Upside Down – Aperitif

Gatunek: punk rock
Data wydania: 2012
Spis utworów: 1. Afganistan; 2. Bardzo prosty rytm; 3. Homofobia; 4. Hasła; 5. Bez negocjacji; 6. Credo; 7. Retro; 8. Złodzieje; 9. Przygoda; 10. Zwała; 11. Estrada; 12. Grudencja; 13. Franco; 14. Kac; 15. Kołysanka

 

Bydgoski zespół Upside Down istnieje na scenie od prawie ćwierć wieku. Jego dorobek obejmuje kilka* płyt, z których najnowszą jest wydany w roku 2012 Aperitif. Tym samym omawiany dziś skład okazuje się kolejnym przykładem, który potwierdza tezę, że nawet jeżeli jest się obecnym na scenie bardzo długo i tworzy się stosunkowo unikalną muzykę, sukces nie jest zagwarantowany. Naturalne w tej sytuacji pytanie brzmi – dlaczego?

Pierwsza uwaga, która nasuwa się po przesłuchaniu Aperitif ma dość gorzki charakter. Otóż Upside Down gra taką muzykę, że gdyby tylko tworzył w Stanach Zjednoczonych, jego status i popularność oscylowałyby między No Use for a Name z ostatnich lat ubiegłego wieku, a obecną odsłoną Rise Against. Melodyjny, ale zadziorny glos Emasa, wypluwane z prędkością karabinu maszynowego dźwięki tłumionych strun gitary i szaleńcze tempo perkusji sprawiają, że bydgoszczanie grają pełnoprawny, słoneczny punk rock, czerpiący wszystko, co najlepsze z wzorców kalifornijskich. Aż trudno uwierzyć, że w deszczowej i mroźnej niekiedy Polsce można grać muzykę pasującą tak bardzo do innej szerokości geograficznej. I robić to tak dobrze.

Przejdźmy jednak do konkretnych kompozycji. Żeby łatwiej było Wam sobie wyobrazić ramy, w jakich porusza się Upside Down, będę przywoływał zespoły znane skądinąd. I tak otwierający Aperitif Afganistan to szybkostrzelna piosenka jako żywo przywodząca na myśl osiągnięcia wspomnianego wyżej No Use for a Name. Pod melodykę NOFX podpada Homofobia oraz Franco (skojarzenie z 72 Hookers nasuwa się samo), zaś Estrada to – wypisz, wymaluj – Dropkick Murphys; znalazło się tam nawet miejsce na dudy. Trafiają się tu również fragmenty nieco bardziej skoczne i w swoim charakterze bardziej pop punkowe. Do utworów tych zaliczyć można Bardzo prosty rytm (szkoła Sum 41), Hasła (szkoła Green Day, zwłaszcza z piosenki Holiday) czy Przygoda (szkoła wczesnego Blink 182). Każda z tych piosenek brzmi tak samo dobrze – zagrano je z energią, zaśpiewano z polotem i perfekcyjnie wyprodukowano,

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że tak naprawdę Upside Down w Upside Down jest niewiele – możemy mówić cały czas o wzorowaniu się inspiracjach, brzmieniu jak…, ale trudno powiedzieć, by grupa przejawiała gdzieś własny styl. Być może o przebłyskach oryginalności można mówić w przypadku piosenek bardziej eksperymentalnych jak Retro czy Kołysanka. Tyle że trudno byłoby mi podpisać się pod stwierdzeniem, że utwory te reprezentują styl kapeli – jest wprost przeciwnie. Potencjalnym panaceum na wspomniany wyżej zarzut może być stwierdzenie, że być może twórczość bydgoszczan nie powala oryginalnością, ale zarazem trudno oskarżyć ich o przaśność czy słowiańszczyznę. Mimo że panowie śpiewają po polsku, teksty nie drażnią, podobnie jak melodie, w których nie ma miejsca na quasi-ludowe akordy, występujące chociażby w muzyce wczesnego Defektu Mózgu, którą przezywano z tego powodu „punko polo”. Jest światowo.

Tym samym wracamy jednak do pytania postawionego na początku recenzji: dlaczego grupa nie odniosła sukcesu? Bo to Polska, chciałoby się rzec. Dobrze wykonana, całkiem przebojowa muzyka w naszym kraju po prostu nie może się obronić. I choć być może sam zespół nie zabiega o popularność, na jaką zasługuje, to ja chciałbym tą recenzją powiedzieć – sięgnijcie po Aperitif! Że nie jest oryginalnie? No nie jest – przynajmniej nie do końca. Ale znajdźcie mi inny zespół z Polski, który tak dobrze aplikuje rozwiązania muzyczne z Zachodu. Nie ma, prawda? Dlatego powtórzę – jeżeli lubicie taką muzykę, Aperitif to pozycja obowiązkowa.

* Niestety, mimo skierowanego do zespołu pytania o oficjalny dorobek płytowy, do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi.

7 Stars (7 / 10)

  •  
  •  
  •  
  •  

Wypowiedz się!