The Offspring – The Offspring

Gatunek: punk rock
Data wydania: 1989
Spis utworów: 1. Jennifer Lost the War; 2. Elders; 3. Out on Patrol; 4. Crossroads; 5. Demons (A Mexican Fiesta); 6. Beheaded; 7. Tehran; 8. A Thousand Days; 9. Blackball; 10. I’ll Be Waiting

 

Każdy zespół, który odnosi komercyjny sukces, wydaje kiedyś pierwszą płytę. Pół biedy, kiedy nagrany materiał po latach wciąż brzmi świeżo i nowatorsko – wtedy nie ma się przynajmniej czego wstydzić. Gorzej, kiedy płyta sprawia wrażenie mocno przestarzałej, jasno dowodząc, że talent muzyków nie wziął się znikąd i był wykuwany w trudzie wielogodzinnych sesji w studiu i sali prób. Ciekawi jesteście, jak jest w przypadku debiutu The Offspring? Zapraszam do recenzji.

Pierwsza płyta Kalifornijczyków, ochrzczona nazwą zespołu, a rozpoznawana po klonie wokalisty Green Day na okładce, ukazała się w roku 1989. W muzyce punk rockowej – bo z taką mamy tu do czynienia (i radzę wziąć ten fakt pod uwagę przy ewentualnym zamiarze przesłuchania) – zmieniło się od tamtego czasu niemal wszystko. Podobnie zmienił się i The Offspring. Ktoś, kto eksplorację muzyki Hollanda i kolegów zaczął od Smash lub – nie daj Boże – Americany, może poczuć się zaskoczony. Delikatnie mówiąc. Omawiany krążek to kawał surowego, mocnego punkowego łojenia z ograniczonymi harmoniami wokalnymi i nie zawsze tak melodyjnymi frazami jak w przypadku kolejnych wydawnictw. Ale po kolei.

Debiut The Offspring wyraźnie pokazuje, że zespół ten nie jest kolejną kapelą, która pod wpływem gniewu wchodzi do studia i korzystając ze swych marnych umiejętności technicznych, ale niewątpliwej szczerości, nagrywa płytę, będącą głosem pokolenia. Holland i koledzy już od pierwszej piosenki pokazują wyczucie kompozytorskie i aranżacyjne, ze szczególnym zamiłowaniem do wpadających w ucho melodii. Trzy pierwsze piosenki to pokaz warsztatu i pomysłowości – trafiają się tu i solówki, i świetne melodie (zwłaszcza w Elders i Out on Patrol), i ciekawe rozwiązania formalne, jak na przykład rewelacyjne, zagrane bez przesteru intro (Out on Patrol). Wszystko to jednak utrzymane w czysto punkowej melodyce, której nie powstydziłoby się chociażby Pennywise.

Równie mocna jest końcówka płyty. Blackball brzmi jak niezła piosenka Bad Religion, zaś Kill the President, zdjęty z powodu kwestii prawnych w reedycji, to łupanina, która podpada pod osiągnięcia Dead Kennedys. Ci z Was, których tolerancja kończy się na co mocniejszych utworach Paramore, najpewniej odpadną w przedbiegach, ale ci, którzy lubią taką muzykę, poczują nie lada zaskoczenie. Rzecz jasna pozytywne, bo klimatu, jaki pojawia się na krążku nie da się porównać z niczym innym. Całości dopełniają mocne teksty Dextera Hollanda, który prawie połowę płyty poświęcił zagadnieniom politycznym i zrobił to w taki sposób, że nie prześledzić treści piosenek to po prostu grzech.

Wciąż pozostaje jednak niezbyt przyjemna kwestia środka płyty, w której wyraźnie łapie ona zadyszkę. To właśnie tam uwyraźnia się główny problem wczesnego The Offspring, którym, mimo wszystko, jest pewna niedojrzałość. Niektóre pomysły wydają się po prostu nietrafione, przez co część piosenek brzmi nadzwyczaj licealnie. To właśnie przyczyna, dla której nie zachwyca Crossroads i mocno trącające Adolescents Demons. Ostatni z wymienionych utworów to o tyle dobry przykład, że wstawiona w środek zmiana rytmu pokazuje, jak widowiskowo skopać dobrą piosenkę. Tego rodzaju „ozdobniki” pojawiają się zresztą częściej, co – rzecz jasna – może budzić delikatny uśmiech politowania.

Z perspektywy czasu stwierdzam jednak, że The Offspring potrafi uczyć się na błędach. Kolejne płyty dowiodły, że zespół porzucił niektóre rozwiązania, kontynuując sprawdzone patenty. Do takich należy na przykład zafascynowanie melodyką Bliskiego Wschodu (Tehran), które odezwało się potem i na Smash, i na Ixnay on the Hombre, i na Americanie. Wokalu Dextera, ani układanych przezeń melodii również nie da się pomylić z niczym innym; całe szczęście zespół w późniejszych latach postawił na większą liczbę harmonii wokalnych, co przełożyło się na dodatkową przystępność muzyki.

Nie zmienia to jednak faktu, że dla prawdziwego fana punk rocka pierwsza płyta The Offspring to kawał dobrej, a miejscami rewelacyjnej wręcz muzyki. Na trzydzieści minut możemy przenieść się o ćwierć wieku, do pierwotnego punk rocka, jakkolwiek noszącego oryginalny sznyt dobrych melodii. A że melodie te nie są jeszcze tak nośne jak na kolejnych płytach? No cóż, najwyraźniej na dopracowanie tego aspektu Dexter i koledzy poświęcili kolejne godziny spędzone w studiu i sali prób.

 

7 Stars (7 / 10)

The Offspring to wykonawca omówiony w cyklu Dyskografie Muzycznego Horyzontu. Przejdź na tę stronę, aby zobaczyć podsumowanie jego dorobku!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Save

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!