w której niedoskonałości i niedociągnięcia są elementem integralnym – ale wady te muszę odnotować z recenzenckiej uczciwości.

Absolutnie nie zmienia to faktu, iż Ciężka dola rock’n’rolla to kawał solidnej muzyki, która brzmi wyjątkowo charakternie. Kilka chwil z najnowszym krążkiem myśleniczan wystarczy, aby słuchacz przesiąknął brudnym, trochę ulicznym stylem zespołu. A ponieważ nie da się go tak łatwo z siebie zrzucić, skłania to do kolejnych odtworzeń. Charyzma, wściekłość i klimat – trudno mi wskazać więcej cech, które powinna mieć dobra punk rockowa płyta. Czwarty album The Bastard całkowicie spełnia te wymogi.

 

(7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!